|
Fragmenty homilii ks. abpa Stanisława Nowaka
Metropolity Częstochowskiego
Sosnowiec, 12 lipca 2006 r.
(tekst nieautoryzowany, przepisany z taśmy magnetofonowej)
Drodzy Bracia w kapłaństwie, kochane Zgromadzenie Sióstr Karmelitanek
Dzieciątka Jezus na czele z Matką Generalną, Drodzy Przyjaciele i Bliscy Matki
śp. Matki Teresy Janiny Kierocińskiej.
Na pewno zgromadziła nas tutaj miłość do Boga, na pewno jednoczy nas
Chrystus. Tu trzeba by powiedzieć za Biblią, że to co nas zjednoczyło to miłość
do Chrystusa, ale też i miłość do tej drogiej Matki, Założycielki Zgromadzenia,
dla nas tutaj i dla tej ziemi częstochowskiej, zagłębiowskiej. To wielki skarb,
wielka radość. Na pewno cieszymy się, że ten proces postępuje. Na pewno
chcielibyśmy żeby kiedyś ten tydzień polskich świętych był wzbogacony jeszcze o
imię Matki Teresy, bo ten tydzień to jest tydzień polskich świętych, jutro mamy
świętych pustelników polskich Andrzeja i Benedykta. Dzisiaj mamy św. Brunona z
Kwerfurtu, apostoła w Polsce i innych jeszcze świętych. Tak się składa, że
odejście Matki z tego świata było w tym polskim tygodniu, polskim tygodniu
świętych. Czekamy z wielką nadzieją na ten dzień.
A teraz pochylamy się nad jej życiem. To przecież, chociaż jeszcze nie ma
dekretu Kościoła, to już możemy radować się z życia Sł. Bożej Teresy – już jest
nam dana do oglądania, już możemy na nią patrzeć – i patrzymy. Nigdy się tego
tytułu Służebnicy Bożej, choćby się proces bardzo oddalał a nawet został kiedyś
umorzony – bo i tak mogłoby być, chociaż to się rzadko zdarza – to zawsze będzie
już Służebnicą Bożą. Patrzymy więc na życie tej Sł. Bożej. Przyglądamy się temu
życiu, czekamy, aż odpowiednie czynniki w Kościele, Kongregacja do spraw
świętych i tę sprawę podniesie, objawi.
(...) Chcę powiedzieć, że miałem tę radość w tym roku, kiedy byliśmy ad
limina Apostolorum, przedstawiać sprawę polskich świętych i tej części
biskupów, którzy przynależą do Krakowa – powiedziałem tam w tym moim
przedłożeniu, że oczywiście czekamy przede wszystkim na beatyfikację Jana Pawła
II – to jest priorytetowe oczekiwanie – ale wspomniałem, że tej naszej ziemi, by
się przydał się taki kwiat beatyfikacji jakim mogłaby być M. Teresa. Oczywiście
wszystko musi być zmierzone, zbadane, wszystko musi mieć swój czas. Na pewno w
stosukowo niedalekiej kolejności do badania jest już w tej długiej, długiej
liście jest postać M. Teresy. Tak wygląda to wszystko od strony zewnętrznej.
(...) Dla wyniesienia na ołtarze potrzebny jest ten pierwszy dekret odnośnie
cudu zdziałanego, który się wydarzy i który musi być zbadany wszechstronnie: i
przez lekarzy i przez teologów, i przez polskich lekarzy jak ktoś był w Polsce i
przez lekarzy z ramienia kongregacji wyznaczonych. Na pewno trzeba, by te fakty
były klarowne, by nie było wątpliwości, że interwencja kandydatki na ołtarze się
wydarzyła. U Boga wszystko jest możliwe. Pan Jezus kazał Apostołom czynić cuda,
kazał i nam czynić cuda. My czynimy cuda modlitwą, błaganiem, prośbą o łaskę. Na
pewno to jest potrzebne: ożywienie wiary, przekonania do świętości jakiejś osoby
– a na pewno M. Teresa jest osobą godną zaufania z naszej strony dla naszych
wielkich, serdecznych, gorących próśb.
(...) Zanim otrzymamy te dekrety, jeden, drugi, radość z beatyfikacji a w
przyszłości kiedyś kanonizacji – to trzeba byśmy nie tylko modlili się za
wstawiennictwem M. Teresy, ale żebyśmy już na nią patrzyli – a ściśle mówiąc –
żebyśmy patrzyli na Chrystusa, który kroczy w tajemnicy Kościoła przez czas do
wieczności, przeobraża nas ku pełni. A takimi wielkimi śladami Jego kroków są
święci, również święci założyciele zgromadzeń zakonnych. Ten wielki ślad: życie
M. Teresy – bo każdy z nas jest powołany do świętości i każdy jakoś ten ślad
zostawia. Wszystkie siostry są po to, wszyscy świeccy żyją w tym duchu, kapłani
poświęcając się, wszyscy zostawiają te cudowne ślady. Nie mniej jednak Kościół
uznaje, lud Boży uznaje, że pewne osoby te ślady zostawiły wyraźniejsze, zostały
bardziej odbite na tej ziemi te ślady.
