W szkole cierpienia. Trudne drogi do ważnych odkryć

Odkrywcze umieranie



Modlitwa zawierzenia Maryi na rozpoczęcie dnia

Maryjo, Gwiazdo Morza, prowadząca uczniów Syna po wzburzonych wodach doczesnego świata. Wierni widzą w Tobie pewne światło, które zmylić nie może, lecz świeci ku ratunkowi i wiecznemu zbawieniu. Gdy łódź mego życia wpłynie na wody cierpienia, racz towarzyszyć mi jako wierny sternik. Naucz mnie mijać rafy zwątpienia. Ucisz burze szalejące w sercu, by w ich miejsce nastało słońce pokory, zawierzenia i niezłomnej nadziei. Amen.

Konferencja pierwsza

Wtedy Eliasz zląkłszy się, powstał i ratując się ucieczką, przyszedł do Beer-Szeby w Judzie i tam zostawił swego sługę, a sam na odległość jednego dnia drogi poszedł na pustynię. Przyszedłszy, usiadł pod jednym z janowców i pragnąc umrzeć, rzekł: “Wielki już czas, o Panie! Odbierz mi życie, bo nie jestem lepszy od moich przodków”. Po czym położył się tam i zasnął. A oto anioł, trącając go, powiedział mu: “Wstań, jedz!” Eliasz spojrzał, a oto przy jego głowie podpłomyk i dzban z wodą. Zjadł więc i wypił, i znów się położył. Powtórnie anioł Pański wrócił i trącając go, powiedział: “Wstań, jedz, bo przed tobą długa droga”. Powstawszy zatem, zjadł i wypił. Następnie mocą tego pożywienia szedł czterdzieści dni i czterdzieści nocy aż do Bożej góry Horeb. Tam wszedł do pewnej groty, gdzie przenocował. Wtedy Pan skierował do niego słowo i przemówił: “Co ty tu robisz, Eliaszu?” A on odpowiedział: “Żarliwością rozpaliłem się o chwałę Pana, Boga Zastępów, gdyż Izraelici opuścili Twoje przymierze, rozwalili Twoje ołtarze i Twoich proroków zabili mieczem. Tak że ja sam tylko zostałem, a oni godzą jeszcze i na moje życie”. Wtedy rzekł: “Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Pana!” A oto Pan przechodził. Gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały szła przed Panem; ale Pan nie był w wichurze. A po wichurze – trzęsienie ziemi: Pan nie był w trzęsieniu ziemi. Po trzęsieniu ziemi powstał ogień: Pan nie był w ogniu. A po tym ogniu – szmer łagodnego powiewu. Kiedy tylko Eliasz go usłyszał, zasłoniwszy twarz płaszczem, wyszedł i stanął przy wejściu do groty. A wtedy rozległ się głos mówiący do niego: “Co ty tu robisz, Eliaszu?” Eliasz zaś odpowiedział: “Żarliwością rozpaliłem się o chwałę Pana, Boga Zastępów, gdyż Izraelici opuścili Twoje przymierze, rozwalili Twoje ołtarze i Twoich proroków zabili mieczem. Tak że ja sam tylko zostałem, a oni godzą jeszcze i na moje życie”. Wtedy Pan rzekł do niego: “Idź, wracaj twoją drogą ku pustyni Damaszku”. (1 Księga Królewska, 19, 3-15)

W cierpieniu Bóg przeobraża serce człowieka. W tym celu wprowadza je w doświadczenie pustyni opisane przez autora Księgi Powtórzonego Prawa: “Pamiętaj na wszystkie drogi, którymi cię prowadził twój Bóg, przez czterdzieści lat na pustyni, aby cię utrapić, wypróbować i poznać, co jest w twym sercu; czy strzeżesz jego polecenia, czy też nie. Utrapił cię, dał ci odczuć głód, żywił cię manną, której nie znałeś ani ty, ani twoi przodkowie, bo chciał ci dać poznać, że nie samym tylko chlebem żyje człowiek, ale wszystkim, co pochodzi z ust Boga” (Pwt 8, 2-3).

Z powyższego opisu dowiadujemy się, że głównym autorem doświadczenia pustyni jest Bóg. Ponadto, że samo doświadczenie polega na przejściu przez utrapienie, głód, ludzką nędzę oraz sytuacje dotąd nieznane. I wreszcie, że ta specyficzna forma cierpienia wiedzie do poznania tajemnic własnego serca.

