Wpływ środowisk życia na duchowość świętego Rafała Kalinowskiego

Od chwili nawrócenia w sposób szczególny przeżywał swoją więź z Kościołem. Najpierw była to wdzięczność za sakramenty święte, zwłaszcza za chrzest, sakrament pokuty i Eucharystię. "W nędzy życia mojego w cóż bym się obrócił, jeśli bym nie miał otwartych skarbów w Kościele Twoim, o dobry Zbawicielu?"

o. Honorat Gil OCD

Okres wileński



W stosunkowo długim życiu św. Rafała można wyróżnić kilka okresów o różnym czasie trwania, które w sposób istotny wpłynęły na jego formację i rozwój duchowy, a następnie na oddziaływanie duszpasterskie. Były to kolejno: okres wileński, spędzony w domu rodzinnym i w Instytucie Szlacheckim (1835-1850), lata studiów i służby w wojsku (1850-1863), katorga i zesłanie (1864-1874), lata formacji zakonnej (1877-1881) i posługi kapłańskiej (1882-1907).

Po Kongresie Wiedeńskim wielu Polaków łudziło się, że Aleksander I szczerze dąży do przyłączenia Litwy do Królestwa Polskiego. W rzeczywistości carat zawsze bardziej wierzył w skuteczność sił policyjnych niż w możliwość pozyskania sobie sympatii Polaków drogą ustępstw. Klęska Powstania Listopadowego stała się politycznym pretekstem do zaplanowanej i zaczętej już wcześniej akcji osłabienia żywiołu polskiego w nadgranicznych guberniach zachodnich. Akcja ta przebiegała równocześnie kilkoma nurtami, uderzając w podstawy bytu biologicznego, gospodarczego i kulturalnego Polaków. Tylko w ramach represji za udział w Powstaniu Listopadowym Polacy na kresach wschodnich utracili ponad 2700 majątków, w latach 1832-1850 deportowano w głąb Rosji ponad 50 tysięcy drobnej szlachty. Ponieważ żywioł polski najsilniejszy był na Wileńszczyźnie, stąd nic dziwnego, że represje na tych terenach odczuto szczególnie mocno. Car Mikołaj I i podległa mu biurokracja uznały kulturę i oświatę polską za główne źródło buntowniczego ducha młodzieży polskiej, dlatego w roku 1832 zniesiono Uniwersytet Wileński i Liceum Krzemienieckie, a w pozostawionych nielicznych gimnazjach językiem nauczania został rosyjski.

Równolegle represje objęły również Kościół katolicki obu obrządków, uzależniając nie tylko jego administrację, ale również działalność duszpasterską od władz państwowych. W roku 1839, przy współpracy kilku duchownych, zniesiono Kościół unicki na Litwie i Białorusi, a półtora miliona jego wiernych – mimo oporu z ich strony – przyłączono do prawosławia. Pod surowymi sankcjami zakazano przechodzenia z prawosławia na katolicyzm, dzieci z małżeństw mieszanych musiały być wychowywane w prawosławiu, kapłanom katolickim zakazano spowiadania osób nieznajomych, aby w ten sposób utrudnić byłym unitom korzystanie z sakramentów w Kościele łacińskim. Już przed powstaniem ukazy carskie ograniczały przyjmowanie kandydatów do zakonów, kasowano również pojedyncze klasztory, np. w Brześciu Litewskim w ramach budowy twierdzy wojskowej w tym mieście. W roku 1820 wydalono z Rosji wszystkich jezuitów. W roku 1832 zostało skasowanych 214 z 325 klasztorów męskich obrządku łacińskiego. Zostały one uznane za „ostoję polskości, katolicyzmu i buntu”. Razem z klasztorami upadło 216 szkół, drukarnie (m.in. karmelitów bosych w Berdyczowie), kilkaset przytułków, szpitali i zakładów dobroczynnych. Kościoły i budynki poklasztorne w większości przekazano duchowieństwu prawosławnemu. Pozostałym klasztorom zabroniono przyjmowania kandydatów i poddano je władzy biskupów. Skazane na wymarcie, były stopniowo zamykane. Ostatnie padły po powstaniu styczniowym w wyniku ogólnej kasaty klasztorów w Królestwie Polskim.