I tak w przypadku M. Teresy widzimy, że te ślady są mocne. Oczywiście te
ślady były już tam w Wieluniu, kiedy tak bardzo tęskniła za życiem zakonnym,
później poszła do Krakowa, a większość życia spędziła tutaj w Zagłębiu
Śląsko-Dąbrowskim i tutaj najmocniejszy ślad odbiła. Tu w czasach niezwykle
trudnych, w czasach okupacji, w tym jakimś piekle nienawiści ludzkiej – tak się
teraz mówi o hitleryzmie, o czasach hitlerowskich, podobnie zresztą o
stalinowskich – ona w tych czasach, gdzie było tyle nienawiści, tyle wzgardy
Boga, który jest Miłością, w tych czasach zostawiła ślad miłości.
Encyklika Ojca Świętego, Benedykta XVI o Miłości; w tej encyklice powołuje
się na inne znaki, a gdy był w Oświęcimiu, powoływał się na ten ślad Edyty
Stein, czy św. Maksymiliana, czy innych osób żyjących konsekracją. (...) Teraz,
i ten ślad tutaj, tak niedaleko Oświęcimia pozostawiony, jest pięknym znakiem,
można by powiedzieć, że to ona uczyniła, na pewno ona, ale bardziej przez nią
czynił ten ślad Chrystus, bo On jest przedziwny w świętych swoich. Chrystus, ale
święci to są ludzie, którzy tego Chrystusa jak gdyby prześwietlają. Pytali
jednego chłopca małego: kto to są święci i on taką definicję ukuł: święci to są
słońca, które pokazują jak piękny jest Pan Bóg. Przez nich świeci Pan Bóg. A do
takiej definicji chłopiec doszedł, bardzo mały, ale mający takie odczucie, był w
kościele i patrzył na witraże, świeciło słońce, patrzył na witraż św. Kazimierza
i tak powiedział, że święci to są ci, przez które świeci słońce – Bóg.
I tak możemy powiedzieć o Naszej Matce, że przez nią świeciło to słońce –
Bóg; Bóg, który jest Miłością; Bóg, który naprawdę istnieje Miłością, bo dla
Boga istnieć to znaczy miłować. Nie tylko Bóg kocha, Bóg jest Miłością. Dlatego
istnieć dla Boga to też i miłować (...). On prześwieca przez niektórych ludzi
szczególnie w tej głównej tajemnicy i na pewno Sł. Boża M. Teresa była tą osobą,
przez którą ten Bóg-Miłość przeświecał. Oczywiście jest miłość Boga nade
wszystko, bo święci czerpią miłość bliźniego z miłości Boga i to na różne
sposoby. Znana jest obecnie, bardzo znana jedna z najsławniejszych świętych
współczesnych – Matka Teresa z Kalkuty. Usiłowali z niej zrobić wielką
społecznicę, taką, która po prostu kocha, wyczerpując własne źródła, jest
nadzwyczajnym człowiekiem, który ma taką wrażliwość na biedę ludzką i potrafi
się tak dalece poświęcać, jak to było w jej przypadku. Ona zawsze mówiła: "Jezus
w tabernakulum – to jest źródło mojej miłości, On, który tam jest". I dlatego
sama mówiła, że jak zakłada jakiś dom, to po pierwsze szuka jakiegoś choćby
skromnego miejsca, żeby było tabernakulum, żeby był ołtarz, bo nie widzi sensu
gromadzenia sióstr całkowicie oddanych nędzy i biedzie bez źródła; źródło musi
być. Nie ma źródła, nie ma później i potoku, nie ma wody. Gdy chodzi o M. Teresę
to można powiedzieć, że dla niej takim źródłem to było Dzieciątko Boże.
