Choroba i samotność

Przez dwadzieścia dziewięć dni, wyjąwszy krótkie okresy wytchnienia, będzie tracić krew, w dzień i w nocy, co najmniej ze dwadzieścia razy. Sytuacja bardzo niepokojąca dla niej i dla otoczenia.

bp Guy Gaucher

Coraz bardziej samotna



W okresie Wielkiego Postu 1896 roku, siostra Teresa wchodzi w ostatni etap swego życia. Znajdzie się w nowej sytuacji; będzie nią choroba. Oczywiście, wie już, co znaczy słaniać się na nogach przez cały długi dzień, z silnym bólem głowy, uporczywym kaszlem i atakami gorączki, które znosi cierpliwie. Już od 1894 roku poddawana jest leczeniu z powodu stałego bólu gardła. Konsultowano się nawet z doktorem la Néele, podczas, gdy oficjalnym lekarzem wspólnoty jest de Cornière, dobry przyjaciel rodziny Martin. Nie została jednak nawet osłuchana.

Leczą ją doraźnymi sposobami. Ale rodzina Guérin poważnie się niepokoi; świadczy o tym korespondencja rodzinna: „Teresa musi energicznie zabrać się do leczenia!” (21.10.1894).

Prawdziwy alarm ma miejsce w Wielki Tydzień 1896 roku: dwa razy pluje krwią, w Wielki Czwartek i w Wielki Piątek (C 4v). Zamiast przerazić się, siostra Teresa, cała jeszcze pod wpływem pięknego roku 1895 i swego Aktu Ofiarowania się z 9 czerwca, widzi w tym jakby „wołanie Oblubieńca”. Nigdy nie pragnęła umrzeć młodo, nagle jednak poczuła, że to się wkrótce stanie: „Czuję, że moje wygnanie wkrótce się zakończy”, zwierza się w spontanicznie napisanej pieśni „Żyć Miłością” (P 17,14). W kwietniu 1895 roku, mówi siostrze Teresie od świętego Augustyna: „Wkrótce umrę…” (PO, 1945).

Po tych wydarzeniach, zostaje poddana badaniom (poprzez kratę); bada ją doktor la Néele, który nie stwierdza nic poważnego. W rzeczywistości, to już gruźlica daje znać o sobie. Ta choroba znana była w Karmelu w Lisieux … i gdzie indziej. 4 listopada 1896 roku, zmarła na nią siostra kołowa, Maria Antonina. W ślad za Teresą pójdą inne siostry, w tym młodziutka siostra Maria od Eucharystii, jej kuzynka, córka wuja aptekarza, zmarła 14 kwietnia 1905 roku mimo najnowocześniejszego w tamtych czasach leczenia.

Gruźlica była wówczas straszliwą chorobą, która, między 1886 i 1906 rokiem, zabierała około 150.000 ofiar rocznie. Najbardziej dotkniętą grupę stanowili ludzie w wieku od 21 do 35 lat. Szczególnie ucierpiał departament Calvados.

Lisieux co tydzień było świadkiem pogrzebu kolejnej młodej ofiary unoszonej przez straszliwą chorobę, która na dobre zostanie opanowana dopiero w 1944 roku, dzięki odkryciu właściwego antybiotyku.

Począwszy od Wielkiego Postu 1897 roku, siostra Teresa zapada na „poważną chorobę”. 4 kwietnia, siostra Maria od Eucharystii pisze do swojej rodziny (Guérin), że jej kuzynka cierpi stale na niestrawność i codziennie, do trzeciej po południu, ma gorączkę. Doktor de Cornière przychodzi obejrzeć chorą: tym razem stwierdza już wymioty, ostre bóle w piersiach, sporadyczne plucie krwią. Długie ataki kaszlu wyczerpują ją.

Jej samotność pogłębia się. Powoli rezygnuje z zajęć życia wspólnotowego: w maju nie może już pomagać siostrze Marii od świętego Józefa, w pralni. Zajmuje się jeszcze jakimś drobnym szyciem. We środę, 26 maja, nie może uczestniczyć w procesji w ogrodzie. Zostaje zwolniona z funkcji zastępczyni Mistrzyni nowicjatu (matka Maria od świętego Gonzagi). Teresa musi też zrezygnować ze wspólnego odmawiania Oficjum i ze wspólnej modlitwy w chórze zakonnym. Na przełomie maja i czerwca, nie widać już jej w refektarzu. Nie ma też mowy o udziale w zbyt męczących rekreacjach.

Z trudem idzie na Mszę, z pewnością nie każdego dnia. Pewnego ranka, kiedy wychodzi z niej wyczerpana, ledwie dociera do swej celi, gdzie opada na ławkę; mówi siostrze Agnieszce od Jezusa: „Żadne cierpienie nie jest zbyt duże, by zyskać dzięki niemu Komunię!” (DE II, 38). Czasami potrzeba jej pól godziny, by dojść do celi, a wysiłek, jaki robi, by rozebrać się bez niczyjej pomocy, jest ogromny.

