Walka duchowa. Filary świątyni serca

Filar ewangelicznego cierpienia



Modlitwa zawierzenia Maryi na rozpoczęcie dnia

Maryjo, Matko Bolesna! Nosząc w pamięci serca nauczanie swego Syna o konieczności obumierania, by móc stać się uczestnikiem życia, w sposób najpełniejszy ze wszystkich ludzi otworzyłaś się na tajemnicę cierpienia. Naucz mnie z wiarą przyjmować mój codzienny krzyż, bym uczestnicząc w tajemnicach cierpiącego Chrystusa, miał również udział w tajemnicach Jego chwały. Amen.

Konferencja pierwsza

Chrystus Jezus istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej (Flp 2, 6-8).

Opisując taktyki działania szatana, święty Ignacy z Loyoli zauważa, że zachowuje się on „jak dowódca, który chce zwyciężyć i zebrać łup. Dowódca bowiem i wódz wojska zakłada obóz i po zbadaniu sił i położenia zamku atakuje go od najsłabszej strony. W podobny sposób postępuje nieprzyjaciel natury ludzkiej: krąży, bada ze wszystkich stron nasze cnoty teologalne, główne i moralne i atakuje nas oraz próbuje zwyciężyć tam, gdzie nas znajdzie słabszymi i gdzie nam więcej brakuje do zbawienia wiecznego”.

Cóż ważnego przez powyższe porównanie chce przekazać ci święty Ignacy? To mianowicie, że w duchowym zmaganiu nie ty decydujesz, jaką walkę w danym czasie będziesz toczyć, czego będziesz bronić, w którym miejscu i w jaki sposób zostaniesz zaatakowany. Sam szatan – będąc wyrafinowanym znawcą ludzkiej natury – atakuje w miejscach najsłabszych. Uderza w te filary twierdzy duszy, co do których przekonał się, kusząc ludzkość od jej zarania, że są najbardziej podatne na zniszczenie. Takim szczególnie wrażliwym miejscem jest cierpienie.

Historia ludzkich doświadczeń pokazuje, że w konfrontacji z tajemnicą cierpienia można stracić wiele, czasami wszystko. Można przegrać, jak ów człowiek, który pod wpływem bolesnych doświadczeń w obozie koncentracyjnym, w obliczu morza cierpienia wypowiedział tragiczne słowa kapitulacji: „Bóg umarł w Oświęcimiu!”.

Cierpienie towarzyszy człowiekowi od początku. Bóg objawił nam, że jest konsekwencją grzechu pierworodnego i dlatego podlega mu każdy człowiek. Jest to bolesne doświadczenie, którego nikt nie jest w stanie uniknąć. Jest to przestrzeń szczególnie zaciętej walki z szatanem. Ten ma wprost niezliczone sposoby prowadzenia owej walki. Wszystkie cechuje jednak ten sam cel. Będąc oskarżycielem, chce przerwać nić miłości, przyjaźni i zaufania między Bogiem a człowiekiem. W tym dążeniu cierpienie jest dla niego czymś w rodzaju karty przetargowej. Oskarża więc Boga przed człowiekiem, że to On jest sprawcą ludzkiego nieszczęścia. Ileż razy słyszymy bolesne wyznania: Dlaczego Bóg na mnie to zesłał? Jak Bóg mógł do tego dopuścić? Nie wierzę już w Boga, bo mnie skrzywdził! Słyszymy je nie tylko z ust bliskich nam osób. Często możemy odnaleźć je we własnym sercu. Gdy w twierdzy duszy kusiciel zasieje rezygnację, brak zaufania, a nawet bunt przeciw Bogu z powodu doświadczonego cierpienia, odbudowa zerwanej relacji bywa bardzo trudna. Czasami trudna do tego stopnia, że pozostaje nam jedynie modlić się i zawierzać dotkniętych nim ludzi nieskończonemu miłosierdziu Boga.

W obliczu cierpienia człowiek zadaje Bogu fundamentalne pytanie – dlaczego? Znany teolog Karl Rahner dzielił się kiedyś wspomnieniami o śmierci swego bliskiego przyjaciela, którą poprzedziło długie i bolesne cierpienie. Odwiedził go tuż przed jego śmiercią. Zapytał wówczas, z czym udaje się do Boga. W odpowiedzi usłyszał: – Z pytaniem, na które nie znalazłem odpowiedzi. Dlaczego na ziemi jest tak wiele cierpienia?

