Walka duchowa. Filary świątyni serca

Filar królewskiej cnoty pokory



Modlitwa zawierzenia Maryi na rozpoczęcie dnia

Maryjo, Matko pokorna! Ty podczas zwiastowania nazwałaś siebie Służebnicą Pańską i żyjąc w tym duchu, stałaś się najdoskonalszą uczennicą swego Syna. Powierzam się Tobie i proszę, abyś wspierała moje wysiłki nad kształtowaniem pokory serca. Ustrzeż mnie od wszystkiego, co jest szukaniem własnej chwały, a nie chwały Najświętszej Trójcy. Amen.

Konferencja pierwsza

Tak mówi Wysoki i Wzniosły, którego Stolica jest wieczna, a imię święte: Zamieszkuję miejsce wzniesione i święte, lecz jestem z człowiekiem skruszonym i pokornym, aby ożywić ducha pokornych i tchnąć życie w serca skruszone (Iz 57, 15).

Tocząc z człowiekiem nieustanną walkę, szatan chce zniszczyć w nim przede wszystkim pokorę. Nie jest to sprawa przypadku, lecz celowego i przemyślanego działania. Właśnie pycha, czyli brak pokory, stała się przyczyną upadku zbuntowanego anioła. W obliczu światła, którym jaśniał, jego serce stało się pyszne i wyniosłe. Sobie przypisał piękno. Nie chciał uznać, że to, kim jest, zawdzięcza tylko i wyłącznie swemu Stwórcy.

Szatan nie ma pokory. Jej brak jest wiecznym wyrzutem jego sumienia. Nienawidzi więc tej cnoty i zwalcza każdy jej przejaw. Szczególnym powodem jego cierpienia jest głębia pokory Serc Jezusa i Maryi. Są one odpowiedzią Boga na szatański bunt. Nie mając dostępu do tych Serc, szatan nie może wydać walki ich pokorze. Zwalcza ją jednak we wszystkich pozostałych ludzkich sercach.

Czym zatem jest pokora? Pokora to prawda o sobie i o Bogu. “Zastanawiałam się któregoś dnia nad pytaniem – pisze święta Teresa z Avila – dlaczego Pan tak bardzo kocha cnotę pokory, i nagle, bez własnego, jak mi się zdaje, namysłu, stanęła mi przed oczyma ta racja, że Bóg jest prawdą najwyższą, a pokora niczym innym nie jest, tylko chodzeniem w prawdzie. Nie ma zaś prawdy większej nad tę, że sami z siebie nic nie mamy dobrego, że nasza jest tylko nędza i nicość. Kto tego nie rozumie, ten chodzi w kłamstwie. Im zaś kto szczerzej uznaje tę prawdę, tym przyjemniejszy staje się Bogu”.

W swej istocie pokora polega na uniżaniu się ludzkiego ducha przed Bogiem. Nie ze względu na służalczość, lecz ze względu na prawdę o tym, kim jest Bóg, a kim jest człowiek. To postawa pochylenia się ku ziemi. Ziemia po łacinie znaczy humus; stąd pochodzi nazwa pokory – humilitas. Człowiek pokorny jest jak ziemia. “Pomyślcie o tym – pisze chrześcijański autor – co przedstawia sobą ziemia. Leży milcząca, otwarta, bezbronna, wystawiona na łaskę nieba. Przyjmuje z nieba upał i promienie słoneczne, i deszcz, i rosę, lecz przyjmuje także i to, co my nazywamy użyźnianiem, czyli nawóz, wszystko, co w nią wrzucamy. I cóż się dzieje? Przynosi nam owoc i im bardziej znosi to, co duchowo nazywamy upokorzeniem, zniewagą, tym większe przynosi owoce. Pokora polega więc na tym, żeby otworzyć się przed Bogiem tak bardzo, by w żaden sposób nie bronić się przed Nim, przed oddziaływaniem Ducha Świętego, przed obrazem Chrystusa, Jego nauczaniem, ale żeby być otwartym na łaskę, jak wystawieni bywamy na ręce ludzkie, na ostre słowo, na okrutne czyny, na szyderstwo. Oddać siebie tak, by Bóg miał prawo, według naszego własnego życzenia, uczynić z nami, co zechce. Wszystko przyjąć, otworzyć się i wtedy dać swobodę Duchowi Świętemu w opanowaniu nas”.

