|
Novissima verba
Ostatnie rozmowy św. Teresy od Dzieciątka Jezus z maja i września 1897
(fragmenty)

15 maja
"Gdyby nawet, co jest niemożliwe, Pan Bóg
sam nie widział moich dobrych uczynków, nie byłabym tym zasmucona. Tak Go
kocham, że chciałabym Go rozweselać moją miłością i małymi ofiarkami,
chociażby nie wiedział, że ode mnie pochodzą. Gdy to wie i widzi, jest
jakoby zniewolony mnie wynagrodzić... a nie chciałabym Mu tym zadawać
trudu!"
Mówiła odnośnie do swych nowicjuszek:
"Rzucam moim ptaszkom w prawo i w lewo
dobre ziarno, które Bóg składa w moje ręce. Niechaj potem działa do woli!
Już się nim nie zajmuję. Niekiedy jest tak, jak gdybym go nie była rzuciła;
innym razem działa dobrze; Pan Bóg mi jednak mówi: Dawaj, dawaj zawsze, nie
troszcząc się o skutek".
26 maja - Wigilia Wniebowstąpienia
Dziś rano podczas procesji byłam w ermitażu
św. Józefa i patrzyłam z daleka przez okno na Zgromadzenie w ogrodzie. To było
wspaniałe - ta procesja zakonnic w białych płaszczach; wyobrażałam sobie,
że tak musi wyglądać pochód dziewic w niebie. Na zakręcie alei kasztanowej
byłyście do połowy ukryte za drzewami i kaczeńcami łąki. Ten widok
zachwycał mnie coraz bardziej. Nagle zobaczyłam, jak jedna z najmilszych
zakonnic zwraca się w moją stronę, schyla się i uśmiecha, dając mi znak,
że mnie widzi. To była moja Mateczka! Od razu przypomniałam sobie swój sen:
uśmiech i pieszczoty matki Anny od Jezusa — i to samo uczucie słodyczy ogarnęło
mnie. Powiedziałam sobie: to tak święci mnie znają, kochają, uśmiechają
się do mnie, zapraszają, abym do nich szła. Przyszły łzy... od wielu lat
nie płakałam tyle. Ale to były słodkie łzy.
"Widzę we wszystkim zawsze dobrą stronę.
Są osoby, które biorą wszystko w sposób sprawiający im jak najwięcej
przykrości. Ja zaś przeciwnie. Jeżeli mam samo tylko cierpienie, jeżeli
niebo jest tak ciemne, że nic go nie rozjaśnia, i wtedy się raduję".
czerwca
"Nie dziwcie się, jeżeli wam się nie
ukażę po śmierci i jeśli nie ujrzycie nic nadzwyczajnego na znak mego szczęścia.
Przypomnicie sobie wówczas, że jest to w duchu mojej małej drogi: nie
pragnąć nic widzieć. Wiecie dobrze, że tyle razy mówiłam Panu Bogu, aniołom
i świętym:
Nie jest to moje pragnienie
Oglądać ich tu na ziemi".
- Aniołowie przyjdą po ciebie, mówiła
siostra Genowefa od Najświętszego Oblicza.
"Nie przypuszczam, byście ich widziały, lecz to nie przeszkodzi im być tutaj".
"Chciałabym jednakże mieć piękną śmierć,
aby wam sprawić przyjemność. Prosiłam o to Najśw. Dziewicę. Prosić Najśw.
Pannę nie jest to samo, co prosić Pana Boga. Ona wie dobrze, co ma zrobić z
moimi małymi pragnieniami, czy je powtórzyć lub nie... bo przecież to do
Niej należy, by nie zmuszać Pana Boga do wysłuchania mię, by Mu pozwolić we
wszystkim czynić swoją wolę".
5 czerwca
"Gdybyście mię kiedy rano zastały umarłą,
nie smućcie się tym; byłby to dowód, że Tatuś Pan Bóg,
przyszedł mię po prostu zabrać do siebie. Jest to bez wątpienia wielką łaską
przyjąć sakramenty św., lecz gdy Pan Bóg na to nie pozwala, i to jest
dobrze... Wszystko jest łaską".
