Pragnę Twego Serca

Lecz nawet jeśli czegoś takiego nie przeżyłem w swoim dzieciństwie, Bóg może dać mi szczęście i stabilność płynącą z tego ważnego, podstawowego poczucia, którego my, ludzie, tak bardzo potrzebujemy.

o. Theophan Beierle OCD



Jest coś takiego, co można nazwać „pragłodem”, z którym przychodzimy na świat i który nurtuje nas przez całe życie. Teresa dała temu wyraz w jednym ze swych wierszy: „Pragnę Twego Serca, pełnego tkliwości…”. Ten głód serca, które nas kocha, niemal w każdej chwili musi być zaspokajany, co szczególnie wyraźnie widać w „wieku milczenia”. Wówczas nie tylko piliśmy matczyne mleko, lecz „wpływały” w nas również jej myśli, jej uczucia i jej stosunek do życia. Szczęśliwy ten, kto miał matkę, o której po latach może powiedzieć: ona zawsze była przy mnie, ona zawsze była dla mnie. Niejeden będzie musiał dodać: wypłakała przeze mnie morze łez, często musiała skarżyć się na mnie, była surowa, wciąż powtarzała „nie”. Jednakże szczęśliwy ten, kto mimo wszystko może powiedzieć: ale zawsze w głębi duszy miałem poczucie, że mnie kocha. A wszystko, co od niej pochodziło, nie było ani dążeniem do władzy, ani szukaniem uznania, ani żądzą posiadania, lecz miłością pragnącą mojego dobra.

Lecz nawet jeśli czegoś takiego nie przeżyłem w swoim dzieciństwie, Bóg może dać mi szczęście i stabilność płynącą z tego ważnego, podstawowego poczucia, którego my, ludzie, tak bardzo potrzebujemy. Teresa przekonała się o tym z własnego doświadczenia. W jednej z ośmiu strof wiersza z 1895 roku (W Najświętszym Sercu), zwracając się do Serca Jezusa wyznaje:

Pragnę Twego Serca, pełnego tkliwości,
Ono moim wsparciem będzie dziś i zawsze,
Kocha mnie pomimo mojej ułomności,
Ukoi cierpienia małe i … najkrwawsze.
Tutaj nie ma serca Twemu podobnego;
Miłość Twa, zrodzona nad znikomym światem,
Jej źródłem jest ognisko Nieśmiertelnego!
Ach, Tyś Bogiem moim, przez nią bądź mi Bratem!

Wielkość Teresy polega na tym, że potrafiła powiedzieć: „Pragnę…”. Dzięki temu znalazła Boga, o którym wiedziała: On zawsze jest dla mnie i w każdej biedzie mogę przyjść do Niego. Ważne tylko, żebym przyszła. A ostatecznie i tak tylko On – w tej mierze, w jakiej daję Mu wiarę – może uzdrowić to, co w moim życiu musi zostać zbawione.