Walka duchowa. Filary świątyni serca

Filar królewskiej cnoty pokory (cd.)



Konferencja druga

Nie szukaj wymówek, gdy masz spełnić swój obowiązek, i nie przechwalaj się, gdy przyszedł czas twego poniżenia. Lepszy jest ten, który pracuje, a opływa we wszystko, niż ten, co przechadza się poważny, a nie ma chleba. Ze skromnością dbaj o cześć dla swej osoby i oceniaj siebie w sposób należyty (Syr 10, 26-8).

Pokora jest lekarstwem, które zwalcza przejawy pychy. Ta bowiem, gdy jej nie upilnujesz, rozwinie się jak śmiercionośny rak w ludzkim organizmie. Z upływem czasu kilka chorych komórek zaraża nawet całe narządy ciała. Pycha ma swoje korzenie, z których wyrasta łodyga, a później pojawia się dojrzały owoc. Od niewłaściwej ciekawości człowiek przechodzi do lekkomyślności, dalej głupoty i niestosownej wesołości, chełpliwości, dziwaczności, arogancji, zarozumiałości, nieuznawania swoich win, ukrywania grzechów na spowiedzi, buntu, niepohamowanej swobody, aż wreszcie wszystko kończy się nałogiem grzeszenia, nawet ze wzgardą Boga.

Pokora powściąga w człowieku pychę we wszelkich jej postaciach. Pycha to przewrotne umiłowanie siebie, to przepaska na oczach utrudniająca widzenie prawdy. Nie chce uznać wielkości Boga. Wzbrania nam chętnie przyjmować pouczenia od innych i skłania nas do ciągłego dyskutowania nad otrzymanymi wskazówkami.

Ducha głębokiej pokory opisuje Psalm 131. „Panie, moje serce się nie pyszni i oczy moje nie są wyniosłe. Nie gonię za tym, co wielkie, albo co przerasta moje siły. Przeciwnie: wprowadziłem ład i spokój do mojej duszy. Jak niemowlę u swej matki, jak niemowlę – tak we mnie jest moja dusza”. Autor natchniony podpowiada ci stopnie wiodące do życia głębią pokory. Aby w twoim sercu pojawiła się stosowna do tego atmosfera, muszą zaistnieć pewne warunki. A więc najpierw cierpliwa praca nad przejawami nerwowego pragnienia bycia kimś. Ponadto poprzestanie na tym, co małe, bo Ojciec nie tyle potrzebuje twoich czynów, co oddania Mu twego serca. I wreszcie zaprowadzanie w twoim wnętrzu ładu i pokoju, co dokonuje się przez panowanie nad poruszeniami i pragnieniami.

Postawa pokory to na pierwszym miejscu wysiłek akceptacji sercem tajemniczych nieraz zrządzeń Bożej opatrzności. Rzecz w tym, byś nauczył się przyjmować to, co Ojciec ci daje. To jest cenniejsze od wysiłku ofiarowania Mu różnych rzeczy. Prawdziwą pokorą, czyli dawaniem siebie, jest przyjmowanie bez zastrzeżeń tego, co On dopuszcza. Taki model pokory pozostawiła nam święta Teresa z Lisieux, która często tłumaczyła, że zasługa polega nie na tym, aby wiele czynić i dawać, lecz na tym, by przyjmować i wiele kochać. Pełnienie woli Ojca jest miarą doskonałości i pokory.

„Bóg pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje” – poucza nas w swym liście święty Jakub Apostoł (Jk 4, 6). Jak zatem starać się o pokorę i bronić się przed pychą?

Staje przed tobą zadanie kształtowania właściwych postaw względem pochwał i zarzutów, z którymi spotykasz się w swojej codzienności.

Co się tyczy pochwał, to dokładaj starań, aby nie chwalić się samemu. „Ci się chwalą, którzy uważają, że za mało są chwaleni” – mówi znane przysłowie. Przypomnij sobie w tym miejscu postawę faryzeusza, jego modlitwę w świątyni, którą Jezus odrzucił. „Faryzeusz stanął i tak w duchu się modlił: Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam” (Łk 18, 11-12).

Nie oczekuj również na pochwały. Szukając ich, tracisz zasługę dobrych uczynków. Jezus napomina cię w tym względzie: „Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego” (Mt 6, 1); „Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę” (Mt 6, 2).

