Człowiek oddany Bogu

Tak to najważniejsze przykazanie miłości pojął i wypełnił ojciec Rafał Kalinowski, karmelita bosy. A pojął to największe przykazanie na drodze powołania zakonnego w sposób bezwzględny, bezkompromisowy, nie oszczędzając się, kładąc na ofiarę całe swoje ja, każdego dnia i każdej nocy.

Arcybiskup Karol Wojtyła



Kazanie wygłoszone przez arcybiskupa Karola Wojtyłę dnia 15 listopada 1966 roku w Czernej, przy grobie Sługi Bożego Rafała Kalinowskiego.

Wszystkich nas tu sprowadziła dzisiaj łaska chrztu, która okazała tysiącletnie swoje owoce na naszej polskiej ziemi. Sprowadza nas ta łaska na różne miejsca polskiej ziemi. I chociaż rok Tysiąclecia Chrztu dobiega ku końcowi, to przecież wciąż jeszcze nie możemy nadążyć, aby ogarnąć te wszystkie różne miejsca, na których trzeba Bogu szczególnie w uroczysty sposób zaśpiewać Te Deum laudamus. Wśród tych miejsc, które składają się na szlak milenijny bądź to ogólnopolski, bądź archidiecezjalny, wśród tych miejsc wypadło nam przybyć do Czernej. I jak słyszymy przybywają tutaj biskupi z Krakowa, którzy już zdążyli i biskupi z Katowic, ze Śląska, którzy jeszcze są w drodze z powodu trudnych warunków atmosferycznych i komunikacyjnych. Te warunki utrudniły im przyjazd na czas. Przybywamy tutaj, aby się spotkać z tym prastarym klasztorem, spotkać się z całym duchem Karmelu, żeby spotkać się również z Ludem Bożym tych okolic, a nade wszystko przybywamy, aby spotkać się z jednym wielkim duchem, obok którego nigdy nie możemy przejść mimo, a zwłaszcza nie możemy przejść mimo w roku Tysiąclecia Chrztu Polski. Wiecie dobrze, że tym wielkim duchem, o którym mówię, jest Sługa Boży ojciec Rafał Kalinowski, ojciec Rafał od św. Józefa, karmelita bosy, którego doczesne szczątki spoczęły tutaj w Czernej, a którego nieśmiertelna dusza i cała osoba oczekują na szczególną łaskę Bożą w Kościele, mianowicie na łaskę wyniesienia na ołtarze przez beatyfikację. Starania o jego beatyfikację trwają już od dłuższego czasu i stale postępują naprzód. O tę beatyfikację modli się cały polski Karmel i męski i żeński, ten klauzurowy i ten zewnętrzny, którego przedstawicieli tutaj widzimy. O tę beatyfikację modlą się także wierni Krakowskiej Archidiecezji, a zwłaszcza tutaj w okolicach Czernej, gdzie może najstarsi ludzie pamiętają tego niezwykłego zakonnika, w okolicach Wadowic, gdzie również przebywał w klasztorze karmelitów bosych, poza tym w różnych innych miejscach, do których dotarła sława i opinia jego świętości. Modlimy się często, a dziś pragniemy pomodlić się wspólnie, szczególnie uroczyście, ażeby ten Sługa Boży, nasz umiłowany rodak, został wyniesiony na ołtarze jako błogosławiony i święty, i żeby oświecał cały Lud Boży na ziemi polskiej w nowym wiary Tysiącleciu.

Jest to postać niezwykła, wiecie dobrze, bo na pewno znacie jego życie, więc go przypominać nie będę. Ale chcę powiedzieć krótko, czego jego życie stało się raz na zawsze wyrazem, a poniekąd symbolem.