Odprawiamy Mszę św. ku czci Dzieciątka Jezus, misterium Wcielenia. Oczywiście
święci nigdy nie oddzielają tajemnicy wcielenia od tajemnicy odkupienia, od
męki, od śmierci, od krzyża. Tam było to jedno: Słowo wcielone, ukrzyżowane, ale
jakoś najbardziej, ponieważ miała wielki kult do św. Teresy od Dzieciątka Jezus
i bardzo, bardzo była wpatrzona w to Dzieciątko Jezus, to Słowo Wcielone, aż do
granic stania się Dzieckiem. Już to był wielki cud, bo Izrael czekał na mesjasza
dorosłego, na mężczyznę, który będzie w obłokach zstępował na ziemię. A Jezus
stał się Dzieckiem bezbronnym, płaczącym, małym, urodził się w stajni, w
ubóstwie. I już tam się objawiło to, co jest miłością do końca, już tam się
Jezus wyniszczył. Ponieważ miał objawić jeszcze wolę Ojca i wezwać świat do
nawrócenia, dlatego była też i męka, była krew, było ukrzyżowanie, trzeba było
też, by Syn Boży zmartwychwstał i stworzył nowy świat, nowy eos życia. Ale
wszystko się zaczęło w tym Dzieciątku: ta miłość do końca, ta miłość
wyczerpująca się jak gdyby po to, że Bóg stał się człowiekiem i tak bardzo się
wyniszczył, że stał się też Dzieckiem jest tajemnicą wyniszczenia czyli tej
miłości bez granic.
Wpatrzona w te tajemnice, szła służyć swoim siostrom kochanym, szła służyć
biednym Zagłębia, ludziom, którzy w warunkach okupacji przeżywali wielkie
ograniczenia. Starsi pamiętają – tak jak my – trzeba tu powiedzieć, że okupacja
to był czas biedy, biedy materialnej, strasznie ciężkiego chleba jak się go
zdobyło – to był czas głodu. Tu w południowej Polsce to cierpieliśmy głód. W
tych ciężkich czasach właśnie ona tutaj była znakiem miłości miłosiernej.
Zostawiła więc ślad tego dobrego Dzieciątka, miłosiernego, i w ogóle Jezusa
ukrzyżowanego, zmartwychwstałego. Przenika więc przez nią, prześwietla przez nią
Chrystus, Słońce Miłości wyniszczającej się, idącej do ludzkiej biedy, ludzkiej
nędzy.
Chcemy dzisiaj uczcić to źródło, powiedzmy sobie: źródełko, dziecięctwo
Jezusowe. Msza św. jest Mszą św. o Dzieciątku Jezus, tak siostry postanowiły i
rzeczywiście słusznie. Wydaje się, że M. Teresę, pod jej imieniem czcić
będziemy, to ją godnie uczcimy czcząc Źródło, z którego czerpała. Oczywiście,
ona sama nie była wielkim teologiem ale taką bogomyślczynią ale czerpała z
mądrości karmelitańskiej i wielkich świętych Karmelu a konkretnie też i Ojca
Anzelma, który był teologiem wielkim i inspiratorem tego Zgromadzenia. Niech to
Źródło jakim jest Jezus Chrystus w tajemnicy tego dziecięctwa, niech ono bije
mocno w waszym Zgromadzeniu drogie Siostry, bo na pewno to jest najważniejsze i
dla założycieli charyzmatu, najważniejsze jest to, żeby charyzmat się rozwijał i
owocował świętością, dziełami miłosierdzia, dziełami wiary, nadziei, miłości.
Bardzo się modlimy, żeby to Źródło tutaj biło nadal w tym Zgromadzeniu, żeby ten
chrystocentryzm radykalny, radykalny – nie bać się tego słowa: radykalny, żeby
on tutaj owocował w życiu poszczególnych sióstr. W dzisiejszych czasach,
zapomina się o Bogu, jak to bywa teraz w Ameryce – wynosi się z sal sądowych
tablice z przykazaniami boskimi, bo się chce tworzyć nową moralność, nową etykę
niby w imię globalnej miłości. (...) To są nasze czasy. I dlatego w takich
czasach charyzmaty zakonne muszą być radykalne, mocne, chrystocentryczne, bo
Chrystus ratuje religię. Religia mglista jeszcze nas nie satysfakcjonuje.
Chrystus – Bóg Wcielony, Miłość Wcielona, to jest zapewnienie nadziei zbawienia
i bezpiecznego rozwoju człowieka, bo jak Bóg Wcielony umiera, to człowiek ciało,
człowiek cielesny musi umrzeć, musi zginąć, nie może się rozwijać. Jak
przekreślimy Jezusa ukrzyżowanego, moralność, którą On nam przyniósł w sobie i
słowem, i dekalogiem, który potwierdził – to będzie jakiś człowiek z probówki.
Teraz chce się absolutnie zaprzeczyć życiu rodzinnemu. Tylko Chrystus, a ludzie,
którzy prześwietlają Chrystusa, charyzmaty zakonne, gorliwe, mocne, to jest znak
nadziei dla dzisiejszego świata.
Bardzo więc życzę kochanym siostrom Dzieciątka Jezus, by nie tylko trwały
mocno w tym charyzmacie chrystocentrycznym, ale by pod przewodem M. Założycielki
szły prostą drogą właśnie, głosząc Chrystusa. Amen. |