Kiedy się człowiek zwraca ku ludziom, jest najgłębiej związany z Tobą…

Prawda, że Teresa ostrzega przed tak zwanymi "odrębnymi przywiązaniami" (por. Droga doskonałości, rozdz. 4). Jednakże w ten sposób zwraca się ona nie przeciw prawdziwym relacjom międzyludzkim, ale przeciw tym sposobom zachowania, które raczej są sprzymierzaniem się przeciwko innym we wspólnocie, a więc niewiele mają wspólnego z przyjaźnią.

o. Reinhard Körner OCD, Zamyślenia nad dziedzictwem Teresy od Jezusa



Wydawało mi się, że źle przeczytałem, gdy po raz pierwszy natrafiłem na następujące słowa w jednym z pomniejszych pism Teresy: „O Jezu mój, jakże wielka jest ta miłość Twoja, którą miłujesz synów ludzkich! Bo to jest największa przysługa, jaką Ci oddać może dusza, gdy dla miłości bliźnich i dla ich zbawienia Ciebie opuści!” (Wołania duszy do Boga, 2, 2). Żeby zatem zrozumieć tę zdumiewającą wypowiedź, trzeba przytoczone zdanie odczytać najpierw w tym sensie, w jakim przypuszczalnie byśmy go oczekiwali, mniej więcej w ten oto sposób: Bo to jest największa przysługa, jaką Ci oddać możemy, gdy z miłości do Ciebie opuścimy ludzi, a zwrócimy się tylko ku Tobie… W każdym razie po dziś dzień często można spotkać się z przeświadczeniem, jakoby koniecznym warunkiem doskonałej pobożności było opuszczenie „świata” i bliźnich, by w sposób niezakłócony i niepodzielny móc oddać się Bogu.

Teresa wyraźnie i zdecydowanie się temu sprzeciwia. Alternatywa: Bóg albo człowiek – jest jej obca. W jej przyjacielskim obcowaniu z Chrystusem, które nie ona zainicjowała, lecz On, Teresa poznaje, jak wielka jest Jego „miłość do dzieci ludzkich”. W ten sposób jej życie staje się życiem razem z Nim. Całe jej poszukiwanie Boga, cała jej modlitwa, jako przyjacielskie bycie z Chrystusem i w Chrystusie w konsekwencji nie ma na celu czysto osobistej, wewnętrznej zażyłości z Bogiem, ale staje się podstawą przyjacielskich relacji z bliźnimi. W Jezusie wyczytuje ona, że Bóg nie pragnie wyrzeczenia się relacji międzyludzkich, lecz ich pogłębienia i uzdrowienia.

Pobożność nastawiona wyłącznie na relację do Boga, gdy się jej dokładnie przyjrzeć, jest ucieczką przed Bogiem i przed Jego „miłością do dzieci ludzkich”. Stanowi ona przeszkodę na drodze do pełnej ludzkiej dojrzałości, staje się niesprawiedliwa względem bliźnich i prowadzi w końcu do rozminięcia się z Bogiem, w każdym razie z tym Bogiem, który w Jezusie objawił się jako Ten, który zwraca się do swych stworzeń i szuka tych, które wraz z Nim chcą kochać i być kochane – z których ludzkimi sercami mógłby się „złączyć” i stanowić jedno w miłości.

Prawda, że Teresa ostrzega przed tak zwanymi „odrębnymi przywiązaniami” (por. Droga doskonałości, rozdz. 4). Jednakże w ten sposób zwraca się ona nie przeciw prawdziwym relacjom międzyludzkim, ale przeciw tym sposobom zachowania, które raczej są sprzymierzaniem się przeciwko innym we wspólnocie, a więc niewiele mają wspólnego z przyjaźnią. Właśnie takie sposoby zachowania mogą zostać przezwyciężone i uzdrowione tam, gdzie na bazie przyjaźni z Bogiem podąża się drogą przyjaźni z bliźnimi.

Jezus ani nie rozwiązał miłości bliźniego na korzyść miłości Boga, ani też miłości Boga na korzyść miłości bliźniego. Jedna z drugą jest związana, również w ich ustawicznym napięciu. Przy czym „miłość” nie jest jedynie ogólnym uczuciem do wszystkich ludzi. Teresa przeżywała głębokie, bardzo konkretne przyjaźnie z kobietami i mężczyznami. Niekiedy nawet boleśnie odczuwała brak ich bliskości, lecz nie było to oznaką jej „niedoskonałości”. O wiele bardziej została ona w ten sposób uświadomiona, jak ważna jest w jej życiu również ludzka sympatia i jak bardzo potrzebuje do życia przyjaźni – właśnie ze względu na swoją miłość do Boga. Ani nie zamienia ona Boga na człowieka, ani też człowieka na Boga – gdyż w takim wypadku straciłaby zarówno ludzi, jak i Boga…