Kiedy moi drodzy, wchodziliśmy tutaj do klasztoru czerneńskiego, na zewnętrznej ścianie tego klasztoru obok portretu ojca Rafała znajduje się napis: „Pod wieczór życia sądzić cię będą z miłości”. Te słowa napisał św. Jan od Krzyża, współtwórca Karmelu Reformowanego i te słowa na pewno doskonale odnoszą się do kresu życia ojca Rafała. W Czernej na ścianie tego klasztoru zasługują te słowa, ażeby je wypisać: „Pod koniec życia sądzić cię będą z miłości”. Ale ażeby rzucić snop światła na całe życie, trzeba by jeszcze inne zdanie z samego Pisma św. wyjąć i przytoczyć. Trzeba by mianowicie przypomnieć te słowa z Pieśni nad pieśniami, gdzie powiedziane jest: „Mocniejsza aniżeli śmierć jest miłość”. I te słowa Pisma św. Starego Testamentu mogły rzucić snop światła na całe życie ojca Rafała Kalinowskiego. „Mocniejsza jest aniżeli śmierć miłość”. Bo życie ojca Rafała jest pełne wielkiej miłości, takiej właśnie miłości, która nie waha się stanąć oko w oko ze śmiercią. Przede wszystkim życie jego zanim wstąpił do Karmelu, a nastąpiło to dość późno, bo dopiero około 40 roku życia, było pełne heroicznej miłości ziemskiej ojczyzny. Był to okres rozbiorów. Był to okres, kiedy odebrano naszemu narodowi niepodległość, a potem chciano odebrać ducha. I ten naród przeciwko temu powstał, bronił się, zrywał do walki powstańczej przeciwko najeźdźcom. Zwłaszcza przeciwko temu najeźdźcy, który najbardziej zaciążył na naszych losach, przeciwko carskiej Rosji. Zrywał się naród do obrony swego istnienia: w 1830 r. w powstaniu listopadowym, zrywał się w o wiele trudniejszych jeszcze możliwościach w 1863 r. w powstaniu styczniowym.

Właśnie to wydarzenie wiąże się najściślej z osobą ojca Rafała Kalinowskiego. Był bowiem nie tylko członkiem tego powstania, ale był jednym z przywódców. Do powstania przychodzi jako człowiek dorosły, mający wysokie kwalifikacje zawodowe: inżynier i oficer wojsk cesarskich, który zdolny jest pokierować akcją powstańczą, akcją zbrojną ze względu na swoje przygotowanie w tej dziedzinie. I dlatego też poszedł do boju powstańczego będąc nawet ministrem. To wszystko razem było świadectwem, jak bardzo kochał swoją ziemską ojczyznę, jak bardzo pomagał jej w walce o byt i wolność, jak bardzo był gotów stanąć oko w oko ze śmiercią. Te, decyzje podejmował jako człowiek dorosły z całą świadomością obowiązku. Wiedział, że powstanie ma ciężkie zadanie, że jest sprawą przegraną, a jednak uważał sobie za swój święty obowiązek, ażeby do tego trudnego zadania przyłożyć rękę. „Mocna jest jako śmierć miłość”. W tym miejscu ojciec Rafał Kalinowski udowodnił, że jego miłość była mocna jak śmierć – owszem mocniejsza od śmierci.

Kiedy powstanie się zakończyło, kiedy upadło, został skazany na śmierć, ale go później ułaskawiono, zmieniono mu tę karę na więzienie, a po jakimś czasie skazano na Sybir; wreszcie, gdy powrócił na Litwę do swoich, musiał wyjechać za granicę carskiej Rosji.

To jest jego wielkość ducha i tej wielkości nie możemy zapomnieć w roku Tysiąclecia Chrztu Polski. Nie możemy zapomnieć tym bardziej, że ta wielkość jego ludzka, patriotyczna, ta gotowość na śmierć z miłości ojczyzny płynęła najgłębszym chrześcijańskim nurtem, że taką miłość ojczyzny, własnego narodu, dyktowała nadprzyrodzona miłość Boga, że światło i pobudkę do tej miłości i ofiary czerpał z Ewangelii. Bo już przed powstaniem i przed swoim udziałem w powstaniu był człowiekiem głęboko religijnym, człowiekiem o dojrzałym życiu nadprzyrodzonym. Był świętym i uchodził za świętego zanim wszedł na tę szczególną drogę świętości, do której Bóg go powołał, po długim bo 40-letnim okresie jego życia w świecie.

Kiedy patrzymy na jego postać i na postać jego rówieśnika, bardzo podobną do ojca Rafała Kalinowskiego, mianowicie Brata Alberta Chmielowskiego, również powstańca, na postacie naszych rodaków, którzy tak długo byli w świecie, to wówczas przychodzi nam na myśl konstytucja Soboru Watykańskiego II o apostolstwie świeckich.

