Śmierć ojca Jana – przejście przez Ubeda

"W ręce Twe, Panie, powierzam ducha mego". W ten sposób ojciec Jan od Krzyża kończy swoje życie w pierwszej minucie 14 grudnia 1591 roku, w sobotę poświęconą czci Matki Bożej, idąc do nieba, aby odmówić tam jutrznię.

o. José Vicente Rodrígues OCD, Bóg mówi pośród nocy, Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 1991.

Wyjazd



W Segovii Jan od Krzyża żegna się ze współbraćmi, z mniszkami, kapłanami i świeckimi, którzy go znają i szanują szczerze za dobra duchowe, a czasem i materialne, które od niego otrzymali. Karmelitanki bose życzyłyby sobie, żeby dzięki swym ogromnym zaletom zdobył uznanie i powrócił z kapituły w Madrycie jako przełożony prowincji. Nie obawiały się okazać tego podczas spotkania pożegnalnego w klasztorze. Ojciec Jan rzekł im: „Bez wątpienia nie będzie tak, moje córki, ale całkiem przeciwnie”. Pozostając następnie w rozmównicy z samą tylko przełożoną, Marią od Wcielenia, która nalegała na poważne potraktowanie ich życzeń i nadziei, mówi do niej: „Matko, nie zostanę wybrany prowincjałem tej prowincji, jak by sobie tego wasza wielebność życzyła. Na kapitule przytrafi mi się coś zgoła przeciwnego. Podczas modlitwy miałem widzenie, że wyrzucą mnie do kąta jak starą kuchenną szmatę”.

Całkiem różne od oczekiwań przyjaciół były jego przewidywania i własne pragnienia, streszczające się w trzech życzeniach: umrzeć nie pełniąc żadnych godności, umrzeć w miejscu, gdzie byłby nieznany oraz móc ofiarować Panu przed śmiercią największe możliwe krzyże i umartwienia. Te jego uporczywe pragnienia zostaną z pewnością wysłuchane. W Segovii odpowiada pytającemu Chrystusowi: „Panie, cierpieć i być wzgardzonym dla ciebie”.