
Kto szuka prawdy staje się prosty
Marcin Wojnicki OCD
Kiedy czyta się niektóre teksty Edyty Stein, prostota prawdopodobnie wydaje się jedną z ostatnich cnót, o które można by ją posądzić. Zwłaszcza subtelne filozoficzne analizy przyprawiają niewprawnego czytelnika o ból głowy. Jeśli za ideał prostoty uznamy dziecięcą metaforykę „wczesnej” Teresy od Dzieciątka Jezus czy praktykę Bożej obecności br. Wawrzyńca od Zmartwychwstania, skromnego klasztornego szewca, św. Teresa Benedykta od Krzyża wydaje się zupełnie nie pasować do tego obrazka.
Różne są jednak oblicza prostoty i z pewnością nie jest to kwestia językowego stylu. Prostota św. Teresy od Jezusa wyraża się w żywiołowej autentyczności jej opisów życia duchowego i historycznych perypetii wokół dzieła reformy, prostota św. Jana od Krzyża – w poetyckich strofach, które na stałe weszły do kanonu hiszpańskiej literatury. W czym wyrażała się prostota Edyty Stein – i czego możemy się od niej nauczyć?
PROSTOTA FILOZOFA
Filozoficznym poszukiwaniom Edyty Stein od początku przyświeca pragnienie jasnego zrozumienia. Porzuca ona pierwotny projekt doktoratu z psychologii empirycznej pod kierunkiem Williama Sterna, ponieważ uważa, że wspomniana dziedzina nie ma jeszcze dostatecznie ugruntowanych podstaw – brakuje jej aparatu podstawowych pojęć, których sama nie jest w stanie wypracować.
Odkryciem, które zaważyło na całej jej późniejszej drodze, okazuje się dla Edyty fenomenologia – nowy kierunek filozoficzny rozwijany w Getyndze pod kierunkiem Edmunda Husserla. Choć opanowanie specyficznych dla tej szkoły metod wymaga niemałej intelektualnej finezji, ich celem jest dojście do swoistej „oczywistości” – intuicyjnego wglądu w istotę badanego zjawiska lub pojęcia: „Wszystko naturalnie zależy od tego, żeby rzeczywiście dokonać też tego naocznego ujęcia i zdobyć się na wyniesienie tego, co wątpliwe, na światło rzetelnej jasności, w której by się ukazała jego istota”.
Opisywane przez Husserla poznanie jest bardzo bliskie temu, co filozoficzna tradycja od starożytności nazywa kontemplacją (gr. theōrίa); św. Tomasz z Akwinu określa ją jako „niezłożony ogląd prawdy”. W tym prostym zrozumieniu poznający umysł osiąga swój cel, w którym może odpocząć.
Edyta Stein szeroko opisuje swoje perypetie przy pisaniu doktoratu. Przez długi czas zmagała się ze skomplikowanym tematem „wczucia”, nie potrafiąc osiągnąć koniecznej jasności. Gdy w końcu decyduje się „odłożyć całą wiedzę książkową”, znika dręczące ją poczucie intelektualnej niemocy; od tej pory „zapełnia stronę za stroną”, badanie z udręki staje się niemal ekstazą, a podjęty temat odsłania coraz to nowsze horyzonty.
Przytaczam tę historię, by na jej przykładzie pokazać, że celem poznawczego wysiłku nie jest tworzenie coraz to bardziej skomplikowanych systemów, które w pewnym momencie przestają być zrozumiałe nawet dla samego twórcy. Dojrzałym owocem filozoficznego poznania jest prosty ogląd, w którym rzeczywistość odsłania się jako zrozumiała. Właściwe poznanie jest zaś warunkiem właściwego działania; najbardziej praktyczna jest dobra teoria.
PROSTOTA MISTYKA
Duchowa droga Edyty Stein nie zamyka się jednak w kręgu możliwości samego rozumu. Obecna w niej zawsze intuicja kryjącej się w człowieku głębi prowadzi do odkrycia innej rzeczywistości: przestrzeni ducha. Ten nowy świat, jakkolwiek również głęboko racjonalny, nie poddaje się badaniu przy pomocy środków czysto naturalnych. Psychologia eksperymentalna jest na niego całkowicie ślepa.