Myślę, że w tych postaciach i w wielu innych znajdziemy w pierwszym Tysiącleciu bardzo dojrzałe wzory do zobrazowania posłannictwa ludzi świeckich w Kościele. Ale Pan Bóg w swojej niewypowiedzianej Opatrzności skierował go na inne drogi i nawet to, że został ocalony od śmierci powstańczej, która już była po ludzku zadekretowana, nawet to trzeba rozumieć jako szczególny palec Boskiej Opatrzności, która wskazała mu dalszą drogę. Ojciec Rafał przedtem nosił imię Józef. Nim odnalazł w sobie to nowe powołanie, powołanie na drogę życia doskonałego, na drogę życia zakonnego, przedtem jeszcze inną położył zasługę dla pierwszego Tysiąclecia Chrztu Polski – mianowicie był wychowawcą księcia Augusta Czartoryskiego i temu swojemu wychowankowi zaszczepił najszczytniejsze ideały patriotyczne i chrześcijańskie, bo jak może wiecie, ten jego wychowanek z książęcego rodu wstąpił do młodego wówczas Zgromadzenia Księży Salezjanów i w tym zgromadzeniu młodo umarł również w opinii świętości i dziś jest jednym z tych kandydatów na ołtarze, których pierwsze Tysiąclecie przekazuje drugiemu. A ojciec Rafał znalazł Karmel i w tym Karmelu szukał realizacji owego drugiego zadania, które dzisiaj na drugie Tysiąclecie Chrztu Polski jego bracia zakonni wypisali w pobliżu jego grobu na zewnętrznym murze klasztoru: „Pod wieczór życia sądzić cię będą z miłości”.

Ojczyznę ziemską ukochał tak, że dla jej sprawy wybrał śmierć, a teraz po raz drugi przyszło mu wybierać śmierć z miłości ojczyzny wiekuistej, z miłości tej, która stanowi pierwsze i najważniejsze przykazanie Ewangelii, która stanowi, jak się wyraża św. Paweł, zawiązkę doskonałości. Przyszło mu wybierać śmierć dla tej miłości Boga nade wszystko, Boga dla Niego samego. Ta miłość Boga nade wszystko, miłość Boga dla Niego samego sprawiła, że obrał mury Karmelu i nakazała mu za tymi murami wszystko opuścić a Jego jednego, Ojca Przedwiecznego i Odkupiciela naszego Jezusa Chrystusa i Ducha Świętego szukać całą gorliwością jego głębokiej duszy. Bo życie zakonne według tego pojęcia, jakie zawsze Kościół miał i jakie w sobie teraz odnowił przez Sobór Watykański II, jest konsekracją osoby, to jest poświęceniem człowieka wyłącznie dla Boga. To jest ofiara, ofiara złożona z całej ludzkiej istoty tak zewnętrznej, a przede wszystkim z istoty wewnętrznej. Ofiara umysłu, woli i serca złożona w duchu wiary. Ofiara ta, jak wiemy, łączy się z realizacją trzech rad ewangelicznych, mianowicie: czystości, dziewictwa, rady ubóstwa i rady posłuszeństwa. Te wszystkie trzy rady ewangeliczne stają się drogą życia zakonnika, zakonnicy, stają się drogą życia ojca Rafała, karmelity bosego, i na tej drodze realizowała się jego droga życia w miłości. „Miłość mocniejsza niż śmierć”. Bo w życiu zakonnym jest coś ze śmierci, nie fizycznej ale duchowej. Człowiek taki winien jak najbardziej obumrzeć sobie, aby żyć w Chrystusie – Mistycznym Ciele, a żyć dla ofiary i żyć ukryty dla braci, dla ludzi, dla całej ludzkości.

To pierwsze przykazanie: „Miłuj Boga nade wszystko” zawiera w sobie wszystkie inne miłości i wszystkie przewyższa. Tak to najważniejsze przykazanie miłości pojął i wypełnił ojciec Rafał Kalinowski, karmelita bosy. A pojął to największe przykazanie na drodze powołania zakonnego w sposób bezwzględny, bezkompromisowy, nie oszczędzając się, kładąc na ofiarę całe swoje ja, każdego dnia i każdej nocy. Prowadząc życie umartwione, pokorne, surowe, ukryte według surowej reguły. I to życie jak wspomniałem, było pewnego rodzaju duchową śmiercią. I to życie doprowadziło go do realizacji owej prawdy Pisma św.: „Mocniejsza jest niżeli śmierć miłość” – po raz drugi. Po raz pierwszy w powstaniu w miłości ojczyzny, a po raz drugi w Karmelu w miłości Boga nade wszystko. W tej miłości była i miłość ojczyzny i miłość Boga i wszystko, co się nazywa miłością w stosunku do ludzi.

