|
Fragmenty homilii o. Alberta Wacha OCD
Prowincjała Krakowskiej Prowincji Karmelitów Bosych
Homilia wygłoszona w Krakowie 3 czerwca 2006 r. na Mszy świętej rozpoczynającej
Sympozjum poświęcone Słudze Bożej Matce Teresie Kierocińskiej.
(...) W dniu, w którym wspominamy Matkę Teresę Kierocińską, Założycielkę
waszego Zgromadzenia, osobę przez nas podziwianą i cenioną za jej wielką miłość,
za jej pójście za Panem. Nie jest rzeczą łatwą wpatrywać się w Pana i mieć Go
ciągle przed oczyma. Trzeba wielkiej wiary i trzeba prostoty serca, aby pójść za
Panem drogami, które On każdemu człowiekowi wyznaczył. Tak łatwo przychodzi nam
zatrzymywać się w drodze, zbaczać z tej drogi, oglądać się na bok, myśleć po
ludzku, kategoriami tego świata. A tak trudno mieć wzrok utkwiony w Panu. I
trzeba powiedzieć, ilekroć człowiek ogląda się na bok, ilekroć człowiek myśli po
ludzku, napełnia go strach i lęk i przerażenie, bo człowiek sam nie czuje się
bezpieczny, bo człowiek ma świadomość i poczucie, że sam sobie poradzić nie
może, pomimo, że próbuje to czynić. I trzeba jakiegoś nadzwyczajnego światła,
jakiejś nadzwyczajnej mocy, boskiej mocy, światła i mocy Ducha Świętego, żeby
człowiek mógł pójść za Jezusem, który przez swoje ziemskie życie szedł kierowany
mocą Ducha Świętego.
Pięknie się składa, że gromadzimy się dzisiaj w wigilię uroczystości Zesłania
Ducha Świętego. Z całym Kościołem przywołujemy dzisiaj tego światła i tej mocy,
my ludzie zalęknieni, zastraszeni, przerażeni groźbą śmierci, utraty
wszystkiego, wołamy o Ducha Świętego, o Dar z nieba. Tylko On, Duch Święty, dany
nam przez Chrystusa na krzyżu, tylko On może nas poprowadzić drogami Jezusa
Chrystusa i dać nam siły aby iść za Nim do końca.
Ludzie rzeczywiście żyją w strachu, lękają się, boją się o siebie i dlatego
czynią różne złe rzeczy, dopuszczają się niegodziwości, nieprawości z lęku i
obawy o siebie, dlatego porywają, kradną cudze rzeczy. Ale gdy zaczyna nimi od
wewnątrz rządzić Duch Miłości, Duch Boży, Duch Jezusa Chrystusa - rozdają własne
rzeczy. I to jest rzecz zdumiewająca czego potrafi dokonać w nas Duch Miłości,
Boży Duch, Duch Jezusa.
Matka Teresa Kierocińska właśnie zakorzeniona w miłości Bożej, potrafi
pochylić się nad każdym człowiekiem potrzebującym i oddać temu człowiekowi nie
tylko jakieś rzeczy, ale siebie samą. W duchu pierwszych uczniów Chrystusa, w
duchu pierwszej wspólnoty Kościoła, o której jest powiedziane, że ci wszyscy,
którzy uwierzyli, ci, którzy otrzymali dar Ducha Świętego z wysoka przebywali
razem i wszystko mieli wspólne. Sprzedawali majątki, dobra i rozdzielali je
każdemu według potrzeb. To nie byli ludzie zalęknieni, to byli ludzie, którzy
mieli w sobie Ducha Świętego, Ducha Miłości. A trzeba powiedzieć, że Matka
Teresa żyła w czasach, gdy – jak mówi Benedykt XVI w swojej encyklice "Deus
Caritas est" żyła w czasach, gdy wysuwane były zastrzeżenia przeciw działalności
charytatywnej Kościoła, dobroczynności Kościoła, zastrzeżenia rozwijane
ideologicznie i z naciskiem przez myśl marksistowską. Mówiono, że ubodzy nie
potrzebują dzieł charytatywnych, nie potrzebują miłości, że trzeba tylko
sprawiedliwych struktur i organizacji.
Dziękujemy Bogu za papieża Benedykta i za jego encyklikę "Deus Caritas est",
szczególnie w jej drugiej części, która powinna być odczytana przez was drogie
siostry karmelitanki, które idziecie w ślady swojej Matki Założycielki, Matki
Teresy Kierocińskiej. Ona swoim życiem oddanym bez reszty Bogu niejako
uprzedziła to, co Benedykt XVI w tej drugiej części swojej encykliki napisał nt.
charytatywnej działalności Kościoła. Na temat bardzo konkretnej miłości
bliźniego, papież pisze: "Miłość – caritas – zawsze będzie konieczna,
również w najbardziej sprawiedliwej społeczności. Nie ma takiego sprawiedliwego
porządku państwowego, który mógłby sprawić, że posługa miłości byłaby zbędna.
Kto usiłuje uwolnić się od miłości, będzie gotowy uwolnić się od człowieka jako
człowieka. Zawsze będzie istniało cierpienie, które potrzebuje pocieszenia i
pomocy. Zawsze będzie samotność. Zawsze będą sytuacje materialnej potrzeby, w
których konieczna jest pomoc w duchu konkretnej miłości bliźniego".
A wiemy, że Matka Teresa Kierocińska miała szczególne upodobanie do pracy i
poświęcenia siebie w miejscach, które - patrząc po ludzku oczyma świata – nie
było już żadnej nadziei, albo też wysiłek wydawał się nieopłacalny. Pomyślmy
tutaj o jej pochyleniu się nad najuboższymi. Matka nie pytała, czy taki wysiłek
ma sens i czy jest opłacalny, zawsze podejmowała go jako wyzwanie rzucone
ziemskiej bezsensowności, ze świadomością, że przez ten wysiłek ukaże ona
chrześcijański sens nadziei. To dzisiaj Kościół w Polsce podejmuje ten trud i
wysiłek przywracania nadziei ludziom ubogim. I wydaje się, że to jest
szczególnie wasze zadanie drogie siostry: Razem z Kościołem przywracać nadzieję
ludziom ubogim.
W Dziejach Apostolskich opisana jest sytuacja Pawła w więzieniu w Rzymie.
Paweł znajduje się w bardzo trudnym położeniu, powiada: "Dla nadziei Izraela
dźwigam te kajdany". Dla nadziei ludzi ubogich, anawim , dla ubogich
Pana, dźwiga każdy chrześcijanin, te kajdany, żeby przywracać tę nadzieję.
Niech to nasze spotkanie, niech to nasze wpatrzenie się w życie i działalność
Matki Teresy, otworzy jeszcze bardziej nasze oczy, a przede wszystkim serca,
niech stworzy niejako w nas tę wyobraźnię miłosierdzia, do której wzywał nas Jan
Paweł II. Obyśmy z całym Kościołem drogie siostry mogli czynić to, do czego
wzywa nas Pan.
"Pójdź za Mną " powiedział dzisiaj do Piotra – nie oglądaj się na boki, pójdź
na Mną, patrz na Mnie i przywracaj nadzieję ubogim. Oto zadanie, które jest
zadaniem każdego z nas, a szczególnie waszym – i tego wam życzę drogie siostry.
Amen. |