Jestem kobietą, i to jeszcze nie cnotliwą, ale grzeszną…

Teresa od Jezusa należy do tych kobiet w historii chrześcijaństwa, które wiele wycierpiały z tego powodu, że są "tylko" kobietami, a które jednak przenikliwie potrafiły dostrzec, że to nie Bóg, tylko męska jednostronność i ciasnota są winne ich dyskryminacji.

o. Reinhard Körner OCD, Zamyślenia nad dziedzictwem Teresy od Jezusa



Kobietom nigdy w Kościele nie było lekko. Przyczyny tego nie tkwią w Ewangelii, naturalnie również nie w przykładzie życia Jezusa. Nie można o to winić nawet Pawła Apostoła, którego parę wypowiedzi z Listów odczytano jako „wrogie kobietom”. Chyba najbardziej wpłynęło na ten stan rzeczy jednostronnie męskie myślenie, jakim przesiąknęła ogólnospołeczna mentalność zachodniej cywilizacji.

Teresa od Jezusa należy do tych kobiet w historii chrześcijaństwa, które wiele wycierpiały z tego powodu, że są „tylko” kobietami, a które jednak przenikliwie potrafiły dostrzec, że to nie Bóg, tylko męska jednostronność i ciasnota są winne ich dyskryminacji. Teresa odważnie wypowiedziała w swym otoczeniu walkę wrogości względem kobiet. To, w jakim stylu ją prowadziła, po dzień dzisiejszy wyzwala i orzeźwia serca tak kobiet, jak i mężczyzn. Nie podąża ona ani drogą cichego, cierpliwego podporządkowania, ani nie popada w „feministyczną, emancypacyjną kontestację” i nie odcina się od mężczyzn w społeczeństwie i w Kościele. Znajdzie przecież wśród nich również takich, z którymi przez całe życie będzie związana głęboką przyjaźnią. Obiera drogę, którą nazywa pokorą, drogę bycia w prawdzie, ukazując się Bogu i swoim bliźnim taką, jaka jest, właśnie Teresą, tą konkretną kobietą, z jej słabymi i mocnymistronami.

Dla Teresy pokora oznacza szczere przyznanie się do tego, że jest po prostu w każdym calu kobietą, że ma swoje niedostatki charakterologiczne, tak samo jak mężczyźni, że jest po ludzku ograniczona, jak każdy. Lecz zarazem oznacza dla niej wyraźne takwobec darów i talentów: tych, które i jako kobieta, i jako Teresa przyniosła ze sobą na świat, potem tych, które sobie zdobyła, a także tych, które, ku swemu wielkiemu zdumieniu – z biegiem życia otrzymała w darze. Gdy więc w dziełach i listach wciąż mówi o swych licznych słabościach i przyznaje się do nich na modlitwie, to kryje się w tym szczere przeświadczenie. Wie jednak również i to, kim sama jest i kim Bóg ją uczynił.

W swej autobiografii Teresa zwierza się, że dopiero wtedy, gdy najgłębiej odczuwa bliskość Boga, bardzo wyraźnie widzi, jak ograniczone i mizerne jest całe jej życie dzień po dniu, jak wiele ma ona w sobie słabości i jak wiele uczynków spełnia bez miłości. „Zdarza się, że mówię: Panie, pamiętaj co czynisz, nie zapominaj tylu wielkich moich grzechów, a kiedy już chciałeś zapomnieć o nich, aby mi je odpuścić, pamiętaj przynajmniej o nich, błagam Cię, aby powściągnąć zbytnią hojność swoich łask! Nie zlewaj, mój Stwórco, tak drogiego płynu do naczynia tak kruchego (…). Powierzasz te swoje perły kobiecie, i to jeszcze nie cnotliwej, ale grzesznej” (Księga życia, 18, 4). I potem następują słowa, których nie wolno przeoczyć: „Takie i tym podobne rzeczy zdarzało mi się mówić po wiele razy. Później dopiero widziałam, jaki było w tym moje szaleństwo i brak pokory” (tamże, 18, 5).

„Jestem kobietą, i to jeszcze nie cnotliwą, ale grzeszną” – nie sposób nie dosłyszeć humoru, kryjącego się w tych słowach – humoru, z którym pokpiwa ona sobie z całego niedorzecznego „męskiego świata”, humoru, którego uczy prawdziwa pokora.