Moi drodzy. Kiedy dzisiaj tutaj w dniu 15 listopada 1966 r. gromadzimy się w stosunkowo takiej nielicznej, chociaż właśnie bardzo licznej grupie, biorąc pod uwagę dzień powszedni i taką niepogodę, gdy więc gromadzimy się tu w takiej grupie licznej, aby rozważyć życie i śmierć, a nade wszystko świętość ojca Rafała Kalinowskiego, to czynimy to tylko dlatego, że przekazujemy z pierwszego Tysiąclecia jakieś wielkie dobro. Temu dobru na imię jest człowiek oddany Bogu, człowiek święty według naszego przekonania.

To dobro jest największym i najistotniejszym dobrem Kościoła i ludzkości. My to dobro w pierwszym Tysiącleciu wypracowaliśmy a w roku Tysiąclecia Chrztu niejako przekazujemy drugiemu Tysiącleciu jako depozyt, aby pamięć po ojcu Rafale trwała i aby ta pamięć świadczyła. Żeby świadczyła przede wszystkim naszym młodym pokoleniom, jak głęboko trzeba patrzeć na życie, jak trzeba kochać ojczyznę i jak bardzo trzeba kochać Boga a potem wszystkich ludzi. „Mocniejsza jest niźli śmierć miłość”. Dlaczego? Dlatego, że pod wieczór życia sądzić nas będą z miłości.

Oto człowiek, który dojrzał do śmierci, do sądu Bożego, do sądu miłości. I my, którzy rozważamy dzieje człowieka, jego życie i śmierć, obyśmy także za jego przykładem dojrzewali przez całe nasze życie do tego sądu, na którym sądzić nas będą z miłości. Do sądu, którym nas będzie sądzić w przyszłości sam Bóg. Dziś przekazujemy to jako żywy depozyt, jako dziedzictwo naszemu nowemu pokoleniu, żeby życie ich stało się szlachetne, godne człowieka, godne Polaka, a nade wszystko godne spotkania z Bogiem twarzą w twarz. Bo takie jest nasze polskie powołanie, aby się całym życiem sposobić, przygotowywać. Pod koniec będą nas sądzić z miłości i sądzić nas będzie Miłość sama. Bo Bóg jest Miłością. Aby ta prawda, a wraz z nią ta prawda o Bogu nigdy nie osłabła wśród nas i wśród nowych pokoleń w przyszłym Tysiącleciu o to się módlmy gorąco, bo to jest sprawa życia i śmierci, sprawa być albo nie być każdego człowieka i całego narodu.

Otoczmy więc dzisiaj, bracia i siostry w kościele karmelitańskim w Czernej, otoczmy także grób ojca Rafała Kalinowskiego i prośmy Boga w Trójcy Jedynego, ażeby nasze Te Deum – Ciebie, Boże, chwalimy przyjął jako modlitwę dziękczynną i jako modlitwę błagalną.

Cieszę się bardzo, że w tym naszym czerneńskim klasztorze, przy grobie ojca Rafała, bierze udział diecezja nasza sąsiedzka, Diecezja Katowicka. Nie jest to zresztą fakt przypadkowy i odosobniony, bo do Czernej od lat zdążają nasi bracia Ślązacy z Diecezji Śląskiej, i biskupi i kapłani. Cieszę się, że jest wśród nas Biskup katowicki, mimo że taka zła pogoda, mimo trudności atmosferycznych i komunikacyjnych, że jest też reprezentacja Ludu Bożego tej bratniej diecezji. Będziemy wspólnie rozważać życie i śmierć ojca Rafała, wspólnie śpiewać Te Deum, wspólnie błagać Boga, ażeby ten wielki depozyt, który nam ojciec Rafał pozostawił, przetrwał w nowym Tysiącleciu na chwałę Bożą i na pożytek zbawienny.


Tekst spisany z taśmy magnetofonowej, nieautoryzowany. Po raz pierwszy opublikowany w 1980 roku przez Postulatorski Ośrodek Studiów. Biuletyn Informacyjny (Rzym) nr 10, str. 180-185.