Kałków
Oratorium Matki Teresy Kierocińskiej

Doniosłym wydarzeniem wieńczącym jubileuszowy rok obchodów 50-lecia śmierci M. Teresy było 13.07.1997 roku poświecenie oratorium Sługi Bożej na Golgocie Martyrologium Narodu Polskiego w Kałkowie, poprzedzone siedmiodniowym czuwaniem w intencji jej beatyfikacji.

Na Ziemi Świętokrzyskiej w sanktuarium Matki Bożej Bolesnej Królowej Polski, wśród wielu Polaków zasłużonych dla Kościoła i Ojczyzny stanęła piękna figura Założycielki Karmelitanek Dzieciątka Jezus, przytulająca dziecko i z chlebem na dłoni. Inicjatywę ks. kustosza sanktuarium Czesława Wali o powstania oratorium, odważnie podjęła i zrealizowała s. Alina Zięba KDzJ, przełożona domu w Skarżysku.



W rzędach poziomych od góry:

1. Golgota - Martyrologium Narodu Polskiego
2. Sanktuarium Bolesnej Królowej Polski

3. Kustosz sanktuarium poświęca Oratorium Matki Teresy Kierocińskiej
4. Kustosz sanktuarium poświęca Oratorium Matki Teresy Kierocińskiej
5. Wierni podczas poświęcenia Oratorium

6, 7, 8, 9. Oratorium Matki Teresy Kierocińskiej

Homilia Ks. Czesława Wali
Kustosza Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej Królowej Polski
w Kałkowie, 13.07.1997 r.

Drogie i Czcigodne Siostry, Umiłowani Pielgrzymi, Kochani Przyjaciele, Drogi Ludu Boży tej Rodziny Parafialnej. Zaprosił nas Chrystus na swoją Ucztę Eucharystyczną, a jesteśmy tak ubogaceni, bo wiara nam ukazuje, że w tej Uczcie Eucharystycznej ciągle towarzyszy Jezusowa i nasza Matka – Maryja, która jest Matką i Królową Bolesną naszego Narodu. Ciągle pragniemy oczyma duszy i serca Polaka odczytywać również tę wielką tajemnicę, która narodziła się w noc ogłoszenia stanu wojennego, kiedy to w znaku przyszła Matka z orłem na piersi, aby stanąć u stóp Świętego Krzyża, które jest najstarszym sanktuarium w Ojczyźnie i aby przed Jej wizerunkiem płynęły modlitwy pełne zawierzenia, ale równocześnie wielkiej troski prosząc pokornie, aby nie kto inny, ale Ona została nadal Matką i Królową Bolesną naszego Narodu i naszej Ojczyzny. Po ludzku stało się to niemożliwe, choćbyśmy starali się filozofować, obliczać i poszukiwać jak się to stało, że w krótkim czasie wyrosło to sanktuarium, które gromadzi setki przyjaciół serc polskiego Narodu, którzy przybywają z całej naszej Ojczyzny. Ale również człowiek wierzący wie, że u Boga nie ma nic niemożliwego. Ten, który pragnie by dar Matki Jezusowej odbierał największą chwałę i cześć wszystko czyni, aby to Królestwo Matki przypominało nam o zawierzeniu Jej, kierowanych do Niej próśb, by Boże dziedzictwo mogło rodzić prawdziwie poranek Zmartwychwstania. Dlatego uświadamiamy sobie również tę wielka tajemnicę, na którą często wzrok nasz kierujemy: to jest krzyż, a pod Krzyżem dostrzegamy Maryję, Matkę, która patrzyła na umierającego Zbawiciela. To nie sielanka, ale ciągle aktualna rzeczywistość.

I nadal Opatrzność Boża w znaku testamentu umierającego Zbawiciela ukazuje nam potrzebę dojrzenia właśnie u progu, kiedy kończy się drugie tysiąclecie, stojącego umiłowanego, wiernego ucznia – św. Jana. I mamy to odczytać tę tajemnicę, kiedy brakuje nadziei w naszej Ojczyźnie, że od momentu przyjęcia chrztu św., jakże polskie serce bardzo związało się z darem krzyża. Zaprosiło to polskie serce Matkę - na lata trudne, na lata niewoli i na lata zwycięstwa. I chcemy sobie odpowiedzieć, że właśnie w dzisiejszej rzeczywistości tak czytając trudne karty naszego Narodu, że ponownie Bóg powołał, wyróżnił i umiłował Naród polski, ten Naród, który tak zawierza Maryi, Matce stojącej pod krzyżem, i dlatego Maryja nie opuści nas. To tajemnica jej przeogromnego zatroskania, kiedy zasiadła na tronie, który zbudowały serca i ręce polskiego Narodu, i o tym każdy Polak powinien wiedzieć, bo to jest nowa historia prawdziwa, dotykalna. Chcemy zgłębić następne karty tajemnicy, na które Matka z orłem na piersi przez przymknięte oczy i milczące usta (kiedy zginają się kolana, szczególnie w czasie sobotnich czuwań pokutnych) rzuca pewne matczyne światła, bo budzi się w niej ciągle troska o losy tego Narodu. Jej matczyne serce pragnie, by żadna kropla krwi przelana w obronie krzyża i Ojczyzny przez polski Naród nie została podeptana i zapomniana, aby żadna kropla łez, które spływały w ciągu historii z oczu wielkich, świętych matek i ojców, młodych ludzi, polskich dzieci – zmęczonych, zdeptanych niewolą i innymi upokorzeniami, aby to wielkie dziedzictwo zostało zebrane jako największa świętość. Dlatego nie w wymiarach ludzkich, nie w wymiarach możliwości materialnych związanych z wartościami i bogactwem, ale w wymiarach Bożych pragniemy odczytywać dziedzictwo tego narodowego sanktuarium.

