Moje posłannictwo wnet się rozpocznie

W przeciągu niemal stu lat, Teresa przyniosła plon nadzwyczaj obfity. Jak się temu dziwić? Bóg spełnił wszystkie jej pragnienia, gdyż wzbudza! je w niej Jego Duch. Czyż nie pisała do księdza Bellière: "Nie umieram jednak, wchodzę w Życie" (L 244)?

bp Guy Gaucher

Bardzo ludzka kobieta



Teresa choruje tak, jak inni: cierpi, jęczy, płacze, miewa koszmary, trudno jej się modlić – tak wielka jest jej słabość. Myśli często o tym, co minęło; wracają wspomnienia: życie w Buissonnets, szkoła u benedyktynek, dziewięć lat w Karmelu. Jest w pełni sobą w swojej miłości do przyrody: kwiaty, owoce, zwierzęta. Przez wszystkie te miesiące okazuje się czułą i wrażliwą. Słabość fizyczna doprowadza ją czasami do łez, zdarza się jednak, że płacze ze szczęścia, z wdzięczności Bogu, siostrom. Są też łzy Miłości!

Odnajdujemy ją zadziwiająco ludzką. Teresa choruje tak, jak inni: cierpi, jęczy, płacze, miewa koszmary, trudno jej się modlić – tak wielka jest jej słabość. Myśli często o tym, co minęło; wracają wspomnienia: życie w Buissonnets, szkoła u benedyktynek, dziewięć lat w Karmelu. Jest w pełni sobą w swojej miłości do przyrody: kwiaty, owoce, zwierzęta.

Przez wszystkie te miesiące okazuje się czułą i wrażliwą. Słabość fizyczna doprowadza ją czasami do łez, zdarza się jednak, że płacze ze szczęścia, z wdzięczności Bogu, siostrom. Są też łzy Miłości!

Jak mogła, w podobnych warunkach, przejawiać tyle radości? „Rozśmiesza wszystkich, którzy do niej przychodzą. Kiedy zaczyna opowiadać, zamiast płakać, pokładamy się ze śmiechu, tak bardzo jest zabawna… Wydaje mi się, że umrze śmiejąc się, tak bardzo jest radosna…”, pisze jej kuzynka, Maria od Eucharystii.

„Psoty” chorej nie należą do rzadkości, zdarzają się nawet w najbardziej dramatycznych sytuacjach. Szczególnie mocno kochała Teofana Venard, młodego męczennika, misjonarza w Wietnamie (1829-1861), za to, że był zawsze radosny. Teresa przejawia dużo humoru, czasami czarnego, kiedy patrzy na rzeczy, które będą używane przy jej pogrzebie; uważa, że są bardzo brzydkie!

Nie cofa się przed grą słów, jeżeli tylko może rozweselić tym siostry zasmucone jej bliskim odejściem. Często wraca do normandzkich wyrażeń ze swego dzieciństwa, powtarzając je z zabawnym akcentem. Żartuje sobie z poczciwego lekarza; nie podobają jej się jego wahania. Doktora de Cornière nazywa „Klodionem Długowłosym”!

Jeżeli Teresa używa czasami dziecięcego języka – „dodo, lolo, dzidzi” – nie oznacza to, że udaje dziecko czy dziecinnieje. Prawdą jest, że, tak jak w Buissonnets w 1883 roku, jest chora i otoczona swoimi siostrami. Jakąż drogę przeszła jednak przez ostatnie czternaście lat! W chwili „łaski Bożego Narodzenia” w 1886 roku, wyszła, jak pisze, „z dziecinnych powijaków” i wyzbyła się swoich wad (A 44v). Nie po to, by miała do nich powrócić w chwili śmierci.

Daleka od popadania w czułostkowość, używa tych zwrotów, by wywołać uśmiech na twarzy sióstr (w pierwszym rzędzie Martin) . Trzeba w tym widzieć akt odwagi i braterskiej miłości. W stanie, jaki opisaliśmy, nie jest łatwo zapomnieć o sobie i myśleć o troskach otoczenia.

Radość ta wypływa z czegoś jeszcze głębszego… W czerwcu, pisze w swoim ostatnim Rękopisie: „Jakąż ucztę może sprawić karmelitanka swoim siostrom, jeśli nie ucztę duchową, złożoną z miłości wdzięcznej i radosnej? (…) Pan miłuje tych, którzy dają z radością” (C 28v). „Kiedy tylko mogę, robię wszystko, co w mojej mocy, aby być radosną” (DE 6.9.2).