9 czerwca
Do siostry Marii od Najświętszego Serca
(jej starsza siostra Maria), mówiącej: Jakże nam będzie przykro po twojej śmierci,
powiedziała: "O! nie, zobaczycie, będzie to jak deszcz róż. Tak, spuszczę deszcz róż..."
14 czerwca
"Można wiele znieść z chwili na chwilę".
29 czerwca
"Jakże byłabym nieszczęśliwa w Niebie,
gdybym nie mogła na ziemi sprawiać małych przyjemności tym, których kocham".
6 lipca
Pluła właśnie krwią. Powiedziałam jej: A więc niebawem opuścisz nas? "Ależ nie!
Księdzu kapelanowi mówiącemu mi również: «Będziesz miała wielką ofiarę do złożenia,
opuszczając twe siostry» odpowiedziałam: Mój Ojcze, uważam, że ich nie opuszczę,
przeciwnie, po śmierci jeszcze bliżej nich będę".
8 lipca
Spoglądając na swoje wychudłe ręce rzekła: "Staję się już szkieletem. To mi się podoba!"
Uprzedziła mię, że później wielu młodych
kapłanów, dowiedziawszy się, że była dana za siostrę duchową dwom
misjonarzom, poprosi o ten sam przywilej. Przestrzegła mię, że mogłoby to być
niebezpieczne dla niektórych dusz.
"Gdyby którakolwiek pisała to, co piszę,
otrzymałaby te same pochwały, to samo zaufanie... Jedynie modlitwą i ofiarą
możemy być pożyteczne Kościołowi św. Korespondencja winna być bardzo
rzadka i nie można na nią zupełnie pozwolić niektórym zakonnicom, które by
zaprzątały nią swoją głowę, wyobrażając sobie, że dokonują cudów, a w
rzeczywistości raniłyby tylko swoją duszę i wpadłyby może w subtelne sidła
szatana.
Moja Matko, to, co Ci mówię, jest bardzo ważne, nie zapomnij o tym.
"W Karmelu nie trzeba wyrabiać fałszywej
monety do kupowania dusz. A często piękne słowa, które się pisze i piękne
słowa, które się otrzymuje, są wymianą fałszywej monety..."
11 lipca
Mówiłam o rękopisie jej życia, o pożytku, jaki zeń dusze odniosą:
"...Lecz jakże jasno zobaczy się wówczas,
że to wszystko pochodzi od Boga! Chwała, którą zeń odbiorę, będzie darem
nie zasłużonym, do mnie nie należącym, tak, o tym wszyscy będą
przekonani..."
12 lipca
"Nic się mnie nie trzyma. Wszystko co mam
i co zdobywam, to dla Kościoła i dla dusz. Żyjąc nawet do lat osiemdziesięciu,
pozostałabym tak samo ubogą".
Spoglądać będziesz na nas z nieba? "Nie, zstępować będę".
"Nie mówię, że jeżeli ciężko żyć w
Karmelu, to słodko w nim umierać; lecz jeżeli słodko żyć w Karmelu, to
jeszcze bardziej słodko w nim umierać".
"Gdybym była bogata, nie mogłabym patrzeć
na ubogiego głodnego bez udzielenia mu z moich dóbr. Tak samo w miarę
zdobycia jakiegoś skarbu duchowego, czując w tej chwili, że są dusze, którym
grozi niebezpieczeństwo potępienia, oddaję im wszystko, co posiadam i nie
znalazłam jeszcze ani jednej chwili, by móc sobie powiedzieć: teraz pracować
będę dla siebie".
16 lipca
Gdy chodziło o rękopis (1) jej życia: "Moja Mateczko, musisz przejrzeć
wszystko, co napisałam. Jeżeli uważasz, że należy coś usunąć lub dodać
z tego, co ci ustnie powiedziałam, będzie to tak, jak gdybym sama to zrobiła.
Pamiętaj o tym w przyszłości i nie miej żadnego skrupułu pod tym względem.
"...Ty, jedna, znasz wszystkie tajniki mej duszy!..."
