Laudem gloriae

Wśród zaprezentowanych elementów, które odzwierciedlają rzeczywistość uwielbienia chwały brakuje nam jeszcze jednego bardzo istotnego i ważnego. Chodzi o człowieka duszy pełnej dziękczynienia.

o. Karol Kraj OCD

Laudem gloriae – nowe imię Elżbiety



Za biblijnym zwrotem wyrażonym łacińskim „[in] Laudem gloriae”, a oddanym na język polski przez „[ku] chwale majestatu” – chodzi oczywiście o Majestat Boga – skrywa się rzeczywistość, której źródła sięgają w głąb tajemnicy samego Boga. Tajemnicy udostępnionej nam poprzez Objawienie i na miarę Objawienia; nam, to znaczy ludziom wierzący w Jezusa Chrystusa Syna Bożego i odrodzonym z wody i Ducha Świętego. Udostępnionej zresztą podobnie jak w swoim czasie Elżbiecie Catez, z tą różnicą, że poprzez jej życie Bóg rozświetlił i przypomniał nam zarazem ową rzeczywistość. Jako ogólne i panoramiczne tło pozwalające wyraźniej zaistnieć szczegółom, które zamierzamy wydobyć z życia i pism Świętej może posłużyć nauczanie Katechizmu: „Chwałą Boga jest to, by realizowało się ukazywanie i udzielanie Jego dobroci, ze względu na które został stworzony świat. Uczynić z nas «przybranych synów przez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swej woli, ku chwale majestatu swej łaski» (Ef 1, 5 – 6) – taki był Boży zamysł życzliwości. «Albowiem chwałą Boga jest człowiek żyjący, a życiem człowieka jest oglądanie Boga». (…) Celem ostatecznym stworzenia jest to, by Bóg, będąc Stwórcą wszystkiego, stał się ostatecznie «wszystkim we wszystkich» (1Kor 15, 28), zapewniając równocześnie i własną chwałę, i nasze szczęście” (KKK 294).

Aspekt nowego imienia Elżbiety

Pewnego razu Elżbieta rozmawiała o sprawach duchowych z siostrą Amadą od Jezusa. Podczas tej rozmowy siostra ta wyznała, że napotkała w listach św. Pawła bardzo zachwycające zdanie mówiące, że: Bóg nas stworzył ku chwale swego majestatu. Elżbietę bardzo to poruszyło. Poszła do swojej celi i zaczęła szukać tego fragmentu w tekście łacińskim Pisma Świętego, które miała do dyspozycji. Nie znalazła jednak. Udała się zatem do celi owej siostry z prośbą o to, aby zechciała wskazać jej miejsce, w którym św. Paweł to mówi. Nigdy więcej między sobą na ten temat nie rozmawiały. W czasie gdy Elżbieta przebywała już w infimerii wspomniana siostra słyszała jak Przeorysza i inne siostry zwracała się do Elżbiety używają imienia Laudem gloriae.

Co wówczas napotkała święta Elżbieta w miejscu wskazanym jej przez współsiostrę? Oczywiście piękny hymn:

„Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa; On napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich – w Chrystusie. W Nim bowiem wybrał nas przez założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przez Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swej woli, ku chwale majestatu swej łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym. (…). W Nim dostąpiliśmy udziału my również, z góry przeznaczenia zamiarem Tego, który dokonuje wszystkiego zgodnie z zamysłem swej woli po to, byśmy istnieli ku chwale Jego majestatu – my, którzyśmy już przedtem nadzieję złożyli w Chrystusie” (Ef 1, 3 – 12).

Napotkała zatem na ten fragment listu do Efezjan, który miał dla niej tak kolosalne znaczenie. Dla wniknięcia w naturę tego znaczenia – co będzie bardzo pożyteczne – trzeba uwzględniając co następuje. Po pierwsze: Słowa Pisma Świętego interpretują to, co Bóg sprawia w sercach wierzących ludzi. Elżbieta zatem poprzez Słowo mogła doznać swoistego zwiastowania za sprawą, którego stało się dla niej jasne co Bóg sprawił w jej sercu; po drugie: Pismo Święte wyraża słowami to, co Bóg sprawia bez słów. Zrozumiałe jest zatem to, że Karmelitanka z Dijon w słowach ku chwale Jego majestatu odnajduje się i to tak dalece, że zapożycza owe słowa, aby nazwać własne powołanie i wyrazić własne nowe imię; po trzecie Słowo objawia, w formie zaproszenia, możliwość włączenia się w to czego Boga dokonuje zgodnie z zamysłem swej woli. Tak jest gdyż Słowo Pisma jest zawsze również Słowem prorockim, które na sposób prorocki zaprasza, przywołuje do świadomej współpracy w dziele, którego Bóg dokonuje zgodnie z zamysłem swej woli. Nawiasem mówiąc życie Świętej doskonale ukazuje i odzwierciedla taki właśnie dynamizm Słowa Bożego.

