Śmierć i pogrzeb Sługi Bożej Matki Teresy od św. Józefa
Janiny Kierocińskiej

Po ciężkich cierpieniach wskutek zapalenia otrzewnej, Matka Teresa zmarła dnia 12 lipca 1946 roku. Ordynariusz częstochowski ks. bp Teodor Kubina zalecił:

"by całe miasto wzięło udział w tym pogrzebie, dla tej, która poświęciła się temu miastu (...). Pogrzeb ma być przez całe miasto, aby uczcić naszą wielce zasłużoną Matkę oddaną Kościołowi i sprawom społeczeństwa całego Zagłębia".

Ojciec Bernard Smyrak OCD w mowie żałobnej mówił o Matce Teresie:

"Stoimy w obliczu śmierci cichej zakonnicy – całe jej życie wypalało się w pracy nad zbawieniem dusz, ratowaniem biednych i opuszczonych. (...) Cały Sosnowiec wie, ile w ciągu swego 25-letniego pobytu na tym terenie zdziałała dobrego. Widziano ją nieraz przebiegającą Sosnowiec z zawiniątkiem w ręku, spieszącą z pomocą materialną i słowem pociechy do biednych i opuszczonych. Nie było biednego, z którym by się nie podzieliła choć ostatnim kawałkiem chleba, a jeśli go brakło, dzieliła się swym sercem. (...) Za dobre, prawdziwie macierzyńskie serce, za ofiarną miłość kochali ją wszyscy, a dowodem tego te tłumy zebrane tutaj przy jej trumnie, te sieroty płaczące, którym była matką, ten liliowy wieniec niewinnych serc jej córek, otaczających jej trumnę, w cichym smutku i żalu".

Wypowiedź ks. Bruno Magotta podczas pogrzebu Matki Teresy:

"Śp. Matka Teresa była dla nas przykładem miłości bliźniego. Ta miłość jej doszła do pełni zwłaszcza w czasie wojny. Roztoczyła opiekę nad opuszczonymi dziećmi, nie bacząc na brak funduszów, brak pomieszczenia, wyżywienia. Ponieważ nigdy nikomu nie odmawiała pomocy, więc i tym razem otwarła ramiona z miłością dla dzieci, i przyjmowała wszystkie: maleńkie i starsze, chore i bezdomne. W miarę jak wzrastała pożoga wojenna, do furty pukało coraz więcej opuszczonych dzieci. (...) Liczba dzieci stale wzrastała, a zasobów materialnych znikąd nie było; nieraz zdawało się, że już nie będzie co dać dzieciom na śniadanie... lecz Opatrzność Boża w widoczny sposób przychodziła z pomocą. Ile miłości wkładała w to dzieło Matka Teresa ten tylko może coś o tym powiedzieć, kto tego doświadczył, lub widział jej codzienny trud. (...)

Dać ubogim część majątku, nawet rozległe włości, to jeszcze nie to, co dać siebie i służyć biednym z miłością i oddaniem. (...) Ileż razy trzeba było biegać za każdym kawałkiem chleba, czy ubraniem (...). Niejeden by ręce opuścił i zwątpił. Tego nie uczyniła Matka Teresa. Przeciwnie, wszystkich krzepiła na duchu, uśmiech nie schodził z jej twarzy. Była pełna wiary, że jeżeli Bóg przysłał jej kogoś po pomoc, to pomoc ta nadejdzie. I rzeczywiście, Bóg błogosławił jej dziełu i cudownie wprost opiekowała się Zgromadzeniem w najcięższych chwilach wojny. Zawołaniem zmarłej było hasło: „Bóg i Ojczyzna”. Rozwijała w sercach córek swoich miłość tych ideałów, świecąc sama przykładem. Nic więc dziwnego, że dzisiaj wyległo całe miasto, by po raz ostatni pożegnać tę, której cechą było czynić dobrze na ziemi".

