Droga na Górę Karmel

Cała nauka, którą chcę podać w tej Drodze na Górę Karmel, streszcza się w niżej przytoczonych strofach. Zawierają one sposób wzniesienia się aż na szczyt góry, to jest do wysokiego stopnia doskonałości, który tu nazywamy zjednoczeniem duszy z Bogiem.

 Rozdział VI



Mówi o dwóch głównych szkodach, jakie pożądania wyrządzają duszy. Pierwsza z nich nie dopuszcza dobra do duszy, druga wprost jej szkodzi.

1. Dla jaśniejszego i wszechstronniejszego zrozumienia tego, o czym była mowa, dobrze będzie zaznaczyć, w jaki sposób pożądania wyrządzają duszy dwie najważniejsze szkody: po pierwsze, pozbawiają ją ducha Bożego, po wtóre, dręczą, męczą, zaciemniają, brudzą i osłabiają duszę, w której przebywają. Wyraża to prorok Jeremiasz: Duo mala fecit populus mens: me dereliquerunt fontem aquae vivae, et foderunt sibi cistemas dissipatas, ąuae continere non valent aquas; „Dwie złości uczynił lud mój: opuścili mnie, źródło wody żywej, a wykopali sobie cysterny rozwalone, które nie mogą wody zatrzymać”.

To dwojakie zło: pozbawienie oraz szkoda pozytywna, wypływa z każdego nieuporządkowanego aktu pożądania.

Co do pierwszej szkody jest jasne, że w miarę jak dusza skłania się uczuciowo ku jakiejś rzeczy stworzonej, rozrasta się w niej pożądanie, a tym samym staje się mniej zdolna do przyjęcia Boga. Bo jak mówią filozofowie, o czym mówiliśmy w rozdziale 4, dwie sprzeczności nie mogą przebywać w jednym przedmiocie. Ponieważ zaś miłość Boga i miłość stworzenia, to dwie sprzeczności, nie mogą więc razem przebywać w jednej woli. Bo jakież porównanie stworzenia ze Stwórcą, rzeczy zmysłowych z duchowymi, widzialnych z niewidzialnymi, doczesnych z wiecznymi, pokarmu niebieskiego, subtelnego, duchowego, z pokarmem czysto zmysłowym, ogołocenia Chrystusowego z przylgnięciem do rzeczy ziemskich?

2. Jak w naturze nie można wprowadzić nowej formy, nie usunąwszy wpierw przeciwstawiającej się jej formy poprzedniej, bo jak długo ta pierwsza pozostaje, nie dopuści drugiej – tak również, dopóki dusza będzie ulegała duchowi zmysłowemu, dopóty nie wypełni jej duch czystej nadprzyrodzoności. Do tej prawdy stosują się słowa Boskiego Zbawiciela w Ewangelii św. Mateusza: Non est bonum sumere panem filiorum, et mittere canibus; „Niedobrze jest brać chleb synowski a rzucać psom”, i następne: Nolite sanctum dare canibus; „Nie dawajcie psom tego co święte”. Nazywa tu Boski Zbawiciel synami Bożymi tych, którzy wyzbywając się pożądania stworzeń, tym samym przygotowują się na przyjęcie ducha Bożego. Tych zaś, co karmią swe pożądanie stworzeniami, przyrównuje do psów, jako że tylko synom dane jest jeść ze swoim Ojcem przy stole i z jednej misy, tzn. karmić się Jego duchem, a psom z odrobin, które spadają ze stołu.

3. Wszystkie stworzenia to tylko okruszyny, które spadły ze stołu Bożego, Słusznie tedy nazywany jest psem ten, co nasyca się stworzeniami, a tym samym pozbawia się chleba synów. Takie dusze nie chcą się podnieść od pożywania okruszyn stworzeń do stołu ducha nie stworzonego, który jest ich Ojcem. I chodzą takie dusze jak psy, zawsze węsząc za strawą, bo okruszyny służą raczej do podniecenia apetytu, aniżeli do zaspokojenia głodu. Mówi o tym król Dawid: Famem patientur ut canes, et circuibunt cmtatem. Si vero non fuerint saturati, et murmurabunt; „Głodem będą przymierać jak psy i będą krążyć dokoła miasta, a jeśli się nie najedzą, będą szemrać”. Dlatego każdy, kto idzie za pożądaniem, jest zawsze niezadowolony i zgorzkniały jak człowiek, gdy jest głodny. Bo cóż ma wspólnego głód wywołany przez stworzenia z tym pełnym nasyceniem, jakie daje duch Boży? Duszy nie może napełnić ta obfitość nie stworzona, dopóki nie uwolni się ona od głodu wywołanego przez pożądanie, a to dlatego, że jak już wspomnieliśmy, dwie sprzeczności nie mogą przebywać w jednym podmiocie, a sprzecznościami są głód i nasycenie.

4. Z tego co zostało powiedziane widać, że Bóg więcej czyni, gdy oczyszcza duszę z tych przeciwieństw, aniżeli czynił wtedy, gdy ją stwarzał z niczego. Bowiem te przeciwieństwa uczuć i sprzecznych pożądań więcej się sprzeciwiają Bogu aniżeli sama nicość, która przynajmniej nie stawia oporu. Sądzę, że starczy już tego, cośmy tu powiedzieli o pierwszej szkodzie, jaką wyrządzają duszy pożądania. Polega ona głównie na tym, że sprzeciwia się duchowi Bożemu, jak to już obszernie mówiliśmy.