Pokora to świętość. Pojawia się wówczas, gdy uznajesz w sercu i potwierdzasz życiową postawą, że Bóg jest wszystkim, że od Niego masz wszelkie dobro, że z siebie samego nic nie możesz, że sam jesteś ubóstwem i niemocą, pełen nędzy. Człowiek niechętnie godzi się na taką prawdę. Stąd cała trudność w zdobywaniu pokory, że każdy chce przypisać coś sobie, uznać, że w pełni jest czegoś twórcą i właścicielem.

Święci nazywali pokorę chlebem, który należy spożywać z każdą, nawet najwykwintniejszą potrawą. Chcieli dać do zrozumienia, że pokora potrzebna jest zawsze. Choćbyś zaszedł już wysoko w cnotach, czyli miał do czynienia z wybornymi potrawami, nie możesz zapomnieć o chlebie pokory. “O, pokoro, piękny kwiecie – snuje refleksję święta Faustyna – widzę, jak mało dusz cię posiada. Czy dlatego, żeś piękna, a zarazem trudna, aby cię zdobyć? O tak, i jedno, i drugie. Sam Bóg w niej znajduje upodobanie… Takiej duszy Bóg nic nie odmawia; taka dusza jest wszechwładna, ona wpływa na losy świata całego; taką duszę Bóg wywyższy aż do tronu swego, a im ona więcej się uniża, tym Bóg więcej się ku niej skłania, ściga ją swymi łaskami i towarzyszy jej w każdym momencie swą wszechmocą. Taka dusza jest najgłębiej z Bogiem zjednoczona… Teraz rozumiem, dlaczego jest tak mało świętych, bo mało dusz jest prawdziwie pokornych”.

Pokora to fundament życia duchowego. Im wyższy dom chcesz postawić, czyli im bardziej pragniesz być świętym, tym głębszy powinieneś wykopać fundament, czyli nabyć głębszej pokory.

Doświadczenie ludzi, którzy szli przez życie ścieżkami prawdy o sobie i o Bogu, mówi nam o dwojakiej pokorze: rozumnej i płomiennej.

Pokora rozumna to ta, którą nabywasz przez rozważanie swej nędzy i wielkości Boga, przez badanie siebie, przez rozmyślanie o prawdach nadprzyrodzonych. Poznanie siebie daje podwaliny pokory. Szczególną rolę odgrywa tutaj rozmyślanie nad życiem Jezusa. W przykładzie Jego życia szukasz dla siebie argumentów, dlaczego powinieneś być pokornym. Ten rodzaj pokory nabywamy rozumem. “Jaki wielki to błąd – poucza nas święta Teresa z Avila – nie ćwiczyć się, choćby kto już był wysoko, w pamięci na Człowieczeństwo Pana i Zbawiciela naszego Jezusa Chrystusa”. Negatywne skutki, jakie mogą z tego wyniknąć, są dla Świętej oczywiste: to “zawieszenie duszy w powietrzu”, pozbawienie się przykładu Jezusa, osłabienie miłości do Eucharystii, osłabienie pobożności do Maryi i do świętych oraz brak pokory, która jest podstawą rozwoju życia duchowego.

Znacznie doskonalszą od pokory rozumnej jest pokora płomienna. Tej nie możesz zdobyć sam. Ona jest darem. Przychodzi wówczas, gdy Bóg, poprzez wewnętrzne światło, odkrywa przed tobą swoje przymioty, pokazuje ubóstwo człowieka, wielkość jakiejś tajemnicy Jezusa lub Maryi. Takie doświadczenia stawiają cię na właściwym miejscu. Tu nie potrzeba rozważania. Pokora płomienna sprawia, że bez żadnej aktywności z twojej strony malejesz we własnych oczach, odczuwając jednocześnie wielką radość i żywisz nieomylne przeświadczenie, że mimo tej małości jesteś przez Boga nieskończenie kochany.

Pokora jest najcenniejszym klejnotem w koronie świętości. Szatan stara się więc niszczyć ją na wszelki możliwy sposób, również przez tworzenie falsyfikatów prawdziwej pokory. Jednak spreparować może jedynie niedoskonały falsyfikat, ponieważ nie zna atmosfery, w której żyje człowiek pokorny. Ta cnota najszybciej go pokonuje, bo nigdy jej nie doświadczył i dlatego jest wobec niej zdezorientowany.

Jak zatem odróżnić pokorę, którą rodzi Duch Boży, od pokory fałszywej, której autorem jest zły duch?

