
Śpiew jako wspólnota
Karol Kusz
Mam swoją prywatną teorię, że muzyka jest pierwszą ze sztuk, która zaczęła towarzyszyć człowiekowi od momentu, w którym został nazwany homo sapiens. Oczywiście nie w znaczeniu dosłownym. Zanim człowiek nauczył się utrwalać swoją historię w malowidłach naskalnych czy rzeźbach, uczył się słuchać. Wsłuchiwał się w dźwięki przyrody: śpiew ptaków, szum drzew, wiatru i wody. Uderzając pierwotnymi narzędziami, wykonywał pierwsze rytmy. Z czasem zaczął również inaczej wykorzystywać własny głos, nie tylko jako narzędzie komunikacji, lecz także jako środek ekspresji.
Muzyka wydaje się więc tą spośród wszystkich dziedzin sztuki, która najwcześniej weszła w relację z człowiekiem i pozostała z nim w sposób nierozerwalny. Jest mu bliska, intuicyjna, obecna od początku, nawet jeśli przez długie wieki istniała wyłącznie w nieutrwalonej formie. Śpiew zaś stanowi jej najbardziej pierwotną postać. Ludzki głos jest instrumentem wyjątkowym, jedynym, który posiada każdy z nas, niezależnie od pochodzenia, wieku czy wykształcenia muzycznego.
Nazywam się Karol Kusz i od wielu lat śpiew jest nie tylko moją pasją, lecz także drogą zawodową. Mam poczucie szczęścia, ponieważ mogę łączyć pasję, edukację i pracę, co daje mi głębokie poczucie sensu oraz radość z wykonywanego zawodu. Już w czasie studiów rozpocząłem współpracę z różnego rodzaju scholami i chórami amatorskimi. Z biegiem lat były to bardzo różnorodne doświadczenia: od indywidualnej pracy pedagogicznej, przez zespoły dziecięce, młodzieżowe i studenckie oraz projekty eventowe, aż po pracę z seniorami. Szczególne miejsce na mojej drodze zawodowej zajmuje jednak kilkuletnia współpraca z grupą osadzonych w Zakładzie Karnym w Nowym Wiśniczu. Przez pięć lat wspólnie z moją Kasią realizowaliśmy tam projekty kulturalne, w ramach których powstał chór, nazwany przez osadzonych „Tolerancja”, od przeboju Stanisława Soyki, którego mieliśmy zaszczyt zaprosić do udziału w jednym z projektów. To doświadczenie było dla mnie niezwykle cenne i do dziś pozostaje jednym z najmocniejszych dowodów na to, jaką siłę ma wspólne śpiewanie.
Uważam, że umiejętność, jaką jest śpiew, to dar, który otrzymaliśmy od Stwórcy. Jednak to my sami rozwinęliśmy go w stronę śpiewu w harmonii, śpiewu zespołowego, który jest doświadczeniem szczególnym. Z jednej strony opiera się na bardzo osobistym instrumencie, jakim jest ludzki głos, z drugiej wymaga uważności na drugiego człowieka. To właśnie ta podwójna perspektywa sprawia, że śpiew w grupie ma niezwykłą moc jednoczenia, a muzyka jako język uniwersalny jest narzędziem porozumienia wszystkich osób w zespole. Wspólne śpiewanie niesie ze sobą wspólne przeżywanie emocji, radości, wzruszenia, skupienia, czasem także wewnętrznego oczyszczenia. Staram się, aby każdy koncert naszego zawodowego zespołu Cracow Singers, którego mam przyjemność być artystycznym dyrektorem, dawał ludziom poczucie obcowania z niezwykłym światem dźwięków, harmonii, poczucia, że są nie tylko słuchaczami, ale także częścią koncertu. Rozmowy pokoncertowe przynoszą niejednokrotnie potwierdzenie, że muzyka potrafi przenieść w inny wymiar.
Rolę dyrygenta, pedagoga czy prowadzącego postrzegam przede wszystkim jako rolę przewodnika. Moim zadaniem nie jest ocenianie, lecz stworzenie przestrzeni, w której grupa może bezpiecznie i w możliwie krótkim czasie doświadczyć radości wspólnego muzykowania. Pomóc uczestnikom odkryć potencjał ich głosów, nauczyć słuchania siebie nawzajem i doprowadzić do momentu, w którym śpiew przestaje być wysiłkiem, a staje się naturalnym wyrazem wspólnoty.
Dobrym przykładem takiego doświadczenia były warsztaty chóralne organizowane w listopadzie przez karmelitów bosych z okazji peregrynacji relikwii św. Teresy od Dzieciątka Jezus oraz jej świętych rodziców Zelii i Ludwika. Miałem wówczas przyjemność i zaszczyt nie tylko poprowadzić zespół podczas warsztatów oraz uroczystej mszy świętej w Krakowie, ale także napisać muzykę do hymnu peregrynacji Siostra nadziei. Był to czas intensywnej pracy, ale przede wszystkim czas głębokiego spotkania, z muzyką, z drugim człowiekiem i z tym wymiarem duchowym, który w śpiewie chóralnym bywa szczególnie wyraźny. Atmosfera wspólnego tworzenia, zaangażowanie uczestników i radość płynąca ze wspólnego wykonania stały się dla mnie kolejnym potwierdzeniem, że śpiew zespołowy ma niezwykłą siłę budowania wspólnoty. Daje poczucie sensu, przynależności i spełnienia, które pozostaje z uczestnikami na długo po wybrzmieniu ostatniego dźwięku.
Żyjemy w czasach, w których tempo życia, nadmiar bodźców i wszechobecna technologia coraz częściej prowadzą do izolacji, nawet wtedy, gdy pozornie jesteśmy ze sobą w stałym kontakcie. Paradoksalnie im więcej narzędzi komunikacji posiadamy, tym trudniej o prawdziwe spotkanie. W tym kontekście śpiew zespołowy jawi się jako przestrzeń wyjątkowa, wymagająca obcowania ze sobą. Wspólne śpiewanie nie jest czynnością, którą można w pełni zastąpić wirtualnie. Wymaga oddechu zsynchronizowanego z innymi, wsłuchiwania się w brzmienie grupy, reagowania na gest, spojrzenie, intencję. Uczy cierpliwości, pokory i odpowiedzialności za wspólne dzieło. Dlatego właśnie mimo zmieniających się czasów śpiew zespołowy wciąż jest potrzebny. Jest odpowiedzią na ludzką potrzebę bycia razem, współodczuwania i wspólnego przeżywania emocji. Pozwala każdemu uczestnikowi odnaleźć swoje miejsce, niezależnie od poziomu umiejętności, doświadczenia czy pewności siebie. W chórze liczy się nie doskonałość jednostki, lecz wspólne podążanie ku doskonałości.
Z perspektywy pedagoga i praktyka mogę powiedzieć, że największą wartością pracy z zespołem nie jest jedynie efekt artystyczny, lecz droga, którą grupa pokonuje wspólnie. Być może dlatego śpiew towarzyszy człowiekowi od zarania dziejów. I być może właśnie dziś, bardziej niż kiedykolwiek, potrzebujemy go jako przestrzeni spotkania, z muzyką i z drugim człowiekiem.