W ostatnich latach życia Edyta Stein (już jako s. Teresa Benedykta od Krzyża) pisze własny komentarz do Twierdzy wewnętrznej św. Teresy od Jezusa, w którym podejmuje pytanie, czy modlitwa stanowi jedyną bramę do królestwa duszy. Odpowiedź nie daje się zamknąć w prostym „tak” lub „nie”. Dostęp do własnego wnętrza jest możliwy dzięki relacjom z innymi, procesowi dojrzewania czy narzędziom psychologii. Żadna z tych dróg nie pozwala jednak dotrzeć do samego centrum: „Takie poznanie wewnętrzne nie jest zupełnie prawdziwe i pełne jest błędów, które pozostają przed nami ukryte dopóty, dopóki Bóg przez rzeczywisty wstrząs wewnętrzny – przez wezwanie do wnętrza – nie zdejmie nam z oczu zasłony zaciemniającej każdemu człowiekowi, we właściwej mu mierze, jego własne wnętrze”.
W każdej z dziedzin poznania, dotyczącej czy to człowieka i jego wnętrza, czy to świata przyrody i kultury, czy to wreszcie ostatecznych przyczyn istnienia „bytów skończonych”, rozum ma do odegrania ogromną rolę. Prędzej czy później spotyka się jednak z Tajemnicą, której nie może przeniknąć własnymi siłami. Może zatem albo skorzystać ze światła wiary, by uchwycić pełnię dostępnej mu prawdy, albo – w imię założonego w punkcie wyjścia naturalizmu – wyrzec się swoich najgłębszych aspiracji.
Tak obrany kierunek myślenia konsekwentnie prowadzi Edytę Stein do teologii mistycznej. Dionizy Areopagita oraz święci Karmelu stają się dla niej przewodnikami ku tym przestrzeniom doświadczenia, w których naturalny rozum musi zupełnie skapitulować. Wszystkie drogi „schodzą się w «teologii mistycznej», w której sam Bóg odsuwa welon, przesłaniający Jego tajemnice, ale jednocześnie czyni odczuwalną nieprzenikalność tajemnicy”.
Kontemplacyjna prostota nie ogranicza się do intelektualnego wglądu. Poznanie jest tu zarazem doświadczeniem i zjednoczeniem. Zawierzenie i pozwolenie na bycie prowadzonym nabiera kluczowego znaczenia; tylko one mogą doprowadzić tam, gdzie „nie prowadzi już żadna droga”.
PROSTOTA DZIECKA
Wczytując się w późne teksty św. Teresy Benedykty od Krzyża, można zauważyć, jak pogłębia się jej ufność w Boże prowadzenie. Korespondując z wychowankami, daje im rady, które spokojnie mogłyby wyjść spod pióra św. Teresy od Dzieciątka Jezus: „Wszystkie troski o przyszłość proszę złożyć z pełnym zaufaniem w ręce Boga i proszę pozwolić się prowadzić jak dziecko. Wtedy zyska Pani pewność, że nie zmyli drogi”.
Ta prosta ufność towarzyszy jej aż do końca, również podczas ostatniej drogi do obozu zagłady w Auschwitz, gdy mistyczna mądrość objawia się jako „wiedza krzyża”. Niezwykle wymowne stają się w tym kontekście słowa poezji napisanej przez Teresę Benedyktę rok przed aresztowaniem. Niech posłużą również za ostatni komentarz.
„U celu długiej drogi – chwilo błoga!
Twa jestem odtąd, aż po wieki całe.
Ty – Stwórca – chcesz się zbliżyć do mnie małej
i trzymasz mnie – nie puszczę dłoni Boga!
Co dawniej miałam, niczym dziś się zdaje,
co tak kochałam – niknie za mną w głuszy.
Mą wolę składam w Tobie z całej duszy.
Weź wszystko – na wiek wieków Ci się daję.
W ołtarza kręgu dni me teraz płyną,
tu słońce, co swym blaskiem mi przewodzi,
tu pokarm mój codzienny – chleb i wino.
Tu serce bije, co wśród fal potoku
miłości swojej topi mnie powodzi,
zamyka w kręgu boskich swych uroków”.

