Paweł i Teresa – promieniowanie człowieczeństwa

Danuta Piekarz



Lepiej byłoby powiedzieć: promieniowanie łaski poprzez człowieczeństwo, ale niech zostanie taki uproszczony tytuł dla wyrażenia fenomenu tych dwojga ludzi, którzy potrafili tak ukształtować swoje człowieczeństwo, że mogło ono stać się przejrzystym naczyniem dla Bożej łaski (co prawda Paweł użyje porównania do glinianych naczyń, w których jest przechowywany skarb, ale z równym powodzeniem można by mówić o szklanych czy wręcz kryształowych naczyniach, w których skarb ukazuje swoje piękno).

Św. Paweł z Tarsu i św. Teresa z Awili – cóż ich właściwie łączy? Dzieli ich ok. 1500 lat, inne środowisko (choć Paweł podobno dotarł do Hiszpanii, ale Teresa nigdy nie była w Tarsie), inne warunki życia, wreszcie zupełnie inny sposób realizacji życiowego powołania. Paweł wypełnia swoją misję apostolską, głosząc Chrystusa w długich podróżach, Teresa natomiast, jeśli podejmuje podróże, to przede wszystkim w tym celu, by zakładać w nowych miastach klasztory reformowanego Karmelu. Apostolski rozmach i cisza klauzury… A jednak…a jednak u obu Świętych widzimy tę samą radosną gotowość na wszystko w służbie Chrystusowi. Każde z nich realizuje to na swój sposób, ale niezwykle skutecznie. Boży szaleńcy, dla których nie liczy się zmęczenie, cierpienie, a tylko Bóg i ta misja, do której On ich powołał. Radykalizm wobec siebie, ale też radykalne wymagania wobec tych, którzy przyjmą na serio ich orędzie. Ta bezkompromisowość każe Pawłowi sformułować swoiste samoprzekleństwo: “gdybyśmy nawet my (zwracam uwagę na to “my”) lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy, niech będzie przeklęty” (Ga 1,8) – a Teresa wyrazi życzenie, by klasztor zawalił się, zasypując mieszkające w nim siostry, gdyby zbudowały one zbyt okazały budynek. Krótko mówiąc: biada tym, którzy chcieliby odejść od pierwotnej miłości.

Myliłby się jednak ten, kto widziałby w dwojgu świętych samotnych herosów, pobłażliwie spoglądających na otaczający świat z wysokości swojej wzniosłej misji. Paweł i Teresa to osoby o wrażliwym sercu, łatwo nawiązujące przyjaźnie (Teresa w młodych latach tak mocno przeżywała relacje z przyjaciółmi, że sam Chrystus zaingerował, wymagając oczyszczenia tych uczuć przywiązania do drogich osób) i zapalające innych do własnego ideału. Paweł miał około 40 uczniów i współpracowników, a niektórych z nich darzył szczególnie serdecznym uczuciem: napisze “do Tymoteusza, swego umiłowanego dziecka” (2 Tm 1,2), “do Filemona, umiłowanego naszego współpracownika” (Flm 1,1), a temu ostatniemu poleci, by przyjął do domu Onezyma, “to jest serce moje” (Flm 1,12). Paweł pamiętał o spotkanych ludziach; dla niego nie miały znaczenia liczby i statystyki, ale konkretne osoby. Kapitalnym dowodem tego jest rozdział 16 Listu do Rzymian, gdzie aż 13 wersetów zajmują pozdrowienia kierowane do różnych mieszkańców Rzymu (nawiasem mówiąc, niektórzy egzegeci kwestionują autentyczność tego rozdziału, zadając pytanie, czy Paweł mógł znać aż tylu mieszkańców miasta, w którym… jeszcze nigdy nie był!), a trzy wersety zajmują pozdrowienia od współpracowników Apostoła, którzy byli przy nim, gdy powstawał list.

W przypadku Teresy byłoby chyba truizmem wspominanie jej głębokiej więzi z Janem od Krzyża, dzięki której reforma Karmelu mogła wspierać się na tych dwóch wspaniale uzupełniających się filarach. Wystarczy jednak przejrzeć korespondencję Teresy, by uświadomić sobie, z iloma osobami utrzymywała ona serdecznie więzi; zarówno z duchownymi, jak i świeckimi. Tysiące napisanych listów, z których tylko część przetrwała do naszych czasów.

No właśnie: listy! Oto kolejny element łączący (a zarazem też odróżniający) Pawła i Teresę. List to jakby przedłużenie obecności, kontynuacja niedokończonej rozmowy, a w przypadku Apostoła – także niedokończonej ewangelizacji (por np. 1 i 2 Tes).