Przebywający wtedy w Rzymie Ojciec Anzelm Gądek, Założyciel Zgromadzenia przysłał Siostrom telegram następującej treści:

"Zgodne sercem. Ufajcie! Błogosławieństwo sierotom. Modlitwy Matce. Ból dla mnie. Przyjazd niemożliwy. Anzelm".

Uroczystości pogrzebowe Matki Teresy odbyły się 15 lipca przy udziale rzeszy ludzi, którzy przyszły podziękować, złożyć hołd i pożegnać swoją matkę. Uroczystościom przewodniczył ks. bp. Stanisław Czajka biskup pomocniczy. Przed wyjazdem na pogrzeb powiedział do alumnów seminarium: "Jadę na pogrzeb Świętej!". Odprawił on Mszę św. w kościele parafialnym pod wezwaniem Wniebowzięcia NMP, a następnie w kondukcie żałobnym przeszedł ulicami miasta na cmentarz, gdzie wygłosił mowę pożegnalną.

W swoim przemówieniu podkreślił wielkie zasługi Zmarłej, ukazując ją nie tylko jako Matkę Zgromadzenia, ale również jako matkę Sosnowca, a w sposób szczególny opuszczonych i sierot. Jego zdaniem, Matka Teresa: "winna być w rzędzie kandydatek do beatyfikacji. Należy bowiem do tych dusz, które walcząc o przyjście Królestwa Chrystusowego nie ugięły się przed trudami i cierpieniami. Mieszkańcy Sosnowca, tak licznie zebrani tutaj w oddaniu Jej ostatniej przysługi – dają dowód swego szacunku i czci, jaka ich serca napełniła względem założycielki Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus. Dzieło Jej trwać będzie, bo było budowane cierpieniem i ofiarną miłością. Służyła wiernie Bogu i ludziom, przeto nagroda jej wielka być musi przed Bogiem".

Ceremonia pogrzebowa miała charakter manifestacji religijnej. Mieszkańcy Sosnowca i okolic spontanicznie wylegli na ulice, aby oddać ostatni hołd ich "Matce", jak o niej powszechnie mówiono. Kondukt żałobny rozciągał się na przestrzeni jednego kilometra. Szli w nim członkowie różnych stowarzyszeń kościelnych ze sztandarami. Licznie przybyli również członkowie III zakonu karmelitańskiego z Szopienic, którzy utrzymywali bliskie kontakty ze Sługą Bożą. Dzieci w kondukcie ubrane były na biało i niosły w rękach kwiaty. Ogromna rzesza świeckich i około 30 kapłanów i 30 sióstr z innych zgromadzeń składało z powagą ostatni hołd zmarłej.

1,2,3 - Siostry Zgromadzenia przy trumnie Matki Teresy

4,5 - Msza św. pogrzebowa w katedrze

6,7 - Kondukt pogrzebowy wychodzi z katedry

8,9,10 - Kondukt pogrzebowy w drodze na cmentarz

11,12,13 - Kondukt pogrzebowy w drodze na cmentarz

14,15,16 - Kondukt pogrzebowy w drodze na cmentarz

17,18,19 - Kondukt pogrzebowy w drodze na cmentarz

20,21,22 - Kondukt pogrzebowy w drodze na cmentarz oraz nekrolog

Módlcie się za Przełożonych

Przez pięć lat miałam szczęście przebywać obok Matki Teresy i patrzeć na Jej świątobliwe życie. Ostatnia choroba była najboleśniejszym przeżyciem dla całego Zgromadzenia. Jej szczegóły znane mi są tylko z opowiadania sióstr. W tym czasie bowiem przebywałam z kilkoma siostrami w Częstochowie na Kursie Katechetycznym. Na wiadomość, iż stan się pogarsza, przyjechałyśmy 12 lipca 1946 roku, zastając Matkę Teresę jeszcze przy życiu.

Chora leżała otoczona gronem matek i sióstr. Przywitała nas spojrzeniem i lekkim uśmiechem. Zgromadzenie nie opuszczało kaplicy. Jedne siostry błagały Boga o zmiłowanie i zdrowie, inne o szczęśliwą śmierć i skrócenie cierpień. Na ostatnią drogę do nieba Matka Teresa otrzymała cząstkę świętego Wiatyku - Komunii Świętej, gdyż całego nie mogła już przełknąć.

