Walka duchowa. Filary świątyni serca

Filar ewangelicznej cierpliwości (cd.)



Konferencja druga

Mylnie rozumując bezbożni mówili sobie: Zróbmy zasadzkę na sprawiedliwego, bo nam niewygodny. Dotknijmy go obelgą i katuszą, by poznać jego łagodność i doświadczyć jego cierpliwości… Tak pomyśleli i pobłądzili, bo własna złość ich zaślepiła. Nie pojęli tajemnic Bożych, nie spodziewali się nagrody za prawość i nie docenili odpłaty dusz czystych (Mdr 2, 19 i 22).

Nikt z nas nie rodzi się doskonale cierpliwym. Tej cennej cnoty nabywamy systematyczną pracą, gdyż – jak mówi biblijny Mędrzec – „cierpliwy i opanowany więcej może niż siłacz” (Prz 16, 32). Człowiek cierpliwy może posiąść dobra, o których nie śniło się ludziom gwałtownym, narzekającym, poddającym się przed każdą napotkaną trudnością, ludziom pragnącym mieć wszystko naraz. Obok cierpliwego znoszenia siebie stoi przed tobą zadanie doskonalenia cierpliwości wobec drugiego człowieka, który z powodu wrodzonej niedoskonałości, a czasami zwyczajnej złośliwości i przewrotności poddaje cię próbie. Na tym polu szatan odnosi niejednokrotnie wielkie zwycięstwa, wyrządzając duże szkody duchowej świątyni ludzkiego serca.

„Jeśli trwamy w cierpliwości, wespół z Chrystusem królować będziemy” (2 Tm 2, 12) – poucza święty Paweł. Trwanie w cierpliwości, nie tyle samym pragnieniem, co postawą, zapewnia królowanie z Chrystusem nad otaczającą nas rzeczywistością, nad ludźmi, nad wydarzeniami. Człowiek cierpliwy zwycięża swego przeciwnika. „Kiedy się żegnałam z siostrami – zanotowała święta Faustyna – i już miałam odjechać, jedna z sióstr bardzo mnie przepraszała, że mi tak mało dopomagała w obowiązku i że nie tylko mi nie dopomagała, ale że się starała zawsze utrudniać. Jednak ja ją w duszy uważałam za dobrodziejkę wielką, bo wyćwiczyła mnie w cierpliwości; do tego stopnia mnie ćwiczyła, że jedna ze starszych sióstr wyraziła się tak – że siostra Faustyna to albo głupia, albo święta, bo naprawdę przeciętny człowiek nie zniósłby tego, żeby tak ktoś stale robił na przekór. Ja jednak zawsze zbliżałam się do niej z życzliwością. Starała się ta pewna siostra tak utrudniać mi pracę w obowiązku, że pomimo mojego wysiłku udało się jej nieraz coś zepsuć z tego, co było dobrze zrobione – jak mi sama przy pożegnaniu zeznała, przepraszając mnie bardzo. Nie chciałam wnikać w jej intencje, ale brałam to jako doświadczenie Boże”.

Zobaczmy, jak zachowuje się święta Faustyna wobec nieżyczliwej siostry. Pamiętajmy, że jest ona praktykiem, a nie teoretykiem cnoty cierpliwości. Jej wskazówki mają więc dla nas tym większą wartość.

„Ja ją w duszy uważałam za dobrodziejkę wielką”. Dla naśladowcy Jezusa jedyną perspektywą oceniania wydarzeń są Jego Ewangelie. One ukazują wielką wartość przeżywanych doświadczeń. Drugi człowiek spoczywa w ręku Boga, czy sobie z tego zdaje sprawę, czy też nie. Jest Jego narzędziem, którym kształtuje twoją duchową sylwetkę. Najczęstszą przyczyną ludzkich rezygnacji w obliczu doświadczeń jest brak nadprzyrodzonego wzroku duszy. Bez odwołania się do przykładu Jezusa dostrzeżesz w drugim człowieku tylko intrygę, tylko zawiść, tylko działanie na twoją niekorzyść, tylko wroga.