Widzą ją często w celi, jak próbuje nie tracić czasu. Kiedy świeci słońce, schodzi do ogrodu. Recepty z końca maja zalecają plastry wywołujące pęcherze w skórze, bardzo bolesne przypalanki ogniem, środki uśmierzające, syrop przeciwkaszlowy.

Samotność daje jej czas, by ubrać w słowa to, co przepełnia jej serce w tym miesiącu Maryi – długi poemat o Najświętszej Pannie. Nie chciałaby umrzeć nie powiedziawszy, co myśli o swojej Matce, „bardziej Matce niż Królowej”.

Widzi w Maryi chrześcijankę, podążającą wiernie za swym Synem Jezusem, tak w nocy wiary jak i w zwyczajnym życiu. Czyż sama Teresa nie przeżywa właśnie tej nocy wiary? Świadczą o tym dyskretne aluzje w rozmowach z matką Agnieszką: „… ta próba duszy, której niepodobna zrozumieć…” (DE 21/26.05); „Poczułam jakby niepokoje śmierci… a przy tym żadnej pociechy” (DE 4.6.2).

Na prośbę matki Henryki z Karmelu w Paryżu, pisze krótki i przejmujący wiersz, rodzaj duchowego testamentu, „Płatki róży” (PN 51, 19 maja 1897). Jak róża, która błyszczy na ołtarzu i upiększa święto Jezusa, a potem roni płatki, tak Teresa oddaje się, „aby przestać być”: „Jak zwiędła róża ginie w oczach świata, / Obdarta, rozproszona, / Za miłość mą, Panie, to będzie zapłata, / Gdy umrę tak, jak ona” (str. 4)

Do swych duchowych braci, księży Bellière i Roulland, pisze o swej rychłej śmierci. A przecież, nadzieja na uzdrowienie nie wydaje się jeszcze stracona. Z początkiem czerwca sytuacja jednak znacznie się pogorszy.

Wieczorem, 30 maja, matka Agnieszka dowiaduje się, że jej siostra, rok wcześniej, pluła krwią. Jest tym wstrząśnięta; późną nocą, 2 czerwca, idzie zobaczyć się z matką Marią od świętego Gonzagi. Informuje przełożoną o istnieniu małego zeszytu, napisanego, na jej prośbę, przez Teresę i sugeruje jej, że Teresa mogłaby pisać dalej, by uzupełnić dzieje swego życia: mogłoby to być przydatne w sporządzeniu nekrologicznego okólnika po jej śmierci. Matka Maria od świętego Gonzagi zgadza się, pod warunkiem, że tekst zostanie skierowany do niej.

Już następnego dnia, matka Agnieszka wręcza siostrze mały czarny zeszyt, z poleceniem pisania… o miłości bliźniego, o swych duchowych braciach, o czym tylko chce…

Raz jeszcze siostra Teresa okazuje się posłuszną. Ale jej stan nie pozwala jej na zbytnią koncentrację. To w celi, to w ogrodzie (tam nieustannie przeszkadzają jej siostry), często bardzo cierpiąc, pisać będzie po kilka stron dziennie, bez planu, bez poprawek, „jak przy łowieniu na wędkę, wyciągając, co tylko się pojawia!” (DE 11.6.2). Będzie musiała się zatrzymać, po zapełnieniu 36 stron coraz bardziej drżącym pismem, pisząc na końcu ołówkiem, wyczerpana. Znoszą ją wtedy do infirmerii, na parterze: już jej nie opuści.

Nie wie, że napisała duchowe arcydzieło, które obiegnie cały świat. Kończy się ono słowami: „przez ufność i miłość”, kluczowymi pojęciami jej duchowości. Nie mówiąc prawie wcale o chorobie Teresy, dostarcza nam cennych informacji na temat jej przeszłego i teraźniejszego życia, między innymi, 9 czerwca, wspominając ojej próbie wiary czy, później, o sekrecie życia wspólnotowego, przeżywanego w najprawdziwszej miłości. Jego strony o sposobie pełnienia obowiązku mistrzyni nowicjatu wskazują, że jej pedagogia jest nieprzeciętna i, raz jeszcze, wyprzedza znacznie jej epokę.

W sobotę, 5 czerwca, wspólnota i rodzina rozpoczęły nowennę do Matki Bożej Zwycięskiej, jak pamiętnego maja 1883 roku. 7, siostra Genowefa robi trzy zdjęcia wyczerpanej siostry; mimo wysiłku, chora, opanowana gorączką, nie jest w stanie się uśmiechnąć.

Doktor de Cornière odwiedza ją, co najmniej, 3 razy: 11, 12 i 24 czerwca. 30, chora spotyka się po raz ostatni, w rozmównicy, z państwem Guérin, którzy wyjeżdżają na wakacje do swej posiadłości de la Musse, niedaleko Evreux.

2 lipca, w pierwszy piątek miesiąca, w kaplicy adoruje Najświętszy Sakrament. Po raz ostatni, gdyż jej stan gwałtownie się pogarsza.