Zbliżanie się do Boga wymaga przemiany myślenia, postrzegania i doświadczania. Proces ten przechodzą wszyscy wielcy biblijni przyjaciele Boga. Nie był on oszczędzony nawet tak wielkiemu prorokowi jak Eliasz. Urodził się w Tiszbe w Gileadzie. Imię proroka, Elijahu, znaczy: Bogiem moim jest Jahwe. Jego prorocka misja przypada na IX wiek przed Chrystusem, kiedy to na skutek działalności Jezabel, fenickiej małżonki króla izraelskiego Achaba, w życiu narodu wybranego zaczyna dochodzić do głosu kult Baala, fenickiego bóstwa płodności. Konfrontacja nowego kultu z wiarą w jednego Boga jest nieunikniona, a swoje apogeum osiąga podczas próby na wzgórzach Karmelu. Wydarzenia te barwnie opisuje pierwsza Księga Królewska w rozdziale osiemnastym.

Chociaż Eliasz wykazał podczas próby, że Jahwe jest Bogiem prawdziwym, a nie Baal, musi uciekać przed zemstą królowej Jezabel. Dowiedziawszy się, że pragnie ona jego śmierci, przestraszył się. Stawszy się przez wyrok królewski człowiekiem wyjętym spod prawa, nie pozostało mu nic innego, jak schronić się na pustyni. Bohater Izraela zmienił się ostatecznie w zwykłego człowieka przygniecionego ciężarem śmiertelnej trwogi. Udając się na pustynię, desperacko szuka ucieczki, by ocalić życie. W końcu będzie chciał zrezygnować i z niego. Ucieka nie tylko od królowej Jezabel, ale także od swej prorockiej misji, od odpowiedzialności. Prorok, który dwukrotnie ogłosił, że służy Bogu żywemu, który zamknął słowem niebo, by nie dawało deszczu, teraz leży powalony zwątpieniem, prosząc o zwolnienie go z misji i o śmierć.

Ta całkowita klęska i osamotnienie proroka powtarzają się w życiowym doświadczeniu każdego z nas. W podobny sposób rodzi się nasze doświadczenie kryzysu, rezygnacji czy zniechęcenia. Na początku wszystko wydaje się iść dobrym torem. Dokonujemy różnych dzieł, być może chwalą nas nawet za nie, mamy swój prestiż, swoją pozycję, swoje konkretne miejsce. Całkiem jak Eliasz. Aż pewnego razu przychodzi coś, co burzy doszczętnie harmonię i pokój życia. Będzie to jakaś niespodziewana decyzja przełożonych, pojawienie się dolegliwości, choroby, mój osobisty upadek w grzech. Czasami będzie to nawet czyjeś słowo, gest, zachowanie. Pryska nagle piękno i czar życia. Wtedy również, pojawia się rezygnacja z wykonywanych dotychczas zadań, misji, a niekiedy i życiowego powołania. Oto potęga ludzkiej słabości.

Nad zdesperowanym i pragnącym śmierci Eliaszem pochyla się Bóg. Pojawia się Jego posłaniec – anioł, który przynosi pożywienie i nakazuje, by powstał, jadł i napił się. Prorok pragnie umrzeć, a tymczasem Bóg nakazuje mu kontynuację życia. Jedz, a więc żyj. Eliasz nie od razu porzuca pragnienie śmierci i po spożyciu posiłku ponownie zasypia. Czyni to wielokrotnie. Zsyłając posiłek, Bóg daje mu do zrozumienia, że cierpienie niekoniecznie musi służyć śmierci. Często jest etapem prowadzącym do doskonalszej formy życia, bardziej nastawionej na całkowitą zależność od Boga. To właśnie Bóg nalega na Eliasza: “Wstań i jedz, bo przed tobą długa droga!”. Nigdy nie zaakceptował rezygnacji Proroka ze służby. Nie tylko chce, aby w dalszym ciągu żył, lecz również, by kontynuował swoją podróż. Przeciwstawia się desperacji Eliasza. Nie wszystko jest stracone, jak mu się wydaje. By jednak się o tym przekonać, musi iść dalej.

Jakże jesteśmy w tym do Eliasza podobni. Cierpienie – ta specyficzna forma duchowej pustyni – stawia i nas przed trudnym doświadczeniem widzenia wydarzeń w czarnych kolorach, w perspektywie, że wszystko na zawsze runęło i utraciło swój sens. W takim doświadczeniu nigdy nie wolno nam pozostać przez pogłębianie go i pogrążanie się w nim. Ono jest tylko etapem, któremu Bóg wyznaczył kres. Niekiedy człowiek dopuszcza się tutaj grzechu przewrotności, jeżeli świadomie trwa w rezygnacji, bo doświadczenie pokazuje, że w tym śmiertelnym letargu można się zadomowić, można się dobrze czuć. Nic mnie już nie obchodzi, niech się dzieje, co chce, wszystko jest bezsensem. Być może trwanie w takim stanie było jakąś formą życia Eliasza, z której nie chciał zrezygnować i po wyraźnym sygnale od Boga, że ma kontynuować wysiłek życia, ponownie zasypia. Ileż razy, pomimo wyraźnych Bożych łask, zachęt, interwencji, zasypiamy ponownie, jak Eliasz, bo dobrze nam z tą rezygnacją. Ucieczka złamanego przez życie Proroka i nasze doświadczenie cierpienia nabywają cech wędrówki Izraela przez pustynię, która charakteryzowała się miłosną troską Boga i nieustannym buntem ludu.