Na pytanie: dlaczego?, postawione wobec cierpienia, nie ma odpowiedzi. Nikt z ludzi ci jej nie udzieli. Stajesz tutaj przed wielkim misterium. W tym życiu nie możesz go pojąć, choćby z tego powodu, że śmierć i cierpienie wiążą się nierozerwalnie z tajemnicą wolności stworzeń, z tajemnicą upadku szatana i jego wiecznych losów. To on jest ojcem kłamstwa, śmierci i cierpienia. W podejściu do tajemnicy cierpienia potrzeba wielkiej pokory serca. Nawet gdyby Bóg udzielił ci bezpośredniej odpowiedzi, w obecnym życiu nie byłbyś w stanie jej pojąć. Tajemnicę tę Bóg w pełni objawi każdemu z nas po śmierci, na progu wieczności, kiedy to – jak zapewnił Jezus w czasie mowy pożegnalnej w Wieczerniku – o nic więcej nie będziemy już pytać, bo wszystko zostanie wyjaśnione (J 16, 23).

Bóg jednak nie pozostawia człowieka samego z doświadczeniem cierpienia. Bożą odpowiedzią jest Jezus, który nadał cierpieniu sens. On nie powiedział, dlaczego jest tyle cierpienia, ale wskazał na jego wartość. Swoim życiem pokazał, co możesz z nim zrobić.

Broniąc filaru duchowej świątyni, który nazwaliśmy cierpieniem przeżywanym w ewangeliczny sposób, będziesz atakowany przez szatana wspomnianym pytaniem – dlaczego?. Będzie je w tobie wzbudzał często. Ilekroć upadniesz i uświadomisz sobie własną słabość, usłyszysz w sobie – dlaczego?. Ilekroć doświadczysz fizycznej choroby, dolegliwości czy moralnego cierpienia, powróci jak bumerang słowo – dlaczego?. Zawsze gdy zatrzymasz się na tym pytaniu, próbując je rozgryźć, pojąć, przeniknąć – możesz przegrać walkę. Nie samo pytanie jest niebezpieczne lecz proces drążenia i zawziętość, by znaleźć odpowiedź. Tutaj przeciwnik zbawienia zwykł zastawiać sieci buntu.

Stawianie sobie rozlicznych pytań dotyczących cierpienia jest bardzo ludzkie i Boga wcale nie dziwi. Drążenie w nich jest jednak niebezpieczne, gdyż może mieć dwojaki skutek. Może doprowadzić cię do aktu głębokiej pokory i całkowitego zdania się na Boga, zawierzenia Mu swego cierpienia w obliczu tajemnicy. Ale może także zrodzić słowa buntu wobec Stwórcy i śmiertelne zamknięcie się w kręgu cierpienia. Przykładem takich dwóch różnych postaw są Hiob i jego żona. Widząc cierpienia męża, rozpad rodziny i majątku, żona Hioba wypowiada okrutne słowa: „Jeszcze trwasz mocno w swej prawości? Złorzecz Bogu i umieraj”. Hiob natomiast wyznaje: „Mówisz jak kobieta szalona. Dobro przyjęliśmy z ręki Boga. Czemu zła przyjąć nie możemy” (Hi 2, 9-10). I w tym wszystkim, jak mówi komentator Księgi, Hiob nie zgrzeszył swymi ustami.

Jak zatem roztropnie prowadzić obronę wewnętrznej twierdzy duszy na froncie cierpienia? Zamiast uporczywie zadręczać się pytaniem dlaczego?, podejmuj trud szukania sensu krzyża. Zwracaj swe oczy na Jezusa i pytaj siebie: Co On mówi mi o moim cierpieniu swoim cierpieniem?

Od czasu śmierci Jezusa na krzyżu cierpienie otrzymało nadprzyrodzony sens. Jest sposobem wynagrodzenia za grzech, drogą duchowego wzrostu i środkiem uświęcenia. Jest również bronią, którą człowiek może śmiertelnie ranić szatana. Ulubione zawołanie świętej Teresy z Avila: „Umrzeć albo cierpieć”, nie jest jakimś górnolotnym powiedzeniem. Ona doskonale zrozumiała sens cierpienia, jego rolę w walce z szatanem o ludzkie dusze.