18 lipca
"...Pan Bóg nie dawałby mi pragnienia
czynienia dobrze na ziemi po śmierci, gdyby go nie chciał urzeczywistnić;
dawałby mi raczej pragnienie spoczywania w Nim. Co myślisz o tym, moja
Mateczko?..."
21 lipca
"Chciałabym poznać w Niebie historię każdego
świętego. Ale nie tak, aby mi ją opowiadano, to by trwało za długo. Chciałabym
spotykając jakiegoś świętego usłyszeć jego imię, poznać jego życie w
jednym mgnieniu oka".
27 lipca
Wieczorem w dniu prania zwierzyła mi się: "Około pierwszej godziny powiedziałam
sobie: Siostry są przy praniu bardzo zmęczone! I prosiłam Pana Boga, by wam
wszystkim ulżył, by praca odbywała się w pokoju i w miłości. Czując się
tak chorą, cieszyłam się, mogąc razem z wami cierpieć".
Podczas ataku duszności okazywałam jej moje współczucie i smutek.
"O! nie martw się! Jeżeli się duszę, Pan Bóg da mi siłę. Kocham! On mię
nigdy nie opuści!"
30 lipca
"Nie chciałabym podnieść słomki, aby
uniknąć czyśćca. Wszystko co robiłam, czyniłam, aby sprawić Bogu
przyjemność, aby Mu zbawić dusze".
- Ciężko tak wiele cierpieć, prawda? "Nie, mogę jeszcze mówić Panu Bogu,
że Go kocham, to wystarcza".
31 lipca
Będąc wszystkie trzy dni przy niej, moje
siostry i ja, zaczynałyśmy trochę drzemać ze zmęczenia i ze smutku. Wówczas
patrząc na nas i wskazując palcem po kolei, powiedziała nam z pełnym dowcipu
uśmiechem: "Piotr, Jakub i Jan!..." Zrozumiałyśmy aluzję do Apostołów w
Getsemani, a równocześnie chęć rozerwania nas tym miłym porównaniem".
"...Będę kradła... Dużo rzeczy w
Niebie zniknie, bo je wam przyniosę... Będę małą złodziejką, będę brała
wszystko, co mi się będzie podobało".
l sierpnia
Gdy chodziło o rękopis jej życia: "Moja Matko, po mojej śmierci nie trzeba
mówić nikomu o moim rękopisie, nim zostanie wydany w porozumieniu z naszą
Matką. W przeciwnym razie szatan zastawi wam niejedno sidło, aby przeszkodzić
dziełu Bożemu i zniszczyć je... a to dzieło bardzo ważne!"
W kilka dni później poprosiłam ją, by
przeczytała jeszcze raz fragment swego rękopisu, który mi się wydawał nie
wykończony; zastałam ją z oczami pełnymi łez, a gdy ją pytałam o powód,
odpowiedziała mi z anielską prostotą: "To, co odczytuję w tym zeszycie, to moja
cała dusza!... Moja Matko, te karty zdziałają wiele dobrego. Przez nie dobroć
Boża będzie lepiej poznana..." I dodała tonem natchnionym:
"Ach! wszyscy kochać mię będą, wiem o tym dobrze..."
3 sierpnia
Mówiłam jej, ze musiała wiele walczyć,
aby dojść do stopnia doskonałości, na którym się znajduje obecnie.
Odpowiedziała mi tonem niewymownym: "Och! to nie to!..." I trochę później:
"Świętość nie jest w tej lub owej
praktyce, polega ona na usposobieniu serca, które sprawia, że jesteśmy
małymi i pokornymi w objęciach Boga, uznającymi swą słabość i ufającymi
do zuchwalstwa Jego dobroci ojcowskiej".
5 sierpnia
Jedna ze sióstr powiedziała jej, że w
chwili jej śmierci przybędą aniołowie, aby towarzyszyć Panu Jezusowi, że
zobaczy ich lśniących światłem i pięknością. "Wszystkie te obrazy nie przemawiają do
mnie, mogę się karmić jedynie prawdą. Dlatego nigdy nie pragnęłam widzeń.