Po przybyciu na górę Horeb Eliasz ponownie zasypia. Dobrze mu ze stanem rezygnacji, bo nie wymaga on walki o życie. Bóg pyta więc wprost: “Co ty tu robisz, Eliaszu?”. Odpowiedź Proroka rzuca światło na całą jego historię. Odpowiada, że to Izraelici zerwali przymierze, rozwalili ołtarze, pozabijali proroków i czyhają na jego życie, a jest już przecież ostatnim żyjącym świadkiem przymierza. Uciekł więc i pragnie zakończyć wszystko. Zawiódł jako prorok, bo nie obronił przymierza. Ocenił, że nie ma już nadziei tak dla niego, jak i dla narodu. To doświadczenie zawodu wynika stąd, że Eliasz miał dotychczas swoją wizję bycia prorokiem Boga, według niej działał i układał plany na przyszłość. Zwróćmy uwagę, że powód swego kryzysu Eliasz widzi wszędzie naokoło, ale nie widzi go jeszcze w sobie.

A my? My postrzegamy podobnie jak Eliasz. Ileż w okresie rezygnacji, kryzysu czy zniechęcenia pojawia się w naszym sercu powodów tego stanu: to z powodu decyzji przełożonych; to z powodu niedoskonałości mojej rodziny; to z powodu choroby, która się pojawiła; to z powodu słowa czy opinii, którą usłyszałem na mój temat. Moje życiowe powołanie, misja, zadanie traci sens, bo to czy tamto… Problem najczęściej jawi się nam na zewnątrz nas.

Jaka jest reakcja Boga na skargę Eliasza? “Wyjdź, – mówi mu – aby stanąć na górze wobec Pana”. Eliaszowi powalonemu śmiertelnym kryzysem nakazuje zająć pozycję proroka i stawić się w Jego obliczu. Następuje teofania, czyli objawienie się Boga, przypominająca inne teofanie z czasów wędrówki Izraela. Tutaj jednak trzy podstawowe żywioły, które normalnie opisują teofanię: wiatr, trzęsienie ziemi i ogień nie ukazują Boga, lecz poprzedzają Jego przyjście. On pojawia się w szmerze łagodnego powiewu. Dopiero gdy Eliasz usłyszał szmer łagodnego powiewu, zasłonił twarz, co oznaczało, że odczuł obecność Boga. Co takiego powiedział prorokowi Bóg w tak dziwnym objawieniu? Prawdopodobnie to, że jest obecny nie tylko w wydarzeniach ujawniających Jego moc (wiatr, trzęsienie ziemi i ogień), co doskonale odpowiadało eliaszowej wizji bycia prorokiem takiego właśnie Boga. On tymczasem jest obecny również w doświadczeniu milczenia, w doświadczeniu pozornej przegranej, pozornej nieobecności. Nawet wówczas, gdy wszystko wydaje się być stracone, On wciąż jest i wszystko znajduje się w Jego mocy.

A my? My i tutaj nie odstajemy od Eliasza. Kiedy wszystko się układa, wówczas nie mamy problemu ze służbą Bogu Mocy. Jak Eliasz. Dopóki na jego słowo Bóg zamykał i otwierał niebo, dopóki zsyłał ogień, dopóki zwyciężał i rozwiązywał sprawy raz na zawsze, dopóty chciał być prorokiem. Podobnie i my – nie chcemy służyć Bogu “słabości”; Bogu, który objawia się w cierniem ukoronowanym, oplutym i znieważonym obliczu swego Syna. Nie dostrzegamy Go w nagle przychodzącej chorobie; nie dostrzegamy Go w drugorzędnych zajęciach; nie dostrzegamy Go w bliźnim, który upadł; nie dostrzegamy Go w trudnościach rodzinnej wspólnoty; nie dostrzegamy Go w braku duchowych pociech; nie dostrzegamy Go w niesłusznej naganie; nie dostrzegamy Go w powolnym dochodzeniu do świętości; nie dostrzegamy go w przyjaźniach wystawionych na próbę i podlegających trudnym doświadczeniom. My wierzymy w Boga mocy, doskonałości, zwycięstwa, udanych planów, harmonii. Nie chcemy służyć Bogu cierpienia, niemocy, ludzkiej słabości, pozornego milczenia. Takiej prawdy o naszym trwaniu przed Bogiem nie można nauczyć się inaczej jak tylko przez bolesne doświadczenie duchowej pustyni.