Wprowadzając świętą Faustynę w tajemnicę swego krzyża, Jezus ukazał jej pewien wymowny obraz: „Wtedy ujrzałam Pana Jezusa przybitego do krzyża. Kiedy Jezus chwilę na nim wisiał, ujrzałam cały zastęp dusz ukrzyżowanych tak jak Jezus. I ujrzałam trzeci zastęp dusz i drugi zastęp dusz. Drugi zastęp nie był przybity do krzyża, ale dusze trzymały silnie krzyż w ręku; trzeci zaś zastęp dusz nie był ani ukrzyżowany, ani nie trzymał w ręku krzyża silnie, ale wlokły te dusze krzyż za sobą i były niezadowolone. Wtem rzekł mi Jezus: Widzisz – te dusze, które są podobne w cierpieniach i wzgardzie do mnie, te też będą podobne i w chwale do mnie; a te, które mają mniej podobieństwa do mnie w cierpieniu i wzgardzie – te też będą miały i mniej podobieństwa w chwale do mnie”.

Pytanie o to, jak dźwigasz życiowy krzyż, jest bardzo ważne. Czy przypadkiem nie wleczesz go za sobą? Czy ujmujesz go mocno w swoje dłonie? Czy może pozwalasz przybić się do niego, tak jak Jezus? Nie są to pytania obojętne. Od twojej postawy względem codziennego krzyża zależy stopień chwały i wiecznego szczęścia w niebie.

Cierpienie przyjęte i przeżyte w całkowitym zaufaniu Jezusowi jest śmiertelną bronią, którą możesz ranić szatana. Nie dziw się zatem, że tym, którzy chcą podjąć swój krzyż w ewangeliczny sposób, towarzyszyć będzie pokusa: Zejdź z krzyża! Uderzyła ona również w Jezusowe Serce. Głos takiej pokusy usłyszy każdy, kto na serio bierze zachętę Jezusa: „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Łk 9, 23). Wołanie: Zejdź z krzyża!, wyrazi się często głosem namiętności, wygody, lenistwa, ambicji, szukaniem własnej chwały. Jednym słowem, będzie to głos świata: „Gdy porzucisz swój krzyż, będziesz życiowy, postępowy, nowoczesny. Będziesz pasował do naszych czasów”.

Szatan nienawidzi całą swą mocą każdego człowieka. Jest jednak szczególnie zawzięty na dusze wspaniałomyślne, czyli takie, które coraz mniej obliczają koszta krzyża: ile stracą, a ile zyskają?

Dla osoby uważającej się za ucznia Jezusa krzyż ma stać się godnością, swoistą pieczęcią, którą On naznacza „swoich”. „Czy wiecie, co to znaczy być prawdziwie duchowym? – zapytała kiedyś święta Teresa z Avila. – Znaczy to uczynić siebie niewolnikiem Boga, oddać Bogu tak wszystką wolność swoją, iżby On, naznaczywszy tego niewolnika swego znamieniem, to jest krzyżem swoim, mógł sprzedać go i wydać za niewolnika całemu światu, tak jak sam był sprzedany i wydany dla zbawienia świata”.

Każdy z nas ma własny i nieco inny od pozostałych krzyż do niesienia. O własnych siłach nie jesteśmy w stanie podjąć jego tajemnicy, a już na pewno nie zajmiemy tej najpiękniejszej względem niego postawy – rozciągnięcia na nim swoich ramion. Tutaj trzeba wyzbyć się ludzkiej mądrości, która prowadzi do rezygnacji i różnego rodzaju wewnętrznych buntów wobec tajemnicy cierpienia. Nikt z nas nie może powiedzieć: dam sobie radę o własnych siłach. Święty Piotr, książę apostołów, zajął kiedyś taką postawę i wiemy, ile kosztowała go w tym względzie lekcja pokory. Z jaką żarliwością, w obliczu zbliżającego się krzyża, zapewniał Jezusa: „Choćby mi przyszło umrzeć z Tobą, nie wyprę się Ciebie” (Mt 26, 35). Po fakcie zaparcia się, na trzecie już pytanie Jezusa: „Piotrze, czy Mnie miłujesz?”, z ogromną pokorą odpowiada jedynie: „Panie, Ty wszystko wiesz” (J 21, 17).