W opisanej sytuacji troskę o wychowanie narodowe i religijne swoich dzieci musiały przejąć przede wszystkim dwory i dworki szlacheckie oraz domy inteligencji, również szlacheckiego pochodzenia. Duszą tych domów najczęściej była matka. „Matka Polka”, często wdowa po powstańcu lub żona zesłańca, nie tylko błogosławiła syna idącego walczyć w powstaniu, skubała szarpie i z narażeniem życia opatrywała rannych, ale przede wszystkim dbała o to, by jej dzieci były świadome swojej polskości, wiązała je uczuciowo z polskimi tradycjami narodowymi i religijnymi.

Matka św. Rafała, Józefa z Połońskich, zmarła kilka dni po urodzeniu syna. W spadku zostawiła mu imię. Józef nie pamiętał również jej siostry, Wiktorii, która była drugą żoną ojca. Matką nazywał i jak matkę kochał Zofię z Puttkamerów, trzecią żonę ojca. Córka Maryli z Wereszczaków sprawiła, że Mickiewicz i jego twórczość stały się obecne w życiu Kalinowskich. Mając piętnaście lat Józef znał wczesną poezję Mickiewicza, Pana Tadeusza, część III Dziadów, Konrada Wallenroda. Chociaż kochał macochę, krytycznie oceniał jej nadmierną uczuciowość i niezaradność życiową, a także romantyzm poety, zwłaszcza zalecane przez niego „mierzenie sił na zamiary”.

Jakby drugim domem rodzinnym dla Józefa był dwór w Musiczach, gdzie gospodarowała jego babka, Karolina Połońska, wdowa po Józefie, ojcu Józefy i Wiktorii. Tutaj młodzi Kalinowscy z Wilna, zwłaszcza ci z Połońskich, spędzali wakacje pod czujnym okiem babki, mądrej, roztropnej, pobożnej i doskonałej gospodyni, która matkowała wszystkim. „O nikim nie zapominała, dla każdego miała słówko uprzejme, o wygody wszystkich dbała nie mniej jak o swego jedynaka, syna Lucjana. Toteż wszyscy ją jak matkę kochali” – wspominał o niej po latach najmłodszy brat Józefa, Jerzy. Wakacje gromadziły w tym dworze liczne grono młodzieży o różnym stopniu pokrewieństwa i powinowactwa. Przyjeżdżali także licznie sąsiedzi. Dla miłego spędzenia czasu urządzano wycieczki piesze i konne, wspólnie udawano się na grzybobranie lub polowanie, podczas żniw pomagano przy zbiorze zboża, a wieczorem całe towarzystwo bawiło się pod czujnym okiem babki. Ułatwiało to zapoznawanie się młodych, nawiązywanie nici przyjaźni i sympatii, co bardzo często prowadziło na kobierzec ślubny. To w Musiczach poznali swoje przyszłe żony Wiktor i Karol, bracia Józefa, tam również Józef zaprzyjaźnił się z Celiną Gruszecką, która na szczęście dla niego, dała mu kosza. Najpewniej owocem tego wychowania w licznym gronie rodzeństwa (ośmioro braci i sióstr) i krewnych (Lucjana, syna Połońskiej, kochał bardziej niż braci) było uwrażliwienie Józefa na potrzeby innych. Z domu rodzinnego wyniósł Józef pewien dystans w stosunku do dóbr materialnych. W rodzinie Kalinowskich nie było głodu, ale było skromnie. Rodzina żyła z pracy ojca i przez wykształcenie przygotowywała dzieci do zdobycia zawodu, który miał im zapewnić środki do życia. Kiedy w drodze na katorgę Józef, zdaniem ojca, zbyt beztrosko rozpożyczył potrzebującym kolegom pieniądze otrzymane od rodziny, ojciec oskarżył siebie, że nie nauczył dzieci troski o jutro.

Trzecim wreszcie domem Józefa w Wilnie był Instytut Szlachecki, gdzie internat był obowiązkowy nawet dla uczniów z miasta. Mieszkał w nim siedem lat: od ósmego do piętnastego roku życia. Uczniami szkoły w większości byli Polacy, nauczycielami i wychowawcami również w większości Polacy (jednym z nich był ojciec Józefa), językiem nauczania (poza religią) rosyjski, a celem – rusyfikacja wychowanków i przygotowanie ich do służby państwowej, zwłaszcza w armii rosyjskiej. W pierwszych latach istnienia szkoły władze rosyjskie mogły być zadowolone: prawie wszyscy absolwenci zgłaszali się do wojska. Po kilku latach, dzięki polskim nauczycielom, sytuacja zmieniła się. Z trzydziestoosobowej klasy Józefa służbę w wojsku wybrało tylko kilkunastu i to najsłabszych maturzystów. Szkoła, mimo swoich widocznych braków, dawała uczniom solidną wiedzę (poza historią ojczystą), dobre wychowanie, także religijne (o czym za chwilę), resztę uzupełniały „lekcje pokazowe”, czyli kontakt z życiem i zabytkami miasta, na co zwracali uwagę niektórzy nauczyciele.

O przeszłości kraju opowiadały wspaniałe barokowe kościoły wileńskie, także kościoły unickie, odwiedzane również przez wiernych obrządku łacińskiego. Bardzo wymownym symbolem sytuacji narodu był dawny zamek królewski, zamieniony na kazamaty, z których armaty były skierowane na miasto. Codzienne przejawy terroru i ucisku wobec narodu polskiego budziły w uczniach Instytutu, mimo ich młodego wieku, nie tylko uczucie trwogi, ale również nienawiść do rządu, którego były dziełem. Naprzeciw budynku Instytutu, po drugiej stronie ul. Świętego Ducha, znajdował się klasztor dominikanów, zamieniony przez Rosjan na więzienie polityczne. Uczniowie doskonale zdawali sobie sprawę, kto i za co siedzi w murach podominikańskich. Niektórzy, bardziej aktywni, usiłowali nawet porozumiewać się z więźniami przez wąską ulicę. O. Rafałowi na całe życie utkwił w oczach olbrzymi wóz z platformą, na której stali osądzeni z katem. Skazanych wywożono z więzienia na rynek, gdzie publicznie łamano nad nimi szablę na znak odebrania im praw cywilnych i szlacheckich przed zesłaniem na Sybir. Tą samą ulicą pędzono dzieci żydowskie, odebrane rodzicom, by w zakładach rosyjskich poddać je rusyfikacji, a następnie wcielić do armii. „Oddychało się niewolniczością” – napisał o. Rafał we Wspomnieniach. Dla aktywnej części młodzieży represje były lekcją patriotyzmu, rozbudzały w niej świadomość narodową, ukazywały zagrożenia dla bytu narodowego, były wezwaniem do przeciwstawienia się zaborcy. „Wszystko wyżej podane – wspominał o. Rafał – było księgą, której karty służyły za rodzaj apostolstwa na niwie ojczyzny, bez potrzeby głównej propagandy”.

Młodzież nie byłaby jednak sobą, gdyby nie usiłowała czynnie wystąpić przeciw uciskowi. Także w Instytucie, wśród uczniów starszych klas, tworzyły się uczniowskie kółka samokształceniowe. Czytano z zapałem dzieła Mickiewicza i książki o historii kraju. Bardzo często odbywało się to kosztem nauki. Jeden z wychowawców, posądzony przez uczniów o szpiegowanie na rzecz policji, został przez nich „ukamienowany” poduszkami.

Władze walcząc z polskością i ograniczając wpływy Kościoła, nie rezygnowały z wychowania religijnego. W Instytucie uczniowie pobierali lekcje religii, w niedziele i święta uczestniczyli we Mszy świętej, dwa razy w roku urządzano dla nich rekolekcje, brali udział w procesji Bożego Ciała ulicami miasta… „Pod względem więc religijnym nic nam nie brakowało. Chyba tylko naszej dobrej woli” – ocenił o. Rafał we Wspomnieniach.