Polecono wszystkim siostrom przyjść do łoża umierającej. Siedząc objęła swym matczynym spojrzeniem nas wszystkie, jako swoje duchowe dzieci, pobłogosławiła i pokropiła wodą święconą. Podczas modlitw kilkakrotnie sprawdzała, czy ma Szkaplerz św. na piersiach, a gdy podano gromnicę, zgasiła ją palcami, mówiąc że za wcześnie. Ostatnie Jej zdanie brzmiało: „Módlcie się za Przełożonych”. W pewnym momencie uchwyciła gromnicę i szeroko otwartymi oczami spojrzała gdzieś wysoko w jeden punkt. Dziwne to było spojrzenie – malował się w nim jakby podziw, wyczuwało się, że całe jestestwo Matki skupiło się na czymś pięknym, ale dla nas wszystkich niewidzialnym. I tak pozostała cicha do końca, podtrzymywana przez dwie siostry. Był piątek, godzina 8.35 rano. Chcąc widocznie wyna­grodzić dzieciom ból rozstania, już po śmierci uśmiechnęła się.

Dzwon klasztorny obwieścił miastu zgon. Wzruszające były oznaki czci społeczeństwa sosnowieckiego dla tej cichej zakonnicy. Matka Teresa była bowiem nie tylko Matką dla swych duchowych córek, ale Matką całego niemal miasta, i stąd tyle czci, miłości i żalu po Jej śmierci. Pogrzeb był prawdziwą manifestacją religijną.

s. Cecylia Czerwińska KDzJ
Gość Niedzielny nr 27 (LXXIII), 7.07.1996, s. 14

W służbie miłości

12 lipca 1946 roku zasnęła cicho w ubogim klasztorku, w Sosnowcu, przy ul. Wiejskiej, Matka Teresa od św. Józefa. Pogrzeb tej zakonnicy mało dotąd znanej, nawet na terenie samego Sosnowca, stał się prawdziwą manifestacją katolicką. Szarymi ulicami przemysłowego miasta, posuwał się pochód raczej procesyjny, aniżeli pogrzebowy. Dzieci w bieli, sztandary białe, długi szereg sióstr w białych płaszczach, 30 z górą księży, J. E. Ks. Bp. Częstochowski i wielotysięczny tłum, różnych zapatrywań i przekonań, prowadził na miejsce wiecznego spoczynku cichą i ukrytą zakonnicę. Gdzież przyczyna, tego uznania i entuzjazmu? Czym zasłużyła sobie skromna zakonnica na taki iście królewski pogrzeb? "Umiała zapomnieć o sobie, by pamiętać o innych, umiała zaprzeć siebie i cierpieć by innym życie osładzać" – te słowa ks. Biskupa Czajki, wyrzeczone nad trumną Matki Teresy, tłumaczą nam jej wielkość pozagrobową. I choć czyny jej i poświęcenie nie rzucały się w oczy za życia, bo umiała się jakoś dziwnie ukryć w gronie swoich Sióstr zakonnych – niemniej jednak wyryły się głęboko w sercach i pamięci ludzkiej i zapewniły jej nieśmiertelną pozycję w wielkim dziele miłosierdzia chrześcijańskiego w naszej Ojczyźnie. Toteż dzisiaj, gdy nawołuje się wszystkich do czynu społecznego, Kościół katolicki w Polsce z prawdziwą dumą może wskazać swym szermierzom świetlaną postać Matki Teresy Kierocińskiej, stojącą obok takich ludzi poświęcenia, jak: Brat Albert Chmielowski, Wanda Malczewska, Matka Siedliska i inni.

o. Smyrak Bernard OCD
W służbie miłości, Kraków 1947
Nakładem "Głosu Karmelu"

All rights reserved. Publication or distribution of any content from this site is possible only with our permission
© Zgromadzenie Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus - Sosnowiec
© Krakowska Prowincja Karmelitów Bosych 1998-