Największa łaska
Świadectwo nawrócenia aktorki Lindsay Younce
odtwórczyni głównej roli w filmie "Therese"

Aktorka Lindsay Younce, grająca główną rolę w filmie "Therese", opowiadającym o życiu św. Teresy od Dzieciątka Jezus, uznała nawrócenie na wiarę katolicką za największą łaskę, jakiej doznała podczas kręcenia filmu. Opowiedziała też historię swego nawrócenia.

"Wychowałam się w bardzo religijnym domu. Podstawą wiary ewangelickiej, którą przyjęliśmy, była prostota serca, umysłu, modlitwa (zwłaszcza kontemplacyjna). W tym wyznaniu nie było miejsca na sakramenty, ani też na jakikolwiek autorytet i dlatego było mi trudno zaakceptować ten wymiar w Kościele katolickim. Nigdy jednak nie wątpiłam w Jezusa. W szkole średniej spotkałam się z wieloma katolikami. Wcześniej słyszałam o nich, że tak naprawdę nie praktykują swojej wiary, i że liczy się dla nich tylko rytuał. Pewien katolik powiedział mi jednak: Jeśli chcesz się dowiedzieć czegoś o mojej wierze, to przeczytaj katechizm. Tak też zrobiłam. Miałam zamiar udowodnić koledze, że się myli, że nie powinien być katolikiem. Jako protestantka żyłam w przeświadczeniu, że wiarę można znaleźć tylko w Biblii, dlatego wzięłam Pismo św. do ręki i zaczęłam je czytać od początku do końca. Podczas lektury zaznaczałam fragmenty, mówiące o chrzcie i Komunii św. Wtedy właśnie uświadomiłam sobie, że w Biblii jest mowa o sakramentach, o chrzcie, o Ciele i Krwi Jezusa i zdałam sobie sprawę, że nie mogę dalej trwać w wyznaniu ewangelickim. Nie wiedziałam, dokąd się udać. Ciągle jednak nie chciałam być katoliczką. Miałam wtedy 16 lat, a rodzice nie mieli o niczym pojęcia. Czułam się zagubiona. Przez cały czas żarliwie się modliłam o doprowadzenie do właściwego miejsca. Z książek historycznych dowiedziałam się, że Ojcowie Kościoła byli ochrzczeni, byli przyjaciółmi Jezusa oraz że przyjmowali Komunię św. i czcili Matkę Bożą. Pamiętam dzień, w którym zdałam sobie sprawę, że wczesny Kościół był Kościołem katolickim. Byłam tym odkryciem bardzo podekscytowana, a jednocześnie bardzo mnie to przestraszyło. Nie wiedziałam, co z tym wszystkim zrobić.

Zaczęłam odwiedzać kościół katolicki. Kiedy poszłam po raz pierwszy na Mszę św., nie miałam pojęcia, jak się zachować. Wszyscy siedzieli, wstawali, klękali, a ja byłam jedyną osobą z Biblią w torbie, która siedziała przestraszona. Ale jak tylko wyszłam z kościoła, poczułam, że chcę tu wrócić. Teraz oczywiście wiem, że przyciągało mnie miejsce, gdzie Ciało Chrystusa jest rzeczywiście obecne.

Jednego dnia modliłam się w ciszy serca w kościele. Nagle usłyszałam słowa: Jestem tutaj. Ten głos był tak donośny, że aż spojrzałam w górę i dookoła siebie, ale nikogo nie zauważyłam. Znów zaczęłam się modlić, ale po chwili usłyszałam ten sam głos po raz drugi i trzeci. Wiedziałam, że to Jezus, który dawał mi pokój. Mówił, że mam otworzyć serce na wiarę katolicką, a przynajmniej przyznać, iż katolicy nie są takimi, jakimi ich postrzegałam. Te słowa – Jestem tutaj – oznaczały – Jestem w tabernakulum, Moja Krew i Ciało są tutaj, nie musisz nigdzie iść. To właśnie otworzyło moje serce na Kościół katolicki. Ale ciągle zachowywałam się, jak w pewnej scenie z dzieciństwa. Mieszkaliśmy wtedy na bardzo małej ulicy i tylko sporadycznie przejeżdżały przez nią samochody. Kiedy miałam sześć lat, poszłam z trzyletnim bratem karmić kaczki do farmy naprzeciwko naszego domu. Na filmie video, który tego dnia nakręcił tato, można zobaczyć mojego brata, jak przebiega przez ulicę. Potem widać moją głowę obracającą się nerwowo to w prawą, to w lewą stronę. Droga była pusta, a jednak bałam się przejść na drugą stronę. I tak właśnie wyglądało moje życie. Pan Bóg mówił do mnie: Mam dla ciebie małą ścieżkę, po prostu wejdź na nią. Ale ja się bałam, bo chciałam się upewnić, czy to jest właściwa droga.