Prawdziwej pokorze towarzyszą nieomylne znaki jej autentyczności. Są to: wewnętrzna radość, pokój, cichość i moc. Fałszywa pokora nie posiada żadnego z nich. Jej znakami są zniechęcenie, rezygnacja z ćwiczenia się w cnotach, nieustanny niepokój serca i brak przebaczenia sobie popełnionych błędów. Ten ostatni znak jest wynikiem ukrytej i nieuświadomionej jeszcze pychy świętości. Człowiek, który się nią kieruje, nie godzi się na słabość, nie dopuszcza możliwości, że może upaść, nawet wiele razy.

Cenne pouczenie na temat różnicy pomiędzy prawdziwą i fałszywą pokorą pozostawiła nam święta Teresa z Avila. “Pokora, choćby największa, nie sprawia w duszy niepokoju… Przeciwnie, przynosi jej pokój, słodycz i uciszenie. Chociażby kto na widok grzechów swoich uznał jasno, że zasłużył na piekło, i smucił się, i poczytywał siebie za godnego wzgardy i obrzydzenia od wszystkich i ledwo śmiał błagać o miłosierdzie – ból ten jednak i smutek, jeśli im towarzyszy pokora prawdziwa, taką ma w sobie słodkość i ukojenie dla duszy, iż kto raz ich zakosztował, chciałby ich zawsze doznawać. Żal więc za grzechy przy pokorze nie trwoży duszy, ani nie przeraża, przeciwnie, rozszerza ją i sposobną czyni do gorliwej służby Bożej”. Pokora fałszywa, pochodząca od złego ducha, “wtrąca duszę w odmęt niepokoju i trwogi, i wzburza ją całą, i gnębi ją niewypowiedzianym udręczeniem. I to miotanie się diabeł podaje nam za pokorę, abyśmy, uwierzywszy mu, stracili wszelką ufność w Bogu”.

Co zatem należy czynić, by przezwyciężać w sobie fałszywą pokorę i nie dopuścić, by rozwijała się w sercu?

Cenną postawą jest troska o roztropne badanie swego sumienia. Unikaj niepotrzebnych rozpamiętywań własnej grzeszności i niedoskonałości. Takie niekontrolowane badania siebie mogą stać się pożywką dla naturalnej skłonności do melancholii. Pozwoliłoby to szatanowi pod pozorem pokory podsuwać ci różnego rodzaju zniechęcające i paraliżujące myśli. Poznanie siebie musi zachować miarę, jeśli nie, zostaje wypaczone, gdyż od swej nędzy nie będziesz potrafił wznieść się do Boga. Grozi ci wówczas trwanie w letargu własnej słabości i grzeszności, budzącej strach i rezygnację. Dostrzegać będziesz Boga wyłącznie jako Sprawiedliwość, nie znajdując w sobie sił, by uchwycić się Jego miłosierdzia. Znamienne są w tym względzie słowa zanotowane przez świętą Faustynę. “Wyznał mi szatan – pisze – że jestem przedmiotem jego nienawiści. Powiedział, że: Tysiąc dusz mniej mi robi szkody aniżeli ty, kiedy mówisz o miłosierdziu wielkim Wszechmocnego. – Poznałam, jak bardzo szatan nienawidzi miłosierdzia Bożego, nie chce uznać, że Bóg jest dobry… W tej chwili, kiedy piszę te słowa, usłyszałam krzyk szatana: Wszystko pisze, wszystko pisze, a przez to tyle my tracimy, nie pisz o dobroci Boga, On sprawiedliwy”. Fałszywa pokora rodzi wyłącznie taki obraz Ojca – Boga surowej sprawiedliwości.

Po roztropnym rozpoznaniu i uznaniu swej grzeszności zawsze przenoś wzrok na Chrystusa, twoje najwyższe dobro. W Nim poznanie siebie, swej małości i nędzy nie budzi trwogi i niepokoju. W Listach Nikodema Jan Dobraczyński wkłada w usta Jezusa ciekawe słowa, których nie znajdziesz w Ewangeliach. Pewnego dnia mówi On do Nikodema: “Daj mi swoje grzechy”. Słowa te nurtują serce bohatera przez długi czas. Nie pojmuje, co to znaczy oddać Zbawicielowi swój grzech. Dopiero po śmierci Jezusa na krzyżu zrozumie, że być prawdziwie pokornym, to – między innymi – przebyczać sobie popełniony grzech, odrywać się od niego, a kierując swój wzrok ku Zmartwychwstałemu, zawierzyć Mu wszystko, co w nas niedoskonałe. W Nim wszelki grzech został pokonany.