|
Biografia Matki Teresy od św. Józefa
Mère Thérèse de Saint Joseph - notka biograficzna w języku francuskim
Matka Terezie Kierocińska - notka biograficzna w języku słowackim
W historię młodej diecezji sosnowieckiej wpisuje się postać Sługi Bożej
Matki Teresy – Janiny Kierocińskiej, Współzałożycielki Zgromadzenia Sióstr
Karmelitanek Dzieciątka Jezus. Jest to jak dotychczas jedyna kandydatka do chwały
błogosławionych w tej diecezji.

1. Dom rodzinny Kierocińskich w Wieluniu (do roku 1921)
2. Kościół świętej Barbary - miejsce modlitw Janiny
3. Krzyż graniczny w posiadłości Kierocińskich
"Matka Zagłębia" jak nazywali mieszkańcy Sosnowca Matkę Teresę –
Janinę Kierocińską, przyszła na świat 14 czerwca 1885 r. w Wieluniu jako siódme
dziecko państwa Kierocińskich. Ojciec Janiny był zamożnym gospodarzem
Wielunia – liczącego wówczas 15 tys. mieszkańców. Janina jako najmłodsza
z rodzeństwa była otoczona wielką miłością ze strony rodziców a także
swoich braci i sióstr.

4. Wieluń - kościół parafialny p.w. Św. Michała Archanioła
5. Przy tej chrzcielnicy dnia 21.06.1885 r. stała się dzieckiem Bożym
Rodzice najpierw posłali ją do szkoły podstawowej na naukę pisania i
czytania a następnie w wieku 9 lat do prywatnego progimnazjum pani Pelagii
Zasadzińskiej. Pielęgnowano w nim tradycje narodowe, a p. Zasadzińską –
dyrektorkę szkoły, ze względu na jej postawę religijna i patriotyczną,
stawiano za wzór wielu pokoleniom nauczycieli. Szkoła miała sześć klas i
cieszyła się dobrą opinią dzięki wysokiemu poziomowi nauczania i różnorodności
przedmiotów w niej nauczanym. Językiem oficjalnym w szkole był język
rosyjski, który został narzucony przez rząd carski. Wieluń wówczas znajdował
się pod zaborem rosyjskim. Ponieważ szkoła do której uczęszczała Janina,
była szkołą prywatną, w której łatwiej było ominąć carski nakaz,
zasadniczo prowadzono lekcje w języku polskim. Janina należała do najlepszych
uczennic w klasie. Spośród koleżanek wyróżniała się skromnością,
wielkodusznością i pobożnością. Cieszyła się duża sympatią zarówno wśród
nauczycieli jak i wśród koleżanek dzięki swojej wyjątkowej serdeczności,
szczerej przyjaźni, uczynności, zrównoważeniu, cichości i ofiarności. W
stosunku do nauczycieli zachowywała ogromny szacunek, wdzięczność i szczerą
miłość.

6. Wieluń - gimnazjum Pelagii Zasadzińskiej (obecnie Dom Generalny Sióstr
Antonianek)
7. Pelagia Zasadzińska w gronie uczennic
8. Świadectwo szkolne
Wychowana w tradycji religijnej, popartej przykładem rodziców, w okresie
szkolnym Janina jeszcze bardziej i świadomie przylgnęła do wiary katolickiej.
Znajdowała czas na modlitwę osobistą, lekturę książek religijnych, a także
na uczestniczenie we Mszy św. i nabożeństwach liturgicznych, odprawianych w
kościele Boże Ciała. Miała zwyczaj wstępowania do kościoła na chwilę
modlitwy przed udaniem się do szkoły i po zakończonych lekcjach. Śpiewała w
chórze kościelnym i brała udział w procesjach.
W 1901 roku w wieku 17 lat Janina ukończyła progimnazjum z dobrymi ocenami na
dyplomie. Następnie przez dwa lata uczęszczała na kurs kroju i szycia do
pracowni panien Pawelskich w Wieluniu. Jak na tamte czasy była dobrze
przygotowana do życia pod względem kulturowym i zawodowym.
Janina, jak sama się zwierzyła, myślała o wstąpieniu do klasztoru już od
najmłodszych lat, od dnia pierwszej komunii św. Pragnienie obrania tej drogi
zakomunikowała swoim rodzicom w roku 1902, a więc po ukończeniu progimnazjum.
Miało to miejsce podczas wesela jej starszej siostry Marii. Ojciec Janiny
zadowolony z zaślubin swojej starszej córki, której wyprawił wspaniałe
wesele, marzył o jeszcze piękniejszym dla swojej najmłodszej i najbardziej
umiłowanej. W pogodnym nastroju owego dnia zwrócił się do niej ze słowami:
"Dla ciebie, Janinko, wyprawię wesele jeszcze piękniejsze, królewskie, nie
poskąpię niczego. Wybierz tylko męża". Janina odpowiedziała natychmiast:
"Ja już wybrałam Najdroższego – Jezusa, nikt Go nie może zastąpić".
Odpowiedź taka, nie mogła zadowolić ojca, który pragnął uczynić Janinę
spadkobierczynią swoich dóbr i wybrał dla niej męża. Był zdecydowanie
przeciwny wstąpieniu Janiny do klasztoru, ale ona również nie miała zamiaru
zrezygnować ze swojej drogi, na którą czuła się powołana. Dwie silne
osobowości starły się ze sobą. Ojciec wszelkimi sposobami starał się
zmienić zamiary córki, zapraszając do domu dobrze sytuowanych kawalerów.
Janina wprawdzie usługiwała im do stołu z uprzejmością i życzliwością,
ale stroniła od ich towarzystwa.