Nie sposób jednak nie podkreślić ogromnie ważnej różnicy: dla Pawła korespondencja jest przede wszystkim narzędziem umożliwiającym kontynuację nauczania, stąd większość treści jego listów ma charakter pouczeń dogmatycznych i moralnych. Listy dawały często Apostołowi jedyną możliwość zdecydowanej reakcji na zło pojawiające się w młodych Kościołach, na głoszenie fałszywych nauk czy podważanie jego apostolskiego autorytetu. Dlatego w listach Pawła trudniej dostrzec jedną z cech typowych dla Teresy – wspaniałe poczucie humoru – natomiast nieraz zauważymy w nich wyraźną ironię czy wręcz sarkazm [np. gdy Koryntianie okażą niezadowolenie z faktu, że Paweł pracuje na swe utrzymanie, zamiast korzystać z ich gościnności, on napisze: “Wybaczcie mi tę krzywdę!” (2 Kor 12,13), ale zaraz zaznaczy, że nie ma najmniejszego zamiaru “poprawiać się z tej winy”]. Nie oznacza to bynajmniej, że Apostoł był uszczypliwym ponurakiem, ale sytuacja adresatów była zbyt poważna, by mógł pozwalać sobie na żarty. (Zresztą czyż inaczej postępowała Teresa, gdy widziała, że w którymś Karmelu sprawy idą w niewłaściwym kierunku? To ona przecież napisze w grudniu 1579 r. do m. Marii od św. Józefa: “Jestem nietolerancyjna wobec tych, których bardzo kocham”).

Teresa jest niewątpliwie bardziej wylewna od Pawła, co zresztą tłumaczy też jej kobieca wrażliwość i hiszpański temperament. Poza tym, w odróżnieniu od Teresy, Apostoł nie zostawił nam, niestety, autobiografii, dlatego szkicowanie profilu psychologicznego Pawła jest dużo trudniejsze, oparte na fragmentarycznych danych z jego listów i z Dziejów Apostolskich napisanych przez św. Łukasza.

Nie oznacza to jednak, że listy Pawłowe to jedynie wykłady z teologii. Apostoł podaje w nich wiele informacji o swojej działalności i planach na przyszłość, ale niekiedy znajdujemy w nich także wzruszające szczegóły z życia codziennego, jak rady dawane młodemu Tymoteuszowi – nie tylko “pobożne” wskazówki dla młodego biskupa, ale i tę ojcowską radę: “samej wody już nie pij, używaj natomiast po trosze wina ze względu na żołądek i częste twoje niedomagania” (1 Tm 5,23). Wzruszająca jest też prośba skierowana przez uwięzionego Pawła do Tymoteusza: “Opończę, którą pozostawiłem w Troadzie u Karpa, zabierz po drodze, a także księgi, zwłaszcza pergaminy […]. Pospiesz się, by przybyć przed zimą” (2 Tm 4,13). Ten, który rozpalał świat, teraz drży z zimna i marzy o pozostawionej opończy.

Podobnie i Teresa nieraz informuje adresatów o swoim zdrowiu (albo raczej o jego braku), o kwestiach majątkowych, o budowie klasztorów… Ot, życie, zwykłe ludzkie życie Pawła i Teresy, którym dzielą się oni z adresatami swoich listów. Święci umieją służyć innym, ale umieją też przyjmować pomoc od innych, doceniać ją i dziękować. Wdzięczność – cnota zapomniana w świecie, w którym “wszystko się wszystkim należy”. Tymczasem Paweł pięknie dziękuje Filipianom za pomoc materialną przesłaną przez Epafrodyta (Flp 4), a Teresa tak reaguje na wsparcie od karmelitanek z Toledo: “Niech wam, moje córki, Bóg zapłaci za tak wielką miłość, jaką mi okazałyście” (prawdopodobnie czerwiec 1592 r.). Dla naprawdę wielkiego człowieka liczy się każdy “mały” człowiek i jego “mały” dar.

Mówiąc o adresatach, warto też zwrócić uwagę na ważny fakt. Wspominaliśmy dotąd o przyjaźni Pawła i Teresy z poszczególnymi osobami, tymczasem trzeba podkreślić, że oni umieli objąć swoim sercem nie tylko osoby, ale i całe wspólnoty. Nie był to bynajmniej unik w rodzaju “kocham wszystkich, czyli nie kocham nikogo”, ale autentyczna miłość i troska, obejmująca całą zbiorowość. Do karmelitanek z Sewilli przeżywających ciężkie chwile Święta napisze: “Wiedzcie, że nigdy tak bardzo was nie kochałam, jak teraz”, a Paweł zwróci się do Filipian: “bracia umiłowani, za którymi tęsknię – radości i chwało moja!” (Flp 4,1).