Nie można widzieć na ziemi Nieba i Aniołów takimi jakimi są, wolę czekać
na chwilę po śmierci".
"Moje nabożeństwo do Najśw. Oblicza czyli
raczej cała moja pobożność opierała się na tych słowach Izajasza: Nie ma
krasy ani piękności; i widzieliśmy go, a nie było na co spojrzeć... wzgardzonego
i najpodlejszego z mężów, męża boleści i znającego niemoc; i jakby zasłonięta twarz
jego i wzgardzona; stąd i za nic go mieliśmy (2)
...Ja również pragnęłam być bez krasy i bez piękności, sama tłoczyć
wino w prasie (3), nie znana stworzeniom".
6 sierpnia
Zapytano ją, co rozumiała przez słowa: być jako małe dziecię przed
Bogiem. Odparła: "Jest to uznawać swoją nicość,
oczekiwać wszystkiego od Boga, jak małe dziecię oczekuje wszystkiego od ojca,
niczym się nie kłopotać, nie gromadzić mienia. U ubogich nawet, dopóki
dziecię małe, dają mu to, co niezbędne, lecz skoro tylko podrośnie, ojciec
nie chce go już żywić i mówi do niego: Teraz pracuj, sam sobie możesz
wystarczyć. Otóż, aby nie usłyszeć tego, nie chciałam nigdy być dużą,
czułam się niezdolna zapracować sama na życie wieczne w Niebie. Pozostałam
więc zawsze małą, jedyne moje zajęcie to zrywanie kwiatów miłości i
ofiary i ofiarowanie ich Bogu, aby Mu sprawić przyjemność. ...Być małym, to następnie nie
przypisywać sobie cnót, która się pełni, lecz uważając się za
niezdolnego do czegokolwiek uznać, że Bóg składa w ręce swego dziecięcia
ten skarb cnoty, aby się ono nim posługiwało według potrzeby; ale skarb
pozostanie zawsze własnością Boga. Wreszcie nie zniechęcać się swymi błędami,
bo dzieci często upadają, lecz są za małe, aby sobie mogły za wiele złego
zrobić".
"Och, jak mało jest doskonałych zakonnic,
które nic nie robią byle jak, lub niewiele lepiej, mówiąc sobie: nie jestem,
ostatecznie, do tego zobowiązana... to nie jest czymś bardzo złym, że tutaj
rozmawiam, że sprawiam sobie tym przyjemność... Jak mało jest takich, które
wszystko starają się robić możliwie najlepiej. A przecież one są najszczęśliwsze.
Jeśli chodzi o milczenie, jakie z niego płynie dobro dla duszy, ilu się dzięki
niemu unika zaniedbań wobec miłości i ilu różnych zmartwień. Mówię
przede wszystkim o milczeniu, gdyż w tej dziedzinie popełnia się najwięcej
przekroczeń.
7 sierpnia
"O! Jakże Pan Bóg jest mało kochany na
ziemi! nawet przez dusze Mu poświęcone!... Nie, Pan Bóg nie jest bardzo kochany..."
10 sierpnia
Patrząc na obrazek Joanny d'Arc w więzieniu, powiedziała: "Mnie również święci zachęcają w mym
więzieniu. Mówią mi: Dopóki jesteś w kajdanach, nie możesz spełnić twego
posłannictwa; lecz później, po śmierci, nastanie czas twych zdobyczy".
"Modlę się często do świętych, nie będąc
przez nich wysłuchana; lecz im bardziej zdają się być głuchymi na moje wołania,
tym bardziej ich kocham". — Dlaczego? "Dlatego, że więcej pragnęłam nie
widzieć Boga i świętych oraz pozostać w nocy wiary, aniżeli drudzy pragną
wszystko widzieć i rozumieć".
15 sierpnia
Przytoczyłam jej zdanie św. Jana od Krzyża,
odnoszące się do dusz, które doszły do miłości doskonałej: "Umierają w
przedziwnych uniesieniach i w rozkosznych porywach, których udziela im
miłość" (4) ... Westchnąwszy, powiedziała mi: "Trzeba będzie powiedzieć, że radość
i uniesienia są jedynie w głębi mej duszy... Nie zachęciłoby
to dusz, gdyby przypuszczano, że niewiele cierpiałam".