9. Wieluń - klasztor sióstr bernardynek
Wobec nieugiętej woli ojca Janina pewnego dnia w roku 1903, nie opowiadając się
nikomu, opuściła dom i udała się do klasztoru sióstr szarytek w Warszawie,
gdzie przebywała jej koleżanka Rozalia Pawelska. Najprawdopodobniej przebywała
tam około miesiąca, pracując w szpitalu prowadzonym przez siostry. Na żądanie
ojca, który wysłał po nią syna Stanisława, Janina z bólem serca powróciła
do domu. Cztery lata później od tego wydarzenia, zapukała do furty
klasztornej sióstr bernardynek w Wieluniu. Siostry jednak w obawie przed ojcem,
który w dalszym ciągu nie wyrażał zgody na wstąpienie córki do klasztoru,
nie chciały się narażać na szykany i mimo iż kandydatka im się podobała,
nie przyjęły jej.
Janina mimo tych niepowodzeń trwała w swoim postanowieniu, prowadząc głębokie
życie modlitwy, pomagając matce w prowadzeniu domu i zajmując się haftem.
Przez pewien okres opiekowała się dziećmi swojego brata Franciszka
Aleksandra, któremu zmarła żona. Wykazała wówczas duży talent pedagogiczny
i zdobyła sobie ogromny szacunek wśród swoich podopiecznych.
Ważnym wydarzeniem, które wpłynęło na rozwój jej życia duchowego, a tym
samym na utwierdzenie się w powołaniu, było spotkanie z o. Anzelmem Gądkiem
karmelitą bosym, przyszłym założycielem Zgromadzenia Sióstr Karmelitanek
Dzieciątka Jezus. Miało to miejsce w 1909 r. w Czernej. Dzięki kontaktowi
osobistemu i listowemu ze światłym kapłanem Janina zapoznała się z duchowością
karmelitańską, która bardzo jej odpowiadała. Nawiązała duchową przyjaźń
ze św. Teresą od Jezus, reformatorką Karmelu i wstąpiła do Świeckiego
Zakonu Karmelitańskiego w Krakowie, przyjmując imię Teresa.
Podczas I wojny światowej pracowała w Hospicjum prowadzonym przez Siostry
Albertynki w Krakowie, przy ul. Lubicz 25. W czasie tego okresu jeszcze bardziej
zżyła się z duchowością karmelitańską poprzez bliskie kontakty z Zakonem.
Wewnętrznie była przekonana, że jej powołaniem jest bycie karmelitanką. W
1921 r. w maju zmarł ojciec Janiny. Matka udzieliła jej błogosławieństwa na
drogę życia zakonnego.
Pod koniec tegoż roku o. Anzelm, który był kierownikiem duchowym Janiny
zaproponował jej, aby została przełożoną czynnego zgromadzenia karmelitańskiego,
które pragnął założyć. Janina, propozycję tę odczytała jako wyraz woli
Bożej względem siebie i zgodziła się na jego wybór. Miała wówczas 36 lat,
a więc była już osobą w pełni dojrzałą i zahartowaną w trudach życiowych.
Dnia 31 grudnia 1921 r. wraz z 5 kandydatkami Janina przywdziała habit
karmelitański w kościele Sióstr Karmelitanek Bosych przy ul. Wesołej w
Krakowie, otrzymując imię Teresy od św. Józefa. Od tego momentu rozpoczął
się w jej życiu nowy etap, o którym od wielu lat marzyła.
Jak powstała myśl o założeniu czynnego zgromadzenia karmelitańskiego?
O. Założyciel Anzelm Gądek podczas swoich studiów w Rzymie zetknął się
zagranicą z wieloma zgromadzeniami czynnymi opartymi na regule karmelitańskiej.
Gdy powrócił do Polski pragnął założyć podobne zgromadzenie. Czas jego
powstania przyspieszył ks. kan. Franciszek Raczyński, który zwrócił się do
o. Anzelma, ówczesnego prowincjała Karmelitów Bosych w Polsce, z prośbą o
przysłanie mu sióstr, które by podjęły pracę z biednymi w Sosnowcu. Sprawę
tę poparł również wizytator zakonny ks. bp Władysław Krynicki. W Sosnowcu
wówczas wśród tercjarek karmelitańskich były takie, które pragnęły żyć
duchowością karmelitańską w świecie. O. Anzelm biorąc pod uwagę te
okoliczności, mimo iż nie miał wówczas jeszcze sprecyzowanej wizji nowego
zgromadzenia, zebrał kilka kobiet, na czele z Matką Teresą, którym wyznaczył
bardzo ogólne ramy życia zakonnego, w dużej mierze oparte o formy klauzurowe
i skierował je do pracy właśnie do zakładów Towarzystwa Dobroczynności w
Sosnowcu, kierowanego przez wspomnianego już ks. kan. F. Raczyńskiego. Ojciec
Założyciel jako wzór do naśladowania stawiał siostrom Dzieciątko Jezus. Na
wzór Syna Bożego siostry miały ćwiczyć się w cnotach dziecięctwa Bożego
takich jak: miłość, pokora, radość, bezgraniczne zawierzenie planom
Opatrzności Bożej. Działalność apostolska miała być przepełniona głębokim
życiem modlitwy prowadzonej wg wskazań św. Teresy od Jezusa.