„Siostra Faustyna to albo głupia, albo święta”. Odważne i cierpliwe trwanie w obliczu doświadczenia będzie nieraz powodem niezrozumienia ze strony tych ludzi, którzy nie pojmują przedziwnych dróg postępowania Boga. Człowiek cierpliwy myśli i osądza pod wpływem ducha mądrości. Kto go nie ma, zawsze będzie się gorszył poniżaniem nas przez innych. Dla ciebie, naśladowcy cierpliwego Chrystusa, znoszenie doświadczenia jest zyskiem. Dla kogoś, kto jest innego ducha, będzie to strata. Nie powinno cię to dziwić ani wytrącać z równowagi. Wieczność odsłoni w pełnym świetle prawdziwych zwycięzców.

„Zawsze zbliżałam się do niej z życzliwością”. To kolejna wskazówka świętej Faustyny. Bóg miłuje radosnego dawcę. Składając ofiarę cierpliwości, trzeba wznieść się na wyższy poziom. Temu, kto cię doświadcza, próbuj okazywać życzliwość. Tak postępował Jezus wobec Judasza przez cały czas jego obecności w gronie apostołów. Nawet w Getsemani, w chwili zdrady nazwał go przyjacielem. Tego słowa nie wypowiedział jako kłamstwo. Cierpliwość połączona z życzliwością wobec prześladowcy jest prawdziwym panowaniem nad nim. Gdy żyjesz z Chrystusem na co dzień, wówczas daje ci On moc, byś okazał życzliwość i przebaczył tym wszystkim, którzy przez długi nieraz czas wystawiali cię na próbę, czy może nawet targnęli się na twoje życie. Tak, jak pierwsi męczennicy, o których czytamy w sienkiewiczowskim Quo vadis: „Na koniec stanęli przed wysokim masztem przybranym w mirty i okręconym w powój. Czerwone języki ognia dochodziły tu już do kolan ofiary, ale twarzy jej nie można było od razu rozpoznać, gdyż świeże płonące gałązki przysłoniły ją dymem. Po chwili jednak lekki wiatr nocny zwiał dym i odkrył głowę starca z siwą spadającą na piersi brodą. Na ten widok Chilo zwinął się nagle w kłąb, jak raniony gad, z ust zaś wyszedł mu okrzyk, raczej do krakania niż do ludzkiego głosu podobny: – Glaukos! Glaukos!… Żył jeszcze. Twarz miał zbolałą i pochyloną, jakby chciał po raz ostatni przypatrzeć się swojemu katowi, który go zdradził, pozbawił go żony, dzieci, nasłał na niego zabójcę, a gdy to wszystko zostało mu w imię Chrystusa odpuszczone, raz jeszcze wydał go w ręce oprawców. Nigdy człowiek nie wyrządził człowiekowi straszniejszych i bardziej krwawych krzywd. I oto ofiara płonęła teraz na smolnym słupie, a kat stał u jej stóp. Oczy Glauka nie odrywały się od twarzy Greka… Nagle zachwiał się i wyciągnąwszy w górę ramiona zawołał okropnym, rozdzierającym głosem: – Glauku! W imię Chrystusa! Przebacz!… A głowa męczennika poruszyła się lekko, po czym usłyszano z wierzchołka masztu podobny do jęku głos: – Przebaczam!… Byli i tacy, którzy – zatrzymując się nagle – zadawali sobie lub innym pytania: Cóż to jest za bóstwo, które daje taką siłę wobec cierpienia i śmierci? I powracali do domów zamyśleni”.

Patrząc na świadectwo cierpliwości w życiu świętych i błogosławionych, również zadajemy sobie pytanie: Cóż to za Bóg, który swoim wyznawcom w obliczu przeróżnych form codziennego cierpienia daje tak niepojętą moc, aby cierpliwie i odważnie znieśli doświadczenie i zdolni byli przebaczyć? Tylko w łączności z Chrystusem możesz dysponować siłą, która z cierpliwego znoszenia bolesnych doświadczeń wyprowadza zasługi o wielkiej wartości w oczach Ojca.

„Nie chciałam wnikać w jej intencje”. To jeszcze jedna ważna wskazówka świętej Faustyny. Oddalaj od siebie pokusę domyślania się intencji tego, kto jest powodem twojej próby. Takie dociekania mówią, że nie posługujesz się nadprzyrodzonym wzrokiem duszy, że patrzysz tylko po ludzku. Ocenianie osób i wydarzeń miarą tylko ludzką powoduje liczne duchowe straty.