To z myśli Bożych i z zatroskania Matki wyrosła niezwykła Golgota - Martyrologium Polskiego Narodu. Na szczycie stanął krzyż i rozpięte ramiona, pod krzyżem orły, które przypominają każdemu Polakowi żyjącemu w tych czasach, kiedy chce się Polaka, serce Polaka zmiażdżyć, uczynić go płazem, aby tylko to polskie serce nie było orłem. Dlatego orły symbolizują i mówią do ciebie i do mnie w dziejowej historii: popatrz, jak wielu Polaków, polskie serca były wierne krzyżowi i dlatego pod ramionami krzyża w oratoriach, kaplicach mieści się historia, chociaż smutna, pełna cierpienia i bólu, ale bardzo chlubna; bo w tych oratoriach są nasi bracia i siostry, którzy przelewali krew, umierali śmiercią męczeńską. Tak wielkie pozostawili dziedzictwo dla ciebie i dla twoich pokoleń, że Polska nie może upaść że Polska musi być wolną, chrześcijańską bo jest wybrana przez Chrystusa, umiłowana przez Matkę.

To Matka odchodzi od krzyża i wędruje z Tobą po drogach i ścieżkach naszej Ojczyzny. To Ona jakby wskazuje darem matczynej ręki i mówi: popatrz, to Naród, który ginął w obozach koncentracyjnych, przelewając krew, umierając w męczarniach bronił wartości wiary. Chociażby staje nam na drodze Sługa Boża Stanisława Leszczyńska, położna, która jako akuszerka przyjmowała rodzące się dzieci. Kazano je zabijać, a ona odpowiadała: „nigdy nie pozwolę zabijać dziecka”, chociaż za to groziła jej śmierć. Idzie Matka z Tobą i ze mną i ukazuje następne, wspaniałe postacie, idzie na Syberię i do Katynia, idzie na Monte Cassino, idzie w różne zaułki naszych miast i wiosek, pochyla się nad każdą kroplą krwi jej wielkich synów i córek, którzy bronili, składali daninę przeogromnego cierpienia. Wskazuje nam Matka na wielkich Polaków, chociażby na Sługę Bożego Edmunda Bojanowskiego, czy Sł. B. ks. Markiewicza, czy abpa Szczęsnego Felińskiego, którzy tak bardzo bronili stolicę Warszawę, i mówi: popatrz, tutaj na barykadach Warszawy składali daninę przelania krwi, dzieci i młodzież, ojcowie i matki, bronili bo kochali Boga i kochali Polskę. Ja, Matka i Królowa Bolesna staję na ich ścieżkach i blisko twojego serca polskiego. Popatrz, za ciebie umierali, nie pozwól aby deptano wartość miejsca twojej Ojczyzny i piękna polskiego serca, pozostań wierny krzyżowi, pozostań przyjacielu wierny mojemu Synowi Jezusowi Chrystusowi.

