Uśmiechnięta mimo ciemności w wierze

Za swoje zaangażowanie na rzecz biednych, bezdomnych, chorych i umierających Matka Teresa przeszła do historii jako „matka ubogich”. Dla chcących prowadzić głębokie życie duchowe, zakonnica z Kalkuty jest przede wszystkim “Świętą od ciemności”… od nocy wiary… współczesnym potwierdzeniem doświadczenia św. Jana od Krzyża.

Ojciec Brian Kolodiejchuk M.C., postulator procesu beatyfikacyjnego Matki Teresy powiedział:

Zanim jeszcze doznała inspiracji do tworzenia dzieła, już doświadczyła ciemności. Ważne jest jednak uświadomić sobie, że owa „noc”, owo wewnętrzne cierpienie, jest owocem jej zjednoczenia z Chrystusem, tak jak było u św. Teresy od Jezusa czy św. Jana od Krzyża. Jednocząc się z Chrystusem, zrozumiała cierpienie Jezusa, który wołał z krzyża: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?”
Owa „noc”, owo cierpienie, wynika też z apostolstwa, z miłości bliźniego. Kochając Chrystusa, Matka Teresa rozumiała również cierpienie innych ludzi, ich samotność, a także oddalenie od Boga. „Ciemna noc” Matki Teresy była więc związana z podwójnym wymiarem miłości przeżywanej w życiu zakonnym: po pierwsze, miłości „oblubieńczej”, miłości Chrystusa, który jednoczy ze swoimi cierpieniami, a następnie miłości „odkupieńczej”, która skłania do włączenia się w dzieło odkupienia, do głoszenia innym Bożej miłości, aby przez modlitwę i ofiarę odkryli zbawienie.
Była to bardziej próba miłości niż próba wiary. Jeszcze bardziej niż z powodu braku odczuwania miłości Jezusa, Matka Teresa cierpiała z powodu swego pragnienia Jezusa, łaknienia Jezusa, pragnienia miłości. Celem Zgromadzenia jest właśnie gaszenie pragnienia Jezusa na krzyżu przez naszą do Niego miłość i nasze zaangażowanie wobec dusz. Matka Teresa nie tylko dzieliła fizyczne i materialne ubóstwo biedaków, ale odczuwała pragnienie, odrzucenie, jakie przeżywają ci ludzie. Faktycznie, największym ubóstwem jest bycie niekochanym, odrzuconym.

Świadectwo listów.

Listy zostały zebrane przez różne osoby. Sama Matka Teresa chciała je zniszczyć.