Nie oznacza to jednak, że te relacje były jedną wielką sielanką. Może to kogoś zdziwi, ale choć Paweł miał, jak wspomnieliśmy, wielu współpracowników, niekiedy trudno mu było znaleźć kogoś naprawdę godnego zaufania. Tak napisze do Filipian: “Poślę do was Tymoteusza […], nie mam bowiem nikogo, kto by się szczerze zatroszczył o wasze sprawy: bo wszyscy szukają własnego pożytku, a nie – Chrystusa Jezusa” (Flp 2,21). Zawodziły jednostki, zawodziły też i wspólnoty, jak niesforni Galaci: “O nierozumni Galaci! Któż was urzekł!” (Ga 3,1).

Niektórzy przeciwnicy Apostoła uciekają się do dość wyrafinowanych metod, które jednak nie zdołają pozbawić go radosnej ufności: “powodowani niewłaściwym współzawodnictwem, rozgłaszają Chrystusa nieszczerze, sądząc, że przez to dodadzą ucisku moim kajdanom. Ale cóż to znaczy? Jedynie to, że czy to obłudnie, czy naprawdę, na wszelki sposób rozgłasza się Chrystusa. A z tego ja się cieszę i będę się cieszył” (Flp 1,17-18).

Podobnie i Teresa odsuwa na bok własne problemy: “Widzę i czuję wielkie potrzeby Kościoła i tak mi one ciążą na sercu, że dzieciństwem mi się wydaje martwić się i trapić o co innego” (S 3,7).

I jej bowiem nie brakowało utrapień, także dlatego, że w reformowanym Karmelu nie wszystkie siostry dorastały do miary wielkiej reformatorki. Teresa tak opisze s. Marię Baptystę, przeoryszę Karmelu w Valladolid: “zdaje się jej, że wszystko wie lepiej od innych i mniema, że jest pokorna”, a o innej przeoryszy napisze, że “jest sprytniejsza niż wymaga tego jej stanowisko i dlatego obawiam się, że nas oszukuje” (4.10.1579).

Przeciwnicy naszych Świętych posuwają się nawet do oszczerstwa. Paweł mówi o działalności apostolskiej “wśród czci i pohańbienia, przez zniesławienie i dobrą sławę, uchodzący za oszustów, a przecież prawdomówni”. Podobnie i Teresa musiała znieść gorycz oszczerstw ze strony pewnej siostry, która po opuszczeniu Karmelu opisywała życie sióstr w najczarniejszych barwach, ale Święta zaznacza, że to doświadczenie wcale nie pozbawiło jej dobrego humoru, bo “wielką sprawą jest wewnętrzna wolność” (29.04.1576).

Tyle bolesnych ciosów, i to często zadanych z tej strony, z której oczekuje się jedynie dowodów szacunku… Ale czegóż innego można się spodziewać, gdy idzie się tak blisko za Ukrzyżowanym Mistrzem!

Paweł wiedział od początku, że jego droga nie będzie łatwa. Święty Łukasz podaje, że gdy Ananiasz miał iść ochrzcić Pawła, usłyszał: “Ukażę mu, jak wiele będzie musiał wycierpieć dla mego imienia” (Dz 9,16). Podobnie powie Teresa: “Pan w boskiej łaskawości swojej raczył mnie pocieszyć i dodać mi odwagi. Rzekł mi, że poznam tu, jak wiele ucierpieli święci założyciele zakonów; że dużo większe jeszcze, i takie, jakich przedstawić sobie nie zdołam, czekają mnie prześladowania” (Ż 32, 14). Może ktoś zada sobie pytanie: Po co ta zapowiedź cierpień, taka “niedźwiedzia przysługa” dla człowieka już dosyć udręczonego? Czyż nie byłoby łatwiej iść przez życie, nie wiedząc o przyszłych zmaganiach? Tymczasem zarówno Paweł, jak i Teresa, gdy mówią o swoich cierpieniach, kojarzą je zawsze z innym słowem: pocieszenie; pocieszenie od Pana, związane z Jego obecnością. Święci wiedzą, że nie są sami w swych udrękach i że te udręki nie są absurdalnym przypadkiem: były zapowiedziane, a więc są do czegoś potrzebne, mają swój głęboki, choć nieraz dla nas nieczytelny sens.

Tyle cierpień… a jednak czy ktoś nazwałby życie Pawła i Teresy życiem nieudanym? Choć nie mówiono o nich tam, gdzie decydowały się losy ówczesnego świata, to właśnie oni naprawdę “potrząsnęli” swoim światem, nadając mu nowe piękno. Oni potrafili najlepiej “zainwestować” swoje życie, oddając je całkowicie na służbę Pana Życia, a równocześnie rozwijając swoje ludzkie przymioty, walory serca i umysłu. Oni byli po prostu pięknymi, prawdziwymi ludźmi, ludźmi Bożymi. Zrobili “swoje”, wykonali ten życiowy plan, który zarysowywał się przed nimi każdego dnia. A Bóg zrobił resztę…


Głos Karmelu, 6/2009