16 sierpnia
Nie mogła już mówić z powodu ciężkości na piersiach i osłabienia:
"Nie... móc... nawet... mówić... do Ciebie! 0! gdyby wiedziano!... Gdybym
nie kochała Pana Boga!"
18 sierpnia
Cierpię wiele, lecz czy cierpię dobrze? Oto, co jest nader ważne!"
20 sierpnia
Gdy chodziło o list pewnego kapłana, który
twierdził, że Matka Najśw. nie znała cierpień fizycznych: "Moja Matko, spoglądając dzisiaj
wieczorem na Najśw. Dziewicę, zrozumiałam, że to nie było prawdą; zrozumiałam
że cierpiała nie tylko na duszy, lecz również i na ciele. Cierpiała wiele
podczas podróży, cierpiała zimno, upał. zmęczenie... Pościła wielekroć...
Tak, Maryja wie co to cierpienie! ...Dobrze mi to robi, gdy, myśląc o Najśw.
Rodzinie, wyobrażam sobie życie całkiem zwyczajne. Nie to wszystko, co
przypuszczają! Że np. Dziecię Jezus, ulepiwszy ptaszki z gliny, ożywiało je
swym tchnieniem. Nie, mały Jezus nie miał czynić cudów niepotrzebnych... W
przeciwnym razie, dlaczegoż nie zostali przeniesieni do Egiptu cudem o wiele
naturalniejszym, a który był tak łatwym dla Boga! W jednym oka mgnieniu
byliby się tam znaleźli! Lecz nie, wszystko w ich życiu działo się jak w
naszym.
"Ucieszyłam się na myśl, że modlą się
za mnie. Powiedziałam wówczas Panu Bogu, że chcę, aby ta modlitwa została
ofiarowana za grzeszników". - Nie chcesz więc, by się modlono o ulgę
dla ciebie? "Nie!"
22 września
- Cóż to za straszna choroba, ileś się
nacierpiała! "Tak!!! Cóż to za łaska mieć wiarę! Gdybym nie miała
wiary, bez wahania zadałabym sobie śmierć..." (5)
23 sierpnia
Ofiarowała swoje cierpienia za kleryka w
seminarium, który miał pokusy co do swego powołania. Dowiedział się o tym i
napisał list bardzo pokorny i wzruszający. Powiedziała mi na to: "O, ileż pociechy przyniósł mi ten
list. Czy zauważyłaś uczucia pełne pokory w nim wyrażone? Przekonałam się,
że moje małe cierpienia są owocne. I jakaż to radość dla mnie poznać z
tego listu, ile w tak krótkim czasie można nabyć miłości i wdzięczności
dla duszy dotąd nieznanej! Cóż to będzie dopiero w Niebie, gdy dusze poznają
te, które je zbawiły?"
Trochę później powracając do tej samej myśli: "Wiadomo dobrze, że Najśw. Dziewica jest
Królową nieba i ziemi, lecz ona jest więcej matką niż królową i
nie należałoby głosić (jak to nieraz słyszałam), że swymi przywilejami zaćmiewa
chwałę wszystkich Świętych, podobnie do słońca, za którego wschodem
znikają gwiazdy. Mój Boże! jakież to dziwne! Matka, która zaciera chwałę
swych dzieci! Co do mnie, myślę przeciwnie, że Maryja o wiele powiększa
blask i chwałę wybranych. Dobrze jest mówić o Jej przywilejach,
lecz nie należy się do tego ograniczać. Trzeba wzbudzać miłość ku
Niej. Jeżeli słysząc kazanie o Matce Najśw., jest się zmuszonym od początku
do końca do wykrzykników: Ach! Ach! — to niebawem nastąpi znużenie, nie ma
zaś pobudki do miłości i naśladowania. Kto wie nawet, czy nie znalazłaby się
dusza, która by wówczas odczuwała pewien dystans w stosunku do istoty tak
wzniosłej?... Jedynym przywilejem Najśw. Dziewicy, to
wolność od zmazy grzechu pierworodnego i Macierzyństwo Boże. I jeszcze co do
tego ostatniego powiedział nam Jezus: Albowiem ktokolwiek by uczynił
wolą Ojca mego, który jest w niebiosach, ten jest bratem moim i siostrą i
matką (6). Skądinąd jesteśmy szczęśliwsi
od Niej, bo Ona... nie miała Najśw. Dziewicy do kochania... o tyle jest to słodsze
dla nas, a mniej słodkie dla Niej!... O, jakże kocham Najśw. Maryję Pannę!..."