Co więcej uczeni egzegecie wysunęli i rozwinęli teorię, że wersety tego fragmentu listu do Efezjan mogą odzwierciedlać błogosławieństwo przed chrztem. A chrzest to przecież nowe imię, to przecież nowe istnieniu. Istnieniu z Boga i ku Bogu. Sugerują nawet, że uznanie liturgicznej formy 1, 3-14 jest kluczem do zrozumienia celu Listu do Efezjan jako całości. A owym celem ma być przypominanie skutków chrztu nowym konwertytom.

W oparciu o to co już zostało powiedziane można orzec, że siostra Elżbieta, ze swoim odkryciem nie wykracza poza obszar następstw łaski chrzcielnej. Nie wykracza poza to, co zostało jej dane na mocy łaski chrzcielnej. Konsekwencja takiego stanu rzeczy jest bardzo oczywista i zarazem bardzo ważna. Zapewne dobrze ją wyrażają następujące słowa: „nie chodzi tu bynajmniej o jakieś nowe nabożeństwo, o nową praktykę pobożną, ale o samą treść naszego życia chrześcijańskiego. Kto zdąża do pełni doskonałości, do której Chrystus Pan powołuje wszystkich bez wyjątku chrześcijan, u tego coraz to większe uwydatnia się uświadomienie sobie życia Bożego”. Faktycznie posługując się kategorią uświadomienia można opisywać rozwój życia duchowego. A już na pewno trzeba pamiętać o tym, że ów rozwój w przypadku bł. Elżbiety jest przypisany do następujących po sobie uświadomień i odkryć. Tak to kolejno pojawiały się w jej życiu konkretne uświadomienia. Mówiąc ściślej, odkrywała swoje życie spowite przez rzeczywistość bycia domem dla Boga, przez rzeczywistość nieba w duszy i ostatecznie przez rzeczywistość opatrzoną nazwą Laudem gloriae. W związku z tą ostatnią, która tu szczególnie nas interesuje, wypada nadmienić, że przez wejście, i to świadome wejście, w rzeczywistość Laudem gloriae otwarta została przed Elżbietą ostatnia prosta.

Próbując wyznaczyć datę dla tej jakościowej zmiany trzeba chyba odwołać się do listu, który Elżbieta napisała do pewnego seminarzysty (Chevignard) 15 stycznia 1904 r. W tym to bowiem liście wyrażenie Laudem gloriae po raz pierwszy pojawia się pod piórem Elżbiety, aby od tej chwili powracać wielokrotnie. W nadmienionym liście odnajdujemy między innymi takie słowa: „Złączmy się, aby pozwolić Mu zapomnieć wszystko, dzięki mocy miłości i stańmy się, jak mówi św. Paweł, chwałą Jego Majestatu”. Potencjał duchowy związany z obdarowaniem łaską chrzcielną już nie jest tylko potencjałem został podjęty i to w całej rozciągłości i głębi. Czyż my nie jesteśmy dziedzicami i posiadaczami takiego samego potencjału? Tak jesteśmy, a to znaczy, że również przed nami jest otwarta możliwość rozwoju w życiu duchowym. I bez wątpienia rozwój ten może się cechować znaczącymi, bo jakościowymi, zmianami i przeobrażeniami na jakie natrafiamy życiu bł. Elżbiety.

Możemy też dokładnie wyznaczyć czas jak dał jej Bóg na pokonanie tej ostatnie prostej. Po przeliczeniu tego na miesiące wyjdzie nam ich 22. Będą to te same miesiące, które pozostają jej jeszcze do przeżycia w Karmelu w Dijon. Te same, w czasie których będzie zgłębiać to, co nazwała swoim powołaniem i swoim imieniem. Często podpisuje swe listy tym łacińskim wyrażeniem: Laudem gloriae. Po raz pierwszy postąpi tak w związku z listem pisanym do rodzonej siostry Margarity w czerwcu 1906 roku. Dwa pierwsze zdania tego listu w sposób opisowy wskazują na miejsce pisania listu oraz na adresata. Odpowiednio mamy zatem: Z małego nieba mojej duszy; oraz Kochana i mała hostio Uwielbienia.

Wszystko to razem wzięte pozwala nam stwierdzić, że to natrafienie na rzeczywistość Laudem gloriae i taki sposób jej podjęcia oznaczają nie tyle jakiś nowy początek drogi co raczej jakościową zmianą w obrębie drogi już przemierzanej i przemierzanej. Oprócz tego owo natrafienie na rzeczywistość Laudem gloriae to niczym znalezienie ewangelicznej perły. Elżbieta nabywa ją, lecz to nie oznacza, że stała się wyłącznym jej posiadaczem. Zresztą sam jest tego świadoma apostołuje animując do poszukiwania i nabywania tej samej perły. Mamy zatem Laudem gloriae jako rzeczywistość uniwersalną. Jest to zrozumiałe skoro istnieją organiczne powiązania między Laudem gloriae a predestynacją. Balthasar wyraża wręcz przekonanie, że Elżbieta „ideę przeznaczenia zatrzymała jedynie dlatego, że miała charakter społeczny, a nie indywidualny; predestynowany w Chrystusie jest przede wszystkim Kościół, a jego poszczególni członkowie w takim tylko stopniu, w jakim on sam jest Kościołem”. To oznacza, że również przed nami stoi otworem możliwość odnalezienia się rzeczywistości po imieniem Laudem gloriae.