Ptaki śpiewają w Kigali

Listopad, miesiąc modlitwy za zmarłych, miesiąc nostalgii za bliskimi i pragnienia spotkania ich na nowo. Taki czas skłonił mnie do zebrania kilku myśli pod wpływem obejrzanego polskiego filmu o Rwandzie – Ptaki śpiewają w Kigali.

Nie często Polska, poza misjonarzami, jest aktywnie obecna w sercu Afryki, a problematyka afrykanistyczna jest w polskiej kinematografii, kulturze i dyskursie politycznym, zagadnieniem marginalnym. W Rwandzie, oprócz misjonarzy, spotkałem jednego polskiego budowlańca, polską lekarz weterynarii i kilka żon miejscowych dygnitarzy, reszta jest tylko przejazdem. Film polskiej pary reżyserskiej, śp. Krzysztofa Krauze i jego żony, opowiada o polskiej ornitolożce, pracującej nad efektem malejącej populacji sępów w regionie Wielkich Jezior w Afryce. To właśnie te niezbyt budzące sympatię ptaki stały się figurą stylistyczną tła nadającego realistyczny klimat opowiadanej fabule. Film choć unikający scen masakr z sępami w tle, nabiera głębokiej grozy.

Osobiście znam kobietę w Rwandzie, która nie mogąc się wewnętrznie pogodzić z prawem wojennym zakazującym chowania ciał ofiar wydanych na rozszarpanie przez sępy, narażając własne życie, wbrew prawu po kryjomu pochowała ciało młodej kobiety, z którą współpracowała w szkole pielęgniarskiej. Jednak film nie jest o ludobójstwie, ile bardziej o jego konsekwencjach w sercach tych, którzy przeżyli. W sposób iści ascetyczny z artystycznymi niedopowiedzeniami, mówi o żałobie, stracie, buncie, poszukiwaniu śladów utraconego bliskiego.

Poczucie straty i ból rozstania łączą, tak wydawałoby się różne główne bohaterki filmu, córkę rwandysjkiego ornitologa (Claudine) i jego polską współpracownicę (Annę). Pomijając dyskusyjne wtręty politycznego tła masakr, przesłanie jest uniwersalne. Niezależnie od szerokości geograficznej i koloru skóry, każdy ma potrzebę przeżycia w własnym rytmie żałoby po bliskim, by odnaleźć z nim nową wieź. Mimo rozstania, bohaterki połączyła nowa więź z utraconym.

A w misyjnym karmelitańskim ogrodzie w Butare, w Rwandzie, o 5.25 każdego ranka budzi nas śpiew ptaków i zapewniam uroczyście, że nie są to sępy…

o. Maciej Jaworski OCD