"Gdy pomodliliśmy się do Najśw.
Dziewicy, a Ona nas nie wysłuchała, trzeba pozostawić Jej swobodę działania,
nie nalegając już, ani się nie trapiąc".
25 sierpnia
Jęczała, lecz tak cichutko! "O, jakże się skarżę! Jednakże nie
chciałabym mniej cierpieć... Jestem na wszystko gotowa!... Trzeba się zdać
na Boga... Moje siostrzyczki, chciałabym, abyście się radowały".
26 sierpnia
Moja Matko, jakże Pan Bóg musi wspomagać, gdy się cierpi tak wiele".
31 sierpnia
"Ach! nie do uwierzenia, jak wszystkie moje
nadzieje zostały spełnione. Niegdyś, czytając św. Jana od Krzyża, błagałam
Pana Boga, aby zdziałał we mnie to, co on opisuje, to jest, aby mię w
niewielu latach uświęcił tak, jak gdybym dożyła późnej starości, aby mię
szybko udoskonalił w miłości... i oto jestem wysłuchana!"
Była wyczerpana: "Ileż potrzeba mi
odwagi, aby zrobić znak krzyża św.! Mój Boże!... Mój Boże, zmiłuj się
nade mną!... Już tylko to mogę powiedzieć!"
2 września
"Gdy się z cichością przyjmuje
upokorzenie pochodzące z naszych niedoskonałości, wówczas łaska Boża w tej
chwili powraca..."
17 września
Wyrażałyśmy nasz smutek z powodu pogorszenia się jej stanu: "Przy chorych trzeba być wesołym! Nie
trzeba się martwić, jak ci, którzy nie mają nadziei... Doprowadziłybyście
mię wreszcie do tego, że żałowałabym życia!" - O! to byłoby dla nas bardzo
przykre! Wówczas tonem trochę żartobliwym rzekła: "To prawda!... Powiedziałam to, aby was
tylko przestraszyć!..."
24 września
- Czy masz przeczucie o twojej rychłej śmierci? "Ach! przeczucia,
moja Matko!... Gdybyś wiedziała, jak jestem uboga! Nic nie
wiem nad to, co ty wiesz... Nie odgaduję nic, jak tylko to, co widzę i czuję.
Lecz mimo ciemności dusza moja jest w zadziwiającym pokoju".
25 września
"Teraz czuję dobrze, że to, co powiedziałam
i napisałam, jest prawdą pod każdym względem... Prawdą jest, że
bardzo pragnęłam cierpieć dla Boga i prawdą jest, że tego jeszcze pragnę".
27 września
Jedna z jej nowicjuszek przyszła na parę
chwil do infirmerii. Widząc ją spokojną i mężną wśród takich cierpień,
odezwała się do niej: Siostra jest aniołem słodyczy i cierpliwości!
"O! nie, nie jestem aniołem... Aniołowie nie mogą cierpieć;
nie są tak szczęśliwi jak ja!"
29 września
"Kiedyż się wreszcie całkowicie zaduszę!... Już nie mogę... Ach! Módlcie się za
mnie... Jezus, Maryja... Tak, chcę. Chcę bardzo..."
* * *
(1) Przestała pisać w pierwszych dniach miesiąca. Ostatnie kartki jej rękopisu
skreślone są ołówkiem.
(2) Iz 53, 2-3.
(3) Por. tamże, 63, 3.
(4) Por. Żywy płomień miłości, l, 30.
(5) Matka Agnieszka dodała na marginesie: "Tak mówiła wiele razy".
(6) Mt 12, 50. |