Dzisiaj Maryja prowadzi nas aż do Zagłębia Sosnowieckiego, aby ukazać niezwykłą postać Sługi Bożej Matki Teresy Kierocińskiej, tej która złożyła daninę wielkiego cierpienia niosąc potężny krzyż. Czytając jej życiorys po prostu trudno ludzkim umysłem pojąć, a jednak odczytała testament umierającego Zbawiciela, dostrzegła że i ona została zaproszona jak św. Jan stanąć pod krzyżem. Dlatego jej życie nie stało się bezowocne, z hartu jej wielkiego cierpienia, które czerpała z modlitwy klęcząc przed Najśw. Sakramentem otrzymywała specjalny charyzmat światła. Bo jej oczy i dusza były napełnione miłością, dostrzegały w najbiedniejszej dzielnicy miasta Sosnowca tylu biednych, głodnych, dostrzegały tyle opuszczonych dzieci polskich i żydowskich. Dlatego też podzielę się pewną refleksją, chociaż to było bardzo dawno, rok 1945. Byłem jeszcze chłopcem, kiedy do domu moich rodziców przybył Żyd z Oświęcimia. Opowiadał o gehennie jaką przeszli tak wiele cierpiąc. I między innymi zapamiętałem te słowa: „nie mogę pojąć, żeby Bóg zesłał tak ogromne cierpienie. Tyle nienawiści i wiele krzywdy, tyle krwi zostało przelanej w obozie koncentracyjnym... Nie mogę pojąć, że Bóg istnieje”. Był rozgoryczony, był bardzo cierpiący. Bo jak zapamiętałem kasłał, miał zapewne chorobę gruźliczą. Po paru dniach udał się do miasta, w którym przebywał przed wojną, do Sosnowca. I po kilku tygodniach wrócił z powrotem, ale jego oczy jaśniały, był jakoś bardziej spokojny, i daje to piękne świadectwo, które przekazuję dziś po raz pierwszy: „Jestem bardzo spokojny. Wracam z Sosnowca. Dowiedziałem się od moich najbliższych, że właśnie żyje siostra zakonna, która włożyła tyle trudu i tyle okazała dobroci dając chleb wszystkim, i nie zapomniała o dzieciach żydowskich. Dlatego moje serce stało się spokojniejsze. Chciałbym skorygować moją myśl, która była myślą wyrażona w bólu i cierpieniu. Przez znak tej siostry Polki, która obejmowała darem swoich rąk każde dziecko polskie i żydowskie, kiedy trzymała w ręku chleb, aby nakarmić, kiedy czuła, że to dziecko jest głodne - zrozumiałem, że jest Bóg, który dał ludzkie serca, które umieją wierzyć do końca w istnienie Boga jako najlepszego Ojca”.

Upłynęły miesiące i lata. Ja już byłem kapłanem. Przyszedł czas jakiejś choroby, dlatego też przez nowych przyjaciół otrzymałem adres, aby udać się na leczenie do Zakopanego. Zapukałem do furty klasztornej, do Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus, byłem bardzo gościnnie przyjęty. Siostry wspominały o swoich Założycielach. Zacząłem poszukiwać, zgłębiać się w wielką tajemnicę zachowując to w swoim sercu i umyśle. Później otrzymałem krótką biografię, a potem kiedy rodziła się Golgota ciągle wracałem myślą, by w tej Golgocie było miejsce dla Matki Teresy, tej niezwykłej Polki - Założycielki Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus, za wielki dar przeogromnej miłości odczytania charyzmatu, aby być matką dla wszystkich, dla najbiedniejszych, aby w szczególny sposób w znaku charyzmatu Dzieciątka Jezus, przez to Dzieciątko w każdym dziecięciu dostrzegać Boże Dziecię. Dlatego to dziedzictwo jest takie chlubne, dlatego Matka Jezusowa dzisiaj w swoich rękach zaprowadziła nas, abyśmy w tej zadumie spotkali się z następny wielką nowością, cicha, pełną cierpienia, ale z sercem przepełnionym miłością, aby wypełnić Jezusowy testament. Dlatego cieszymy się i Bogu dziękujemy, za wszelkie dobro jakie się dokonywało i dokonuje przez charyzmat tego Zgromadzenia.

Niech płyną Boże światła, niech płynie Boża modlitwa, aby ta niezwykła Sł. B. M. Teresa Kierocińska wyniesiona w poczet błogosławionych mogła rodzić w naszych sercach przez wstawiennictwo u Boga i u Maryi to wielkie światło, by każdy Polak, każda polska rodzina darem swojego serca czuła autentyczną potrzebę wielkiej miłości i wielkiej troski o każde dziecko – to poczęte, narodzone, to dziecko tulące się w objęciach matki, ojca. Aby rodziła się świadomość, taka pełna jaka powinna się rodzić w życiu każdego chrześcijanina Polaka, że dziecko to największe bogactwo, to przyszłość Ojczyzny, to potęga i obrona przed kataklizmami. Umiejmy się cieszyć i odczytywać Boże tajemnice jak odczytywała Sł. B. M. Teresa, a wówczas mimo cierpień i różnorakich znaków tajemniczych niesienia krzyża, który dźwiga nasza Ojczyzna i my osobiście, kiedy zawierzymy tajemnicy Bożej, również przyjdzie poranek Zmartwychwstania, w którym Pan za dar naszej wierności i miłości, za dar pomocy drugiemu człowiekowi, a szczególnie dziecku polskiemu, obdarzy nas darem swojego Chrystusowego pokoju. Amen.

All rights reserved. Publication or distribution of any content from this site is possible only with our permission
© Zgromadzenie Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus - Sosnowiec
© Krakowska Prowincja Karmelitów Bosych 1998-