Kiedy miałam 17 lat pojechałam do Europy. W Rzymie zrozumiałam, że Kościół katolicki ma coś, czego inne Kościoły nie mają: historię, teologię, duchowość, bogactwo. Wracając do domu, zdałam sobie sprawę, że muszę zostać katoliczką. Nikomu o tym nie mówiłam, ale w sercu już byłam tego pewna. Poznałam wtedy pierwszą świętą – św. Faustynę. Mniej więcej w czasie, kiedy została ona ogłoszona błogosławioną, oglądałam film o niej. Byłam pod wielkim wrażeniem świętości tej siostry, jej bliskości z Bogiem. Słyszałam, że w pewnym momencie swego życia modliła się do Matki Bożej. Pomyślałam, że jak osoba święta modli się do Maryi, to coś to znaczy. Postanowiłam odmawiać różaniec, ale nie wiedziałam, jak to się robi, ani gdzie znaleźć informacje na ten temat. W końcu pomyślałam o... Internecie. Wpisałam w jedną z "wyszukiwarek" pytanie: Jak odmawiać różaniec? Szczęśliwie otrzymałam linki do wielu stron. Tak więc z elektronicznym Ave Maria w tle, zaczęłam się modlić na różańcu. Pamiętam jak bardzo się bałam, że do pokoju wejdzie któreś z rodziców, ale tak się nie stało. W ostatniej klasie szkoły średniej powiedziałam w domu, że chcę zostać katoliczką. Rodzice byli tym bardzo zasmuceni.

Chodziłam codziennie do kościoła, mimo iż zabraniano mi tego. I choć nie mogłam przyjmować Komunii św., to jednak cieszyłam się, że mogę być blisko Najświętszego Sakramentu.

Pewnego dnia przy kościele stało mnóstwo samochodów policyjnych i karetek. Byłam pewna, że ktoś umarł. Zapytałam kogoś na parkingu, co się stało. Okazało się, że przyjechały relikwie św. Tereski od Dzieciątka Jezus. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, kim była św. Tereska, a same relikwie mnie przestraszyły. Mimo to weszłam do kościoła. Dziś wiem, że Ona tego chciała. Stanęłam na końcu kościoła, koło starszego pana, który zauważył, że nie miałam pojęcia, jak się zachować, więc wszystko mi wyjaśnił. Pan nazywał się Concepción [z hiszp. Poczęcie] na cześć Niepokalanie Poczętej. Teraz widzę, że Maryja prowadziła mnie przez cały czas. Podczas Mszy św. adorowałam relikwie. Bałam się, że kamery telewizyjne mnie wychwycą i pojawię się w wiadomościach, a nie chciałam, aby rodzice się o tym dowiedzieli. Nie pokazano mnie jednak w telewizji – widocznie Jezus zaplanował mój debiut filmowy na później.

Kiedy rozpoczęłam college, wątpiłam, czy można być aktorką jednocześnie będąc chrześcijanką. Sprawy wiary odłożyłam więc na dalszy plan. Realizowałam jednak później przedstawienie o Jezusie w oczach kobiet: Maryi, Marii, Marty... Właśnie wtedy ktoś z widowni powiedział mi, że będzie nagrywany film o św. Teresce. Choć ciągle nie wiedziałam, kim ona była, poszłam na casting.

Jak tylko otrzymałam tę rolę, kupiłam wszystkie dostępne książki na temat Małej Teresy. Święta miała duży wpływ na moje życie, przez cały czas dotykała mnie i zmieniała. To nie była tylko rola, to było nawrócenie. Św. Teresa ma bowiem taką moc oddziaływania na ludzi, że niemożliwością jest pozostać obojętnym na jej miłość. Wiele osób podziwiało św. Teresę ze względu na to, jak kochała. Kiedy dotykała kogoś, ten czuł się tak, jakby dotykał go sam Jezus. Św. Teresa wiele nie robiła – ona po prostu kochała. To jest to, do czego wszyscy jesteśmy powołani: powołani do miłości. Tego chce od nas Bóg. I to właśnie tłumaczy, czym jest bycie malutkim: być kochanym przez Jezusa i samemu kochać innych tą miłością. W małych, zwyczajnych rzeczach ukryta jest cała tajemnica.

Jesienią 2000 r. rozpoczęłam katechumenat, a 31 maja 2001 r. przyjęłam chrzest, bierzmowanie i przystąpiłam do Pierwszej Komunii św. Przyjęłam imiona Faustyna Teresa. To był najpiękniejszy dzień w moim życiu: w ciągu godziny otrzymałam trzy sakramenty! Sądziłam, że jak już będę ochrzczona, to wszystko będzie wspaniałe, a tymczasem dopiero teraz rozpoczęła się praca nad sobą. Ale to jest dobra praca.

Kiedy byłam pierwszy raz w Rzymie, miałam nadzieję, że wrócę do tego miasta jako katoliczka. Bóg wysłuchał mojej prośby i w drugą rocznicę przyjęcia chrztu pojechaliśmy pokazać Ojcu Świętemu i Kurii Rzymskiej film o św. Teresce. Papież mi pobłogosławił.

Modlę się, aby ludzie dowiedzieli się o Bożym miłosierdziu, o miłości, którą sama otrzymałam przez św. Faustynę i św. Tereskę. Chcę, aby ludzie znali Jezusa. Trzeba światu pokazać, że Kościół katolicki jest zbudowany na Chrystusie i na niczym innym. Natomiast św. Teresa od Dzieciątka Jezus jest dobrym przykładem dla współczesnych chrześcijan."

Miłujcie się, nr 5(2004)

All rights reserved. Publication or distribution of any content from this site is possible only with our permission
© Krakowska Prowincja Karmelitów Bosych 1998-