Praca nad cierpliwością to nie tylko właściwa postawa wobec bliźnich świadomie przyczyniających się do twojego cierpienia. To również, a może nawet przede wszystkim właściwa postawa wobec tych, którzy mimo, że nie żywią wobec ciebie złych intencji, są powodem trudnych doświadczeń wynikających z jakiejś wrodzonej słabości, niedoskonałości, przywar czy pewnych trudnych cech charakteru. W kontaktach z nimi bardziej potrzebujemy cierpliwości niż bohaterskich czynów.

Opowiadają, że do świętego Wincentego Ferreriusza przyszła kiedyś pewna kobieta i zaczęła się uskarżać na swego męża. – On jest taki nieznośny i gderliwy, że dłużej już z nim nie wytrzymam. Święty postanowił dać jej środek, który miał sprawić, że do ich domu wróci pokój. – Idź do naszego klasztoru – powiedział – i powiedz furtianowi, żeby dał ci trochę wody z klasztornej studni. A kiedy twój mąż wróci do domu, wypij odrobinę tej wody. Trzymaj ją jednak ostrożnie w ustach, a zobaczysz rzecz niebywałą. Kobieta wiernie wykonała polecenie Świętego. Kiedy mąż wrócił do domu i zaczął dawać upust swej niecierpliwości i złemu samopoczuciu, żona szybko sięgnęła po cudowną wodę i zacisnęła wargi, aby nie uronić z ust ani kropli. I rzeczywiście, wkrótce mąż zamilkł. Tego wieczoru burza minęła nadzwyczaj szybko. Jeszcze kilka razy kobieta użyła tajemniczego środka; zawsze z tym samym cudownym skutkiem. Mąż od tej pory stał się dużo lepszym człowiekiem, a nawet zaczął podziwiać jej łagodność i cierpliwość. Kobieta poszła ponownie do świętego Wincentego, by opowiedzieć mu o działaniu cudownej wody. Święty wyjaśnił jej: – Woda z klasztornej studni nie sprawiła żadnego cudu. Cud zawdzięczasz milczeniu. Wcześniej swoimi odpowiedziami doprowadzałaś męża do pasji. Twoje milczenie wyciszyło go i złagodziło jego zachowanie.

Aby przyjąć postawę cierpliwości wobec dostrzeganej na co dzień słabości bliźniego, trzeba uświadomić sobie dwie rzeczy. Najpierw to, że jesteś po części odpowiedzialny za wychowanie żyjącego obok ciebie człowieka. Bywa często, że twoje gwałtowne zachowania i reakcje opóźniają jego postęp w tej dziedzinie. Tak jak kobieta z przytoczonej przed chwilą historii możesz komuś ułatwić pracę nad jego wadami, ale i utrudnić. Twoja wyrozumiała cierpliwość pomoże mu szybciej dojrzeć.

I druga rzecz. Pamiętaj, że nie zrywa się dojrzałych owoców na wiosnę, bo wszystko ma sobie właściwy czas. Co to znaczy? Żyjący obok ciebie człowiek najczęściej dobrze wie, jakim być powinien. Jest to jednak wiedza intelektualna. Nabywamy jej stosunkowo szybko, czytając, obserwując, pytając się innych. Ta wiedza nie czyni nas automatycznie mądrymi życiowo. Życiowa mądrość zależy od postawy serca. Ono jednak uczy się znacznie wolniej. Potrzebuje więcej czasu, nieraz długich lat, aby to, co przyswoiliśmy sobie, poprzez różne, nieraz trudne doświadczenia przełożyło się na język praktyki. Nie możesz oczekiwać od bliźnich, że w jeden dzień, miesiąc czy rok staną się doskonali.

Święty Jan od Krzyża mawiał, że nawet gdybyś znalazł się w społeczności aniołów, po jakimś czasie dostrzeżesz w nich coś, co będzie cię denerwowało. Oto prawda o człowieku! Trzeba ci zatem uczyć się czekać na dojrzałe owoce w twoim bliźnim. Taka postawa nazywa się cierpliwością długomyślną. Obserwujemy ją w postępowaniu Jezusa względem apostołów i ludzi, którzy Go za życia otaczali, a także względem nas obecnie. Jezus zwycięża dzięki umiejętności czekania na dojrzałość ludzkiego serca. Wie, że zabiegi czynione teraz wydadzą owoce może za kilka lat, może za kilkanaście, a może dopiero gdzieś pod koniec życia. On potrafi mądrze czekać. Takiej umiejętności powinniśmy się wszyscy uczyć od Niego.