Trzeba ci ponadto odrywać serce od upodobania w pochwałach. Jeżeli człowiek jest uczynny i otwarty na innych, to jest rzeczą niemożliwą, aby nie usłyszał pochwały czy podziękowania za dokonane dobro. Nie w tym rzecz, byś przed nimi uciekał. Chodzi o to, byś nie przywiązał do nich swego serca. Wysłuchaj pochwały w głębokiej pokorze i odnieś ją zaraz do Boga, bo On dał ci łaskę uczynienia dobra i wszelka pochwała za dobro w świecie Jemu się należy. Unikaj więc chełpliwości w sercu z powodu dokonanego dobra, mając w pamięci napomnienie świętego Pawła: „Cóż masz, czego byś nie otrzymał? A jeśliś otrzymał, to czemu się chełpisz tak, jakbyś nie otrzymał?” (1 Kor 4, 7). Ta postawa chroni przed wyniosłością i zapewnia szczególne umiłowanie ze strony Ojca.

Psalmista mówi nam, że Bóg ma upodobanie w ukrytej prawdzie (Ps 51, 8). Gdy wysłuchujesz pochwały w pokorze serca i nie zawłaszczasz jej dla siebie, przyciągasz ku sobie cały Majestat Boży, a sam stajesz się wielki w Jego oczach. Jakże wymownie brzmią słowa świętej Faustyny, opisujące uniżenie i pokorę serca: „Jezu, Ty wiesz, jak gorąco pragnę się ukryć, aby mnie nikt nie znał, tylko Twoje najsłodsze Serce. Pragnę być fiołkiem maleńkim, ukrytym w trawie, nieznanym wśród wspaniałego ogrodu zamkniętego, gdzie rosną piękne róże, lilie. Piękną różę i cudną lilię widać z daleka, ale małego fiołka, aby zobaczyć, trzeba się nisko schylić – zdradza go tylko zapach. O, jak się cieszę, że mogę się tak ukryć”.

Nabywanie pokory to również praca nad tym, jak przyjmujesz wszelkiego rodzaju uwagi i zarzuty czy też strofowanie ze strony innych. Zwycięstwa na tym polu wprowadzą cię na wyższy stopień pokory serca.

Próbuj znosić z cierpliwością zarzuty słusznie ci stawiane. Jeżeli słysząc je, reagujesz natychmiast złością czy potokiem usprawiedliwień, tracisz korzyść, jaką ze sobą przynoszą. Umiejętność przyznania się przed sobą, że usłyszana krytyka czy też zarzut rzeczywiście mi się należy, daje wielką wewnętrzną wolność. Nie chodzi tutaj, oczywiście, o jakiś pojedynczy przypadek przyznania się i pokornego przyjęcia uwagi, lecz o stałą dyspozycję, której nabywa się przez cierpliwą pracę nad sobą.

Szczególnym przejawem mocy ducha jest odwaga przyjmowania z cierpliwością zarzutów mało zasłużonych lub zupełnie niezasłużonych. Ze zrozumiałych względów te ostatnie sprawiają sercu największe cierpienie i dlatego trudno jest opanować odruch buntu. Postawa pokory w takich sytuacjach jest oznaką dużego wyrobienia wewnętrznego. Ćwicząc się w niej, sięgaj do przykładu pokory samego Jezusa. Tylko ten nadprzyrodzony motyw, płynący z Jego przykładu, doprowadzi cię do tak wysokiego stopnia pokory. Tłumaczył go Jezus świętej Faustynie w następujący sposób: „Staraj się, aby serce twoje upodobniło się do pokornego i cichego serca mojego. Nie upominaj się nigdy o swoje prawa. Wszystko, co cię spotyka, znoś z wielkim spokojem i cierpliwością; nie broń się, gdy całe zawstydzenie będzie spadać na ciebie niewinnie; pozwól triumfować innym. Nie przestań być dobrą, gdy spostrzeżesz, że nadużywają dobroci twojej; gdy będzie potrzeba, Ja sam się upomnę za tobą. Bądź wdzięczna za najdrobniejszą łaskę moją, bo ta wdzięczność zniewala mnie do udzielania ci nowych łask”.

Stałym punktem odniesienia dla pracy nad cnotą pokory jest i zawsze pozostanie pokorne Serce Jezusa. On sam powie o sobie: „Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i duszę swoją oddać na okup za wielu” (Mt 20, 28).

Pokora chroni serce przed poruszeniami pychy, a pysznić można się ze wszystkiego. Trzeba, aby twoja codzienna postawa wyrażała się pokorą wobec dóbr zewnętrznych, pokorą woli, pokorą rozumu i pokorą duchową. To jakby cztery fronty walki o pokorę.

