Cierpienie wyciągało do mnie ramiona

24 września 1890 roku, ma miejsce welacja Teresy: zmienia biały welon nowicjuszki na czarny welon profeski: "Wszystko było całkowicie przysłonięte łzami... Nie było Tatusia, by pobłogosławił swą Królową...".

Geneviève Devergnies OCD

Pierwsze kroki



Nowa postulantka czuje się w pełni sobą, u siebie; to, co inni nazwaliby „więzieniem”, dla niej jest najwyższym miejscem wolności. To ciężkie i surowe życie zachwyca ją. Wystarczy, by się o tym przekonać, spojrzeć, jak przemierza równym, spokojnym i zdecydowanym krokiem ciche krużganki.

Zresztą, zachowanie Teresy zaskakuje wspólnotę, która, uprzedzona o jej młodym wieku, spodziewa się, że jej zachowanie będzie nieco dziecinne. O, nie! Siostry w jej obecności ogarnia jakiś respekt; doceniają jej godną i powściągliwą postawę, jej delikatny uśmiech, jej skupioną i zdecydowaną minę. Oczywiście, zdarzają się spojrzenia ciekawskie i trochę nieufne: jak będzie się zachowywać ta przedwczesna postulantka? Zobaczymy …

Mistrzyni nowicjatu zaświadczy później: „Od momentu wstąpienia zabrała się do wykonywania wszystkich obowiązków z czarującym wdziękiem”. W istocie, od kwietnia, Teresa robi się bardziej aktywna. „Dla niej praca sprowadza się do prozaicznych zadań: naprawa bielizny, zamiatanie dormitorium, schodów, klauzury; trochę pracy w ogrodzie tytułem ćwiczeń fizycznych” (PA 348). Postulantka doświadcza, że „Pokorne życie w pracach nudnych i łatwych – to dzieło wyboru wymagającego wiele miłości”, jak mówi Paul Verlaine.

I oto nadchodzą, 22, we wtorek po Zesłaniu Ducha Świętego, „radosne święta miesiąca maja”, w czasie których Teresa wybrana zostaje do upiększenia różami swej chrzestnej matki, Marii, która właśnie złożyła profesję: „Najstarsza z rodziny, którą najmłodsza miała szczęście ukoronować w dniu jej zaślubin” (A 7lv). Dwa dni potem, pan Martin bierze udział w welacji swego „diamentu”, swej ulubionej córki. Teresa rozpływa się w dziękczynieniu i, dla pełni szczęścia, spotyka tego, którego jej ojciec nazywa „kierownikiem całej rodziny”, czcigodnego ojca Pichon.

To bardzo oryginalna i sympatyczna postać: normandzki jezuita, urodzony w rodzinie zajmującej się hodowlą bydła, 3 lutego 1843 roku, w Saint-Marguerite-de-Carrouges, niedaleko Alençon. Poproszono go, by wygłosił 23 maja 1888 roku, z okazji welacji siostry Marii od Najświętszego Serca, okolicznościową mowę. W czasie tej samej uroczystości obchodzona jest pięćdziesiąta rocznica fundacji Karmelu w Lisieux.

Przy tej okazji, kaznodzieja głosi rekolekcje, które kończą się w poniedziałek, 28. W sposób duchowy i uczony porusza w nich swoje ulubione tematy: modlitwa, pokora, miłość Boga, miłość braterska i uświęcenie przez doświadczenie; to właśnie skupia najbardziej uwagę Teresy: „Świętość! trzeba ją zdobywać na ostrzu miecza, trzeba cierpieć… znosić mękę konania…”, powie niebawem, cytując księdza Pichon.

Najważniejszym wydarzeniem tych dni staje się dla Teresy spotkanie z księdzem Pichon, w czasie którego odkrywa przed nim, w czasie spowiedzi, wewnętrzne poruszenie, „wewnętrzne męczeństwo”, które nosi w sobie od pięciu lat, i które, momentami, niepokoi ją jeszcze: straszliwą chorobę skrupułów. „Nie wiem, jak opisać tę przedziwną chorobę; teraz tłumaczę ją sobie jako dzieło szatana, ale długi czas po odzyskaniu zdrowia byłam przekonana, że udawałam chorą (…). Dobry Bóg chciał mnie zapewne oczyścić a przede wszystkim upokorzyć pozwalając, by to wewnętrzne męczeństwo trwało aż do mego wstąpienia do Karmelu, gdzie Ojciec naszych dusz podźwignął mnie z wszystkich mych wątpliwości jakby przez podanie ręki, i odtąd w pełni odzyskałam pokój” (A 28v). Jezuita wysłuchuje długo zwierzeń postulantki, jej obaw, że popełniła grzech śmiertelny udając chorobę, jej cierpień, aspiracji i, uspokoiwszy ją, dodaje: „W obliczu Dobrego Boga, Najświętszej Panny i wszystkich świętych oświadczam, że nigdy nie popełniłaś żadnego śmiertelnego grzechu. (…) Niech Pan Nasz będzie zawsze twym Przełożonym i twym Mistrzem nowicjatu”. „I rzeczywiście stał się nim, a ponadto został moim kierownikiem” (A 70 r). Ksiądz Pichon wyjeżdża bowiem wkrótce do Kanady i Teresa, w życiu duchowym, zostaje zupełnie sama.