Objawienie się Boga na górze Horeb miało niewątpliwie wielki wpływ na proroka. Skrywa swoją twarz w Jego obecności, uświadamiając sobie, że żaden człowiek nie może Go zobaczyć i żyć. Bóg zwraca się do niego z bezpośrednim nakazem: “Wyruszaj w swoją powrotną drogę i kontynuuj misję proroka!” Odpowiada też na skargę Eliasza i prostuje jego błędne myślenie, że jest jedynym żyjącym prorokiem, że jego misja się nie powiodła i że może być z niej zwolniony, że z wydarzeniami ma się tak, jak się Eliaszowi wydaje, że Izrael jako lud Boży przestał istnieć. Bardzo wyraźnie wykłada Eliaszowi swój punkt widzenia: “Ty przecież nie wiesz i nie możesz wiedzieć, bo jesteś tylko człowiekiem, że pozostawię w narodzie siedem tysięcy takich, którzy nie klękną przed Baalem i których usta nie ucałują go” (por. 1 Krl 19, 18).

Doświadczenie pustyni stało się dla Proroka etapem przejściowym, w czasie którego z Bożej inicjatywy został wewnętrznie przemieniony i może teraz powrócić do ziemi i ludu Izraela, aby dokończyć zlecone dzieło. Jest teraz prorokiem według Bożego, a nie swojego sposobu myślenia. Nauczył się dostrzegać Boga, który może czekać, który działa poprzez słabość i który nie potrzebuje proroka, by ten go bronił, lecz jedynie wykonał powierzoną sobie misję.

Idąc przez życie, sami nakreślamy sobie ścieżki i sposoby zdobywania świętości. To tak, jakbyśmy budowali w swoich sercach wielkie miasta, wytyczali drogi. Nie są one jednak całkowicie Boże. To są dzieła przede wszystkim człowieka. Poprzez cierpienia i towarzyszące im klęski Jezus raz za razem burzy nasze wewnętrzne miasta, niszczy wytyczone szlaki, aby na miejscu tych ruin postawić nowe budowle i nowe drogi, tym razem już bardziej Boże. W sercach swoich stawiamy lustra i przeglądamy się w nich, czy pasujemy do obrazu świętości, który sobie nakreśliliśmy. Nawet nie dostrzegamy, że w tych lustrach odbija się karykatura nas samych, naszych planów, naszych pragnień, naszych dążeń. To wciąż jest dzieło człowieka. Jezus tłucze więc te nasze lustra i stawia nowe, w których odbija się już nie ludzka karykatura, lecz Jego Najświętsze Oblicze, bardzo często to cierpiące.

Kryzys pustyni odsłonił przed Eliaszem prawdę o brakach, jakimi cechowała się jego prorocka działalność. Była bez wątpienia szczera i prawa, ale Bóg zawsze udoskonala to, co w człowieku może być udoskonalone. Nie sądźmy jednak, że nawet największe odkrycie zmienia wszystko w jednej chwili. Prorok odchodzi z góry Horeb z wielkim odkryciem. To był moment wielkiego światła. Ono jednak nie sprawia, że nagle znikają problemy i zmagania z własną niedoskonałą naturą. Eliasz wraca do swojej misji ze świadomością, że to, co dane było mu odkryć, ma odtąd oświetlać kolejne etapy jego prorockiej służby. Kryzys pustyni nie zrodził w mgnieniu oka nowego Eliasza. Dał mu jednak nową świadomość, dzięki której on sam, jak i jego misja, mogły odtąd stawać się z dnia na dzień bardziej według Bożej, a nie ludzkiej mądrości. Wrócił do tego samego środowiska, w jakim był przed kryzysem. Tym razem jednak niósł w sobie nową i cenną wiedzę, dzięki której mógł pokonać wszystko to, co wcześniej przyczyniło się do jego klęski.

Chociaż cierpienie pustyni było dla Eliasza bolesnym doświadczeniem, dane mu zostało z miłości. Nie jest prawdziwą taka miłość, która nie wymaga. Bóg nie może nie wymagać. Zawsze wymaga, bo dla swych przyjaciół pragnie wciąż większej wewnętrznej dojrzałości i wolności.