Życie św. Teresy od Jezusa

Reformatorka Karmelu



W wewnętrznym zwrocie Teresy – jak już wspomniano – zaważyło przede wszystkim przeżycie emocjonalnie wyobrażeniowe, wsparte tak potężną łaską, że zmieniło radykalnie jej życie: wyzbyła się wreszcie ufania sobie samej, a całą swą ufność złożyła w Bogu. To całkowite zawierzenie Bożemu miłosierdziu pozwoliło jej oddać się spokojnie modlitwie wewnętrznej i jednocześnie podjąć ryzykowną decyzję założenia reformowanego klasztoru karmelitańskiego, co stało się początkiem wielkiej reformy Zakonu.

Gdy doświadczała pierwszych sprzeciwów ze strony ówczesnego Karmelu i świata, podtrzymywał ją wewnętrzny głos Boga, którego już nauczyła się nadsłuchiwać i być mu posłuszną. „Pan przykazał mi stanowczo, abym starała się ze wszystkich sił o założenie tego klasztoru i sprawy tej nie zaniedbywała; że będzie w nim kwitła żarliwa służba Jego; że ma być pod wezwaniem św. Józefa. […] Polecił mi powtórzyć spowiednikowi Jego rozkaz” (Życie, 32, 11). Samo przyznanie się do objawienia stanowiło dla Teresy niemałe upokorzenie w okresie, gdy tak „oświeconych” palono na stosie. Cóż dopiero, gdy jej poczynania zostały ujawnione!

Zaledwie rzecz stała się wiadomą w mieście, wraz też podniosło się na nas prześladowanie trudne do opisania w kilku słowach. Zewsząd dochodziły nas szyderstwa i wyśmiewania; na mnie mówiono, że snadź oszalałam, kiedy chcę porzucić klasztor, w którym jest mi tak dobrze. […] Nie wiedziałam, co począć; poniekąd zdawało mi się, że mają słuszność. Gdy w takim znękaniu, uciekając się do modlitwy, polecałam się Panu, On w boskiej łaskawości swojej raczył mnie pocieszyć i dodać mi odwagi. Rzekł mi, że poznam tu, jak wiele ucierpieli święci założyciele zakonów; że dużo większe jeszcze, i takie, jakich ani przedstawić sobie nie zdołam, czekają mnie prześladowania; ale o to nie powinnam się troszczyć” (Życie, 32, 14).

Ta osobliwa zachęta – pozornie raczej zniechęcająca i zatrważająca – niosła z sobą moc i odwagę. Zanim pierwszy klasztor Reformy rzeczywiście został poświęcony, Teresa zmagała się z niekończącymi się napaściami i intrygami. Zawsze energiczna i zaradna, bywała przecież często u kresu sił i wytrzymałości. Wspomagała ją wówczas skutecznie świadomość wybrania przez Boga jej właśnie dla wypełnienia Jego zamysłu. W przeciągu trzynastu lat, tj. od 1562 do 1575 roku – mimo ciągłych chorób i zupełnego braku funduszy – założyła jedenaście klasztorów: w Awili, Medina del Campo, Malagón, Valladolid, Toledo, Pastranie, Salamance, Alba de Tormes, Segovii, Beas de Segura i w Sewilli. Trzeba przeczytać Księgę fundacji, aby ocenić wielkość wkładu tej schorowanej zakonnicy, nazywającej siebie – trochę z pokory, a trochę z przekory – „nieuczoną kobietą”. Epopeja fundacji, czyli zakładania nowych karmeli, wiernie odzwierciedla osobowość Teresy. Pisana jest z humorem i szczyptą ironii zarówno w odniesieniu do związanych z fundacjami osób postronnych, jak i z nią samą i karmelitankami. Siostry jechały zwykle krytymi wozami, zaprzężonymi w muły, i w swej kilku czy kilkunastodniowej podróży starały się gorliwie wypełniać swe obowiązki zakonne, dotyczące zwłaszcza modlitwy wewnętrznej i brewiarzowej. Oto fragment przygód przy wjeździe sióstr do Kordoby, gdy okryte i zasłonięte długimi welonami, wywołały prawdziwą sensację, powodując zbiegowisko przerażonych gapiów.

Wysiadłyśmy przed kościołem; twarzy naszych wprawdzie nikt nie mógł widzieć, bo nosiłyśmy, jak zawsze, spuszczone duże zasłony; ale już sam widok tych zasłon i białych samodziałowych płaszczy naszych i sandałów na nogach, łatwo mógł wzniecić, i w rzeczy samej wzniecił, powszechne między ludem poruszenie. I nasze też wzruszenie nie było mniejsze; tyle przynajmniej mu zawdzięczam, że pod wrażeniem jego gorączka moja całkiem mnie opuściła. […] Była to jedna z najcięższych przykrości, jakich w życiu moim doznałam. Widok nasz bowiem takie wśród ludu zgromadzonego w kościele wzbudził poruszenie i taki zgiełk, jak gdyby to była walka byków na arenie” (Księga fundacji, 24, 14).

Teresa jest wielką realistką i nic nie ujdzie jej uwagi. W listach, pełnych kobiecego uroku i matczynej troski o adresatów, przeplata często sprawy duchowe i mistyczne z najbardziej praktycznymi i prozaicznymi. Zachęcając np. jakąś czcigodną damę do częstej spowiedzi św. ze względu na miłość Boga i do niej, jednocześnie jej przypomina o przyobiecanych siostrom indykach. Cechuje ją harmonia działania apostolskiego i doświadczenia mistycznego. Jej posłannictwo łączy w równej mierze gorliwość apostolską i spokój ducha, modlitwę i kierownictwo duchowe, ascezę i kobiecą tkliwość. Jej postać da się uchwycić jedynie na podstawie przeciwieństw i paradoksów. Ukochała Boga i człowieka miłością bez granic i rozdzielania jednej od drugiej. Świętość, jaką przyznawano jej już za życia, nie wygaszała wcale jej cech wrodzonych ani nie pozbawiała do końca pewnych braków i niedoskonałości, temperowała je jedynie i uczyła wszystko przemieniać na drzazgi dla rozpalania w sobie coraz większego płomienia miłości połączonej z prawdziwą pokorą serca. Weszła do historii w całej glorii swej kobiecości, oddana całkowicie Bogu i ludziom. Jej ludzkich dyspozycji Bóg nie tylko nie zniszczył, ale ubogacił je potężnie swoją łaską, tak że Teresa może być przykładem udoskonalonego człowieczeństwa. Nawet gdy spoglądamy na nią jako na wzór chrześcijańskiego doświadczenia Boga, zasadzającego się na doskonałej wierze, nadziei i miłości, widzimy jak po ludzku wierzyła, ufała i kochała i jak się zmagała ze swymi ograniczeniami, raz po raz upadając, to znów podnosząc się ze słabości swej natury. Odnowicielka Karmelu i Kościoła, matka i mistrzyni życia duchowego, wreszcie doktor Kościoła pozostaje dla nas ciągle aktualnym wezwaniem do cierpliwego budowania życia Bożego na naturze, którą sam Stwórca nas obdarzył.