10. Ks. kanonik Franciszek Raczyński,
rektor kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa w Sosnowcu
11. Baraki Towarzystwa Dobroczynności w Sosnowcu
Matka Teresa wraz z kandydatkami po obłóczynach udała się pociągiem do
Sosnowca podejmując pracę w zakładach Towarzystwa Dobroczynności. Przez 25
lat kierowała Zgromadzeniem, troszcząc się o jego rozwój duchowy i
materialny. O. Anzelm, który zainicjował Zgromadzenie po czterech latach jego
istnienia wyjechał zagranicę i stamtąd powrócił dopiero w 1946 r., a więc
już po śmierci Matki Teresy. Cały więc ciężar odpowiedzialności spoczywał
na barkach Matki. Stoi ona więc u kolebki Zgromadzenia, jest jego duchową matką.
Nic więc dziwnego, że po jej śmierci siostry odwoływały się do jej postaw
i stawiały sobie często pytanie: co zrobiłaby w tej sytuacji Matka Teresa, w
jaki sposób by się zachowała? Nowe pokolenie Sióstr Karmelitanek Dzieciątka
Jezus chcąc pielęgnować i rozwijać swój charyzmat, musi powracać do źródła,
a więc do tych wartości, którymi żyła Matka i które pragnęła zaszczepić
w swoich córkach duchowych.
Sytuacja społeczno-ekonomiczna Sosnowca lat dwudziestych
Gwałtowny napływ ludności do Sosnowca spowodował jego przeludnienie, a w
konsekwencji trudną sytuację materialną i poważny kryzys mieszkaniowy.
Budownictwo nie nadążało za wzrostem demograficznym. Biedota żywiołowo
stawiała sobie małe domki, nawet lepianki z ziemi. Powstało całe osiedle
bezrobotnych nędzarzy "Abisynia", którzy budowali swoje mieszkania z
dykty, opakowań, szyldów. Był to obraz nędzy i rozpaczy, przy czym miasto
posiadało najgorsze warunki sanitarne w Polsce. Zróżnicowanie środowiska
robotniczego nie sprzyjało rozwojowi jego religijności. Przeważająca liczba
napływowej ludności, wpływowe grupy obcokrajowców, bezrobocie, analfabetyzm,
fatalne warunki ekonomiczno-zdrowotne, prądy ateistyczne, działające sekty
religijne, nominalny katolicyzm przedsiębiorców i części inteligencji
technicznej, wszystko to osłabiło aktywność religijną miejscowej ludności.
W takiej to rzeczywistości społeczno-gospodarczej i religijnej przyszło żyć
Matce Teresie przez 25 lat służby na tym terenie. Rozumiała ona bardzo dobrze
potrzebę ewangelizacji tego miasta i mimo zgłaszanych jej później innych
propozycji była głęboko przekonana, że Zgromadzenie powinno głęboko zapuścić
swoje korzenie właśnie w ziemi zagłębiowskiej. Kiedyś powiedziała do
jednej z sióstr: "Bóg wiedział, co uczynił, przyprowadzając nas tu, do
Sosnowca, i nie na darmo; tutaj jest Afryka, nie potrzeba jechać daleko, na
misje. Siostro, tutaj są misje; chcesz oddać życie swoