Życie św. Teresy od Jezusa

W Karmelu Wcielenia



W 21. roku życia Teresa zdecydowała się, wbrew woli ojca, wstąpić do karmelitańskiego klasztoru Wcielenia w Awili, być może pod wpływem zakosztowania zakonnej atmosfery w internacie augustianek. Jej wewnętrznych walk domyślamy się z ciężkiej choroby, w jaką zapadła zarówno w internacie, jak i zaraz po wstąpieniu do Karmelu. Nie kierowała się w swej decyzji najdoskonalszą motywacją: bała się pozostać w świecie z powodu swego gorącego temperamentu, drżała przed narażeniem rodzinnego honoru, obawiała się grzechu i potępienia. Wyznaje: „Ten mój pociąg do powołania zakonnego pochodził raczej z niewolniczej bojaźni, niż z miłości” (Życie, 3, 6). Bóg dał jej sporo czasu na duchowe dojrzewanie, bowiem – jak na ówczesną epokę – nie była już dziewczyną najpierwszej młodości. Jej matka wyszła za mąż mając lat czternaście, a człowieka czterdziestoletniego zwykło się wtedy nazywać starcem.

Zaraz po wstąpieniu, oprócz tajemniczych chorób, zaczęła też doświadczać dotknięć Boga i przeżyć wewnętrznych, o których później powie, że w zalążku stanowiły uprzedzająco to wszystko, czego miała doświadczyć później. Serce „księżnej mistyki” było jakby całe stworzone do miłości. Otwarte na ludzi i Boga, dzięki oblubieńczemu z Nim obcowaniu, mogło nam podarować „szkołę modlitwy”, w której dominuje zasada, że modlić się to nie znaczy wiele myśleć, ale wiele miłować, bo tylko miłość wiedzie do zjednoczenia z Bogiem. Dlatego – mimo najróżniejszych metod i technik modlitwy, tak modnych w jej czasach – całą problematykę przestawania z Bogiem sprowadziła do prostej zachęty, aby w Jego obliczu to czynić, co pomaga Go bardziej kochać.

W latach 1560 – 1562 Teresa – na zlecenie spowiednika – pisze swą autobiografię, pierwszą o literackich walorach w Hiszpanii, i na myśl jej nie przychodzi, że tworzy wiekopomne dzieło. Opisując własne życie, ukazuje siebie – wzorem wyznań Augustyna – jako wielką grzesznicę, a Boga jako miłosiernego Ojca, dokonującego w niej cudów łaski. W klasztorze Wcielenia doświadczała na przemian wielkich uniesień mistycznych i wielkich udręk ducha. Karmel ten miał charakter pobożnej fundacji pań, gdyż w planach Opatrzności dopiero ona miała się stać założycielką regularnego Karmelu żeńskiego. We Wcieleniu mieszkało 180 zakonnic – w odpowiednich ich stanowi apartamentach – niektóre z własną służbą i kuchnią. Nie obowiązywała ich też ścisła klauzura. Pierwsze dziesięć lat zakonnego życia wspomina Teresa jako nieustanne przyciąganie Boga. „Począł mnie Pan taką hojnością darów swoich obsypywać, iż mi użyczał łaski modlitwy odpocznienia, a niekiedy nawet podnosił mnie aż do modlitwy zjednoczenia” (Życie, 4, 7). Jednakże nie było to jeszcze nawrócenie ostateczne.

W pierwszych latach klasztornego życia Teresa usilnie zmagała się z sobą, aby zdobyć upragnioną wewnętrzną wolność przez opanowanie różnych lęków powstałych przez sytuacje zarówno w klasztorze, jak i potem w świecie, dokąd ją wysłano na leczenie. Trudniejszą do zdobycia wolnością była jednak wolność serca od potrzeby miłości i przywiązań do osób i spraw, które nie odnosiły się wprost do Boga. Zdarzały się chwile, że zdawało się jej jakby już cały świat miała pod stopami, gdy próby znów zaczęły na nią nacierać z nową siłą. Świadoma wewnętrznej walki, tym usilniej przyzywała pomocy Bożej. Nie zawiodła się nigdy w swym oczekiwaniu.

Gdybym miała po szczególe opowiadać, w jaki sposób Pan w tych pierwszych czasach kierował mną i rządził, większego, niż ja go mam, potrzeba by na to rozumu, aby należycie uwydatnić nieocenione łaski, jakie Mu w tym czasie zawdzięczałam i moją niewdzięczność oraz złość” (Życie, 4, 11). Gdy odkryła swą zdolność i potrzebę kochania, odkryła jednocześnie grożące jej wskutek tego niebezpieczeństwa oraz własną słabość w ich obliczu.

W siódmym rozdziale autobiografii odmalowuje swoją ówczesną sytuację: „Byłabym w końcu, wciąż na przemiany to powstając, to znowu upadając, prosto wpadła do piekła; bo do upadania wielu miałam przyjaciół i pomocników, ale do powstania tak byłam opuszczona i samej sobie zostawiona, że dzisiaj dziwię się, jakim sposobem nie pozostałam upadła na zawsze i wysławiam miłosierdzie Boga, który sam jeden mnie nie opuścił i rękę mi podał” (Życie, 7, 22). Świadoma źle użytej wolności, oskarża się chyba nadmiernie, bo chwilę później zapewnia, że grzechu śmiertelnego za nic by nie popełniła, tylko zaniedbywała modlitwę wewnętrzną i prowadziła – jak się jej zdawało – życie bardzo przeciętne. Świadomość tego sprawiała jej niepomierną mękę. Bóg w swym oczyszczającym działaniu posłużył się zarówno jej temperamentem, który miała okiełznać, jak i jej wielką wrażliwością na Jego miłość. Teresa czuła się wewnętrznie rozdarta. Wspomina:

Takie życie należy do najsmutniejszych, jakie sobie można przedstawić, bo ani się Bogiem nie cieszyłam, ani nie miałam zadowolenia ze świata. […] Jest to wojna tak ciężka, że nie rozumiem, jak mogłam ją wytrzymać choćby jeden miesiąc, a cóż dopiero przez tyle lat. […] Z jednej strony Bóg mnie wzywał, z drugiej ja szłam za światem. Rzeczy Boże sprawiały mi wielką pociechę; rzeczy światowe trzymały mnie na uwięzi. […] Cierpiałam wielkie rozdarcie wewnętrzne, bo duch we mnie nie był panem, jeno niewolnikiem” (Życie, 8, 1; 7, 11). Gdy jej serce w tym bólu dostatecznie się wypaliło, Bóg sam spowodował w niej przełom obrazem swej męki i lekturą Wyznań św. Augustyna. To doświadczenie, będące jej udziałem w czasie Wielkiego Postu 1554, choć nie było jeszcze ostatecznym „nawróceniem”, stanowiło przecież ważny krok w jej życiu wewnętrznym. Nawet później, w okresie, który Teresa nazywa swym „nowym życiem”, nie przestaje ona walczyć o pełną duchową wolność, w czym skutecznie pomagają jej spowiednicy. Dopiero w swym klasztorze św. Józefa w Awili, pierwszym założonym przez nią Karmelu, mogła z ulgą stwierdzić, że Bóg uwolnił ją prawdziwie z jej krępujących i bolesnych więzów. Trzeba było głębokiego duchowego wstrząsu, by niepewna siebie i szukająca swej drogi Teresa mogła ją dostatecznie rozeznać i odważnie na nią wkroczyć. Wielka hiszpańska mistyczka miała się bowiem stać nie tylko odnowicielką Zakonu, ale całego Kościoła, miotanego walkami religijnymi okresu Reformacji.