5. Mówmy teraz o drugim skutku, jaki pożądania wywołują w duszy. Objawia się on różnorodnie, gdyż pożądania duszę dręczą, męczą, zaciemniają, brudzą i osłabiają. O tych pięciu objawach pomówimy z kolei.

6. Zrozumiałe jest, że pożądania dręczą i trudzą duszę. Są one jak niesforne i uprzykrzone dzieci, które ustawicznie proszą matkę o to czy owo, a nigdy im nie dosyć. Ileż to nadręczy i trudzi się człowiek szukający chciwie skarbu. Tak również dręczy i trudzi się dusza w zdobywaniu tego, czego domagają się od niej jej pożądania. A chociaż w końcu zdobędzie to, dręczy się jednak nadal nie znalazłszy zaspokojenia. Ostatecznie bowiem kopie w „rozwalonych cysternach, które nie mogą zatrzymać wody” na ugaszenie pragnienia. Do tego stosują się słowa Izajasza proroka: Lassus adhuc sitit et anima eius vacua est; „Osłabiony jeszcze pragnie i dusza jego czcza jest”; znaczy to, że pożądanie jego pozostanie niezaspokojone. Dręczy się i trudzi dusza oddana pożądaniom, bo trawi ją pragnienie, tak jak gorączka trawi człowieka chorego, który nie poczuje się lepiej, dopóki ona nie ustąpi. Słusznie więc powiada Job: Cum satiatus fuerit, artabitur, aestuabit, et omnis dolor inruet super eum; „Gdy się nasyci, będzie ściśnięty; będzie cierpiał gorąco, i wszelki ból nań przypadnie”. Znaczy to, że kiedy dusza zaspokoi swoje pożądanie, zostanie jeszcze bardziej ściśnięta i obciążona; będzie wzrastał w niej żar pożądania i tak spadnie na nią wszelka boleść.

Dręczy się i trudzi dusza ulegająca swoim pożądaniom, ponieważ jest przez nie raniona, zaburzona i niepokojona jak woda przez wiatry, i nie pozwolą jej uspokoić się na żadnym miejscu ani w żadnej rzeczy. O takiej duszy mówi Izajasz: Cor impii quasi mare fervens; „Serce złego jak morze wzburzone”. Zaiste, nieszczęśliwy jest człowiek, jeśli nie opanuje pożądań.

Dręczy się i trudzi dusza pragnąca zaspokoić swe pożądania, gdyż jest jak głodny człowiek, który otwiera usta, by nakarmić się powietrzem, a wtedy jeszcze większe odczuwa pragnienie, bo to nie jest jego pokarm. Wyraża to prorok Jeremiasz, gdy mówi: In desiderio animae suae attraxit ventum amoris sui; „W pragnieniu duszy swej przyciągnęła wiatr miłości swojej”, to znaczy, że w pragnieniu swego pożądania przyciągnęła do siebie wiatr swych skłonności. W dalszym ciągu dając zrozumieć spiekotę, jaką taka dusza odczuwa i chcąc ją przed nią przestrzec, mówi: Prohibe pedem tuum a nuditate, et guttur tuum a siti;

„Pohamuj nogę twoją, to jest myśl, od nagości, a gardło twoje od pragnienia”, czyli wolę twoją od zaspokojenia pożądań, bo one rodzą większe jeszcze pragnienie. Jak człowiek rozmiłowany, gdy w dniu nadziei spotkał się z zawodem, dręczy się i trudzi, tak również dusza dręczy się i trudzi zaspokajaniem swych pożądań, bo one sprawiają w niej tylko większą pustkę i głód. Pożądania bowiem, jak się powszechnie mówi, są jak ogień, który wzrasta, gdy się doń drew dorzuca, lecz gdy je strawi, z konieczności gaśnie.

7. Owszem, pożądanie jest jeszcze gorsze niż ogień. Ogień bowiem zmniejsza się, gdy nie staje drzewa. Pożądanie zaś, gdy się w kimś rozrośnie, nie tylko się nie zmniejsza, lecz wzrasta mimo braku swego przedmiotu i zamiast zgasnąć jak ogień, któremu zabrakło paliwa, osłabia i męczy duszę, bo wzrósł jej głód, a zmniejszył się pokarm. Wyraża to prorok Izajasz w tych słowach: Declinabit ad dexteram, et esuriet; et comedet ad sinistram, et non saturabitur; „Ustąpi na prawą stronę, a łaknąć będzie; i jeść będzie na lewej, a nie naje się”.  Słusznie więc tych, którzy nie umartwiają swych pożądań, a schodzą z prawej drogi, dręczy głód Boskiego słodkiego Ducha, posiadanego przez tych, którzy są po prawicy Bożej, a im się nie udzielającego. Słusznie też, gdy pobiegną na lewą stronę, by nasycić swe pożądanie jakimś stworzeniem, nie zaspokoją głodu. Opuścili bowiem Tego, który jedynie może dać nasycenie, a karmią się tym, co wywołuje jeszcze większy głód. Jest więc chyba jasne, że pożądania dręczą i trudzą duszę.