Jeżeli kiedykolwiek zostanę świętą to z pewnością będę świętą od »ciemności«. Wciąż będę nieobecna w niebie, by zapalać światło w tych, którzy żyją w ciemnościach na ziemi.
Żadnej modlitwy, żadnej miłości, żadnej wiary, nic; tylko nieustanna bolesna tęsknota za Bogiem.
Głęboka tęsknota za Bogiem i odtrącenie – pustka, brak miłości, brak zapału. Ratowane dusz nie ma żadnego uroku. Niebo nic nie znaczy – módl się za mnie, bym – mimo tego wszystkiego – ciągle mogła się do Niego uśmiechać.
Po raz pierwszy od jedenastu lat jestem w stanie pokochać ciemności. Dziś naprawdę czuję głęboką radość z tego, że Jezus już nie może powtórzyć swej walki, ale pragnie przecierpieć ją we mnie.
Jeżeli moje ciemności znaczą światło dla jakiejś innej duszy, to jestem w pełni szczęśliwa.
Nie jestem sama. Mam Jego ciemności, mam Jego ból… Wiem, że mam Jezusa, w tym nieprzerwanym zjednoczeniu, ponieważ duch mój jest skierowany na Niego i w Nim jedynie się znajduje, w mojej woli.
Panie, mój Boże, kim jestem, byś miał mnie opuścić? Dzieckiem Twej miłości, a teraz jestem jak to najbardziej znienawidzone, które odrzuciłeś jako niechciane, jako niekochane. Wołam, lgnę do Ciebie, ale nikt nie odpowiada. Ciemności są tak ciemne, a ja jestem sama… Gdzie jest moja wiara? Nawet głęboko we mnie nie ma nic poza pustką i mrokiem… Nie mam wiary. Nie śmiem nawet sformułować słów i myśli, jakie kłębią się we mnie i sprawiają, że cierpię nieopisaną mękę. Ileż pytań bez odpowiedzi noszę w sobie. Boję się je odsłonić, aby nie zbluźnić. Jeśli Bóg istnieje – wybacz… Gdy usiłuję wznieść moje myśli do Nieba, to jest tam taka pustka, że myśli te wracają do mnie niczym zaostrzone noże i ranią moją duszę… Zanim rozpoczęłam „dzieło”, byłam w głębokim zjednoczeniu, miłości, w wierze, ufności, w modlitwie, zawierzeniu. Czy popełniłam błąd, zawierzając wołaniu Świętego Serca?
Jeżeli Bóg chce, żebym zrezygnowała z radości bogactwa życia duchowego, całe moje serce i duszę moją oddaję, aby pomagać moim siostrom, by z niego korzystały. Codziennie widzę, jak wzrastają w świętości, widzę, jak wzrastają w miłości do Boga, i ten widok mnie uszczęśliwia. Dla siebie mam tylko radość nieposiadania niczego, nawet rzeczywistości Bożej obecności.
Jezus Cię kocha. Jeśli chodzi o mnie, odczuwam pustkę – tak głęboką, że gdy patrzę, nie widzę nic, a gdy słucham, nic nie mogę usłyszeć.
Mówię tak, jak gdybym bardzo kochała Boga – miłością osobistą i czułą. Gdybyś był w moim sercu, mógłbyś powiedzieć: Cóż za hipokryzja.
Módl się za mnie w szczególny sposób, abym nie zepsuła Jego dzieła (…) – jest we mnie tak straszny mrok, jakby wszystko było martwe. Było tak, od kiedy rozpoczęłam to dzieło.
Wygłaszam modlitwy (…), ale już się nie modlę.
Jezus cię kocha w szczególny sposób. W moim przypadku cisza i pustka są aż tak bardzo wielkie, że patrzę i nie widzę, słucham i nie słyszę.
Gdzie jest moja wiara, nawet tutaj, w największej głębi, nie ma niczego, mój Boże, jakże bolesna jest ta nieznana kara. Nie mam wiary. Jeśli Bóg istnieje, przebacz mi, proszę. Kiedy usiłuję wznieść ku Niebu moje prośby, istnieje tak wielka potępiająca pustka. Proszę, chwytam się, pragnę i nie ma Nikogo, aby odpowiedzieć – Nikogo, kogo mogłabym się uchwycić, nie, Nikogo. Samotna.

Panie, gdy jestem głodna, przyślij mi kogoś, kto potrzebuje pożywienia;
gdy chce mi się pić, przyślij mi kogoś spragnionego;
gdy jest mi zimno, przyślij mi kogoś do ogrzania;
gdy odczuwam przykrości, ofiaruj mi kogoś do pocieszania;
gdy mój krzyż staje się ciężki, pozwól mi dzielić krzyż innej osoby;
gdy jestem biedna, skieruj mnie do kogoś, kto jest w potrzebie;
gdy nie mam czasu, daj mi kogoś, kogo mogłabym wesprzeć przez chwilę;
gdy jestem upokorzona, spraw, bym miała kogoś, kogo mogłabym pochwalić;
gdy jestem zniechęcona, przyślij mi kogoś, komu mogłabym dodać otuchy;
gdy potrzebuję zrozumienia u innych, daj mi kogoś, kto czeka na moją wyrozumiałość;
gdy potrzebuję, by ktoś zajął się mną, przyślij mi kogoś, kim ja mogłabym się zająć;
gdy myślę tylko o sobie samej, zwróć moją uwagę na kogoś innego.Uczyń nas, Panie, godnymi służenia naszym braciom,
którzy na całym świecie żyją i umierają biedni i wygłodniali.
Daj im dzisiaj, posługując się naszymi rękoma, ich chleb powszedni.
Daj im za pośrednictwem naszej wyrozumiałej miłości pokój i radość.

wybrał: o. Mariusz Wójtowicz OCD

Fot. Tim Graham / Robert Harding / EAST NEWS