Pomyśl o pokorze wobec dóbr zewnętrznych. To one zapewniają ci honor, poważanie, majątek, dobre imię, rangę w grupie, przywileje, atrakcyjność. Same w sobie są obojętne. Problem zaczyna się wówczas, gdy natknie się na nie twoje serce, zawsze skłonne do przywiązywania się do takich dóbr. W czym zatem tkwi ich niebezpieczeństwo? W tym, że wokół twego serca, gdy do nich przylgnie, tworzą szczelną fasadę. Zaczynasz się za nią dobrze czuć, bo we wszystkich nas tkwi pragnienie, by być ładnymi, zawsze zdrowymi, docenianymi, obeznanymi z życiem, niezależnymi itd. Taka fasada nie dopuszcza słabości, skrywa przed nami wszystko, co jest naszą nędzą, grzechem. Jest odskocznią od szarości i codzienności. W niej upatrujemy swoją wartość. Wszystko wydaje się być w porządku aż do czasu, gdy dobra te tracisz, gdy ze zdwojoną siłą ukazuje się tłumiona za ową fasadą słabość, bieda, niedomogi. Dla człowieka, który nie nauczył się dystansować do zewnętrznych dóbr i przymiotów, ich utrata bywa nieraz życiową tragedią. Zająć pokorną postawę wobec nich, to mieć świadomość, że nie one decydują o twojej wartości, i że są przemijające. Wcześniej czy później staną się przeszłością i błogosławiony ten człowiek, który zawsze jest gotowy rozstać się z nimi, który ich utratę przyjmie w pokoju serca.

Pomyśl o pokorze woli. Wola jest w tobie władzą rozkazywania, jest źródłem niezależności i daje poczucie własnej siły. Te dobra także mogą stać się przyczyną pychy. W czym się ona wyrazi? Zdradzi ją zbytnie zaufanie sobie i chęć władania. Kultywowana przez człowieka pycha woli odrzuca bądź utrudnia poddanie się Bogu. Bezgranicznie ufając sobie i skuteczności podejmowanych wysiłków, nie pojmuje napomnienia Chrystusa: „Beze Mnie nic nie możecie uczynić” (J 15, 5), czy słów świętego Pawła: „Albowiem to Bóg jest w nas sprawcą i chcenia, i działania” (Flp 2, 13). Pycha woli odrzuca wszelką uległość. Jeżeli chcesz zająć postawę pokory wobec dóbr, których źródłem jest twoja wola, to poddawaj często umartwieniu potęgę własnego ja, znaną ci dobrze postawę: ja chcę i już, ja mogę i nic mnie nie powstrzyma, ja wiem lepiej.

Pomyśl o pokorze rozumu. Człowiek może zachłysnąć się potęgą swej wiedzy, odkryć, przemyśleń. Z rozumu może uczynić bóstwo, ostateczny punkt odniesienia. Pycha rozumu jest grzechem najcięższym i najbardziej zgubnym w konsekwencjach, gdyż pochodzi z najwyższej ludzkiej władzy. Przejawia się w zbytnim zaufaniu własnym przemyśleniom, w lekceważeniu zdania innych, w zamykaniu się na Boże wyzwania, w których jest nieraz dużo tajemnicy i sytuacji po ludzku nielogicznych. Pyszny rozum z trudem godzi się na to, że Bóg objawia się w cierpieniu, niemocy, słabości. Nie rozumie też słów świętego Pawła: „Przeto przypatrzcie się, bracia, powołaniu waszemu! Niewielu tam mędrców według oceny ludzkiej, niewielu możnych, niewielu szlachetnie urodzonych. Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć; i to, co nie jest szlachetnie urodzone według świata i wzgardzone, i to, co nie jest, wyróżnił Bóg, by to, co jest, unicestwić, tak by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga” (1 Kor 1, 26-29).

Pomyśl także o pokorze ducha. Przykład braku takiej pokory pozostawił ci Jezus w przywołanym już wcześniej faryzeuszu, który przyszedł do świątyni modlić się. Jego duchowa pycha ujawniła się w chełpliwości z dokonanych dzieł, z duchowych doznań i przywilejów. Ten rodzaj pychy jest jednym z trudniejszych do wykorzenienia. Gdy człowiek nabiera dystansu wobec rzeczy materialnych, jego wola znajduje coraz większe upodobanie w rzeczach duchowych. Ta pycha jest bardzo subtelna, dobrze się maskuje, dlatego wielu ludzi nie dostrzega jej w sobie. Pycha duchowa psuje rzeczy najcenniejsze, którymi są dobra duchowe. Jeśli nie chcesz ich zniszczyć, mów o sobie w sposób roztropny i powściągliwy, strzeż duchowych sekretów i łask udzielonych ci przez Chrystusa, nigdy nie przechwalaj się duchowymi doznaniami. Skarby serca, którymi są łaski, Boże światła, natchnienia, wszelkie duchowe dary, święta Teresa z Lisieux porównała do cennego zapachu ukrytego w szkatule. Gdy ją nieroztropnie otworzysz, zapach uleci i stracisz go bezpowrotnie.