Filary Modlitwy – Miłość Bliźniego

Od nas Pan dwóch tylko rzeczy żąda: byśmy miłowali Jego i byśmy miłowali bliźniego, do tego ma zmierzać cały nasz wysiłek.

(TW V)


Tak to często bywa w życiu nas osób wierzących, że modlimy się, chodzimy do kościoła, ale jakby nie miało to dużego, albo tylko częściowe, przełożenie na rzeczywistość. Jest to zagrożenie, które staje przed każdym człowiekiem – rozdzielić życie duchowe od codzienności, poszatkować swoje życie wewnętrzne i zewnętrzne na wiele kawałków. To zagrożenie dostrzegało wielu świętych i światłych ludzi – dostrzegła je też św. Teresa od Jezusa i pisze o nim w swoich dziełach. Gdy siostry poprosiły ją o to by nauczyła ich modlitwy, zaczyna od potrzeby zharmonizowania własnego życia. Napisała o tym w swoim dziele „Droga doskonałości”. Pisze tam o filarach modlitwy, fundamentach, które trzeba postawić oraz kształtować i umacniać, po to, aby modlitwa się rozwijała i miała rzeczywiste przełożenie na codzienność. Święta Teresa pisze w swoim podręczniku o miłości bliźniego, oderwaniu się od przywiązań oraz pokorze – czyli chodzeniu, życiu w prawdzie, a mówiąc bardziej współczesnym językiem o formacji do miłości, formacji do wolności i formacji do prawdy. Mówi, że bez tych trzech rzeczy nie ma mowy o tym, aby ktoś naprawdę i głęboko się modlił. Pokazuje, że trzeba zadbać o codzienną pracę nad sobą – formację, która ma rozwijać nas wewnętrznie i umacniać naszą drogę modlitwy.

A zatem nasza Święta rozpoczyna od rzeczy oczywistej i o której doskonale wiemy – o zadbaniu o miłość bliźniego i relacje z ludźmi, którzy nas otaczają. Święta Teresa patrząc na otaczający ją świat dostrzegła, że każdy człowiek kocha w jakiś sposób, ale ta miłość jest na bardzo różnym etapie rozwoju. Może ona być bardzo egoistyczna i nacechowana zaspokajaniem swoich głodów i potrzeb poprzez drugą osobę. Może być miłością, która już do jakiegoś stopnia się wykształciła, ale nadal jest zbyt związana nadmierną uczuciowością albo więzami krwi, co wpływa potem na podejmowane decyzje. A może stać się miłością, która opiera się jedynie na Bogu i w Nim czerpie jak ze Źródła, które daje życie.
Każdy z nas musi przyznać, że miłość to coś co w nas jest, a jednocześnie to coś za czym tęsknimy i czego tak naprawdę pragniemy w głębi naszych serc. Pragniemy być kochani, ale miłością totalną, bezinteresowną, bezwarunkową, całkowitą. Chcemy doświadczyć takiej miłości, a taką miłość może nam dać Bóg, ale jednocześnie może nas takiej miłości nauczyć i nią napełnić – napełnić Sobą Samym.

Miłość bliźniego, jej jakość, uporządkowanie oraz siła są papierkiem lakmusowym ukazującym rozwój modlitwy i miłości do Boga. Na początku drogi modlitwy należy wyprostować i oczyścić swoje postawy wobec innych, zarazem porządkując swoje życie uczuciowe. Trzeba przejść od stanu posiadania kogoś albo czegoś uczuciowo, do autentycznego „być”; od stanu miłości nieuporządkowanej, opartej w przeważającej mierze na emocjach, do stanu miłości dojrzałej i doskonałej. A jak to zrobić? Święta Teresa dowartościowuje to co ludzkie. Jest głęboko przekonana o wewnętrznym bogactwie człowieka i jego pięknie, a prawdę o tym czerpie z relacji z Bogiem. W związku z tym uczy, że nigdy nie należy bać się własnych przeżyć i odczuć, lecz zawsze cierpliwie je oczyszczać, ukierunkowując ku miłości czystej. Zauważa, że wymiar emocjonalny w życiu każdego człowieka pełni bardzo istotną rolę. W rzeczywistości nie będziemy w pełni ludzcy, jeśli nie rozwinie się w nas cały wachlarz emocji, które często są w nas ukryte, lub przeciwnie, zbyt wybujałe i rozbudzone. Trzeba zatem według Świętej Teresy formować swoją zdolność miłowania poprzez porządkowanie własnych emocji.

Troska o ukochanych, najbliższych i przyjaciół to rzecz naturalna i tak powinno przecież być. Nie dojdzie się nigdy do dojrzałości uczuciowej i duchowej, jeśli się tego nie nauczy najpierw w stosunku do ludzi z którymi się żyje, spotyka czy pracuje. Najważniejsze jest tak naprawdę, by mieć obrany właściwy cel i nie zatrzymać się gdzieś w drodze, uznając, że już jest dobrze. Miarą naszej miłości ma być taka miłość jaką nas ukochał Chrystus i w sercu Teresy jest pragnienie, „aby taka miłość panowała między nami” (DD 7,5).

Święta Teresa od Jezusa zrozumiała w pewnym momencie swojego życia, że gdy chcemy naprawdę kochać w sposób duchowy i to w stopniu doskonałym, Bóg musi zająć centralne miejsce w naszym życiu. Jak powiedział św. Augustyn: „Jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko inne jest na właściwym miejscu”. Terezjańska droga modlitwy opiera się właśnie na wierze w miłość Boga ku ludziom. Poznanie bliskości i dobroci Boga, zaufanie Mu – to początek drogi modlitwy, natomiast jej centrum to miłość. Pedagogia Świętej zmierza do ukazania Boga jako Obecnego, Tego, który jest Miłością i naszym najlepszym Przyjacielem. Staje się to wszystko możliwe wtedy, gdy człowiek pozna i zrozumie tak osobiście w głębi swego serca „co to jest świat, jaka jest jego nędza i że jest inny świat i jaka jest różnica między jednym a drugim, iż tamten jest wieczny, a ten znikomy jak sen. I co to jest miłość Stworzyciela, a co miłość stworzenia (…) taka dusza, powtarzam, o wiele doskonalej miłuje niż my, którzyśmy do tego poznania nie doszli” (DD 6,3).

Osoby, które to pojęły i już tak kochają, nie szukają pociechy dla swego serca, nie kochają drugich ze względu na ich zalety naturalne, ani dlatego, że uzyskują z tego jakąś przyjemność albo korzyść, lecz dlatego, że chcą dzielić się szczęściem i miłością, której doświadczają i otrzymują od Boga. Kochać, według św. Teresy, znaczy uczestniczyć w cierpieniu i radości bliźniego, czynić, działać, angażować całego siebie, swoje życie, dla dobra innych. I to takiej miłości Teresa nas zaprasza, wiedząc, że wtedy sami będziemy czuć się spełnieni, ale też będziemy dawać wtedy szczęście i radość innym – a to jest przecież pragnieniem samego Boga.

Najpewniejszym znakiem po którym poznać możemy, czy spełniamy tę dwojaką powinność, jest, moim zdaniem, wierne przestrzeganie miłości bliźniego; bo czy kochamy Boga tak jak należy, tego mimo wielu wskazówek potwierdzających, że Go kochamy na pewno wiedzieć nie możemy; ale łatwo jest poznać czy kochamy bliźniego. Im większy więc ujrzycie w sobie postęp w tej cnocie miłości bliźniego, tym mocniej, miejcie to za rzecz pewną, będziecie utwierdzone w miłości Boga.

(TW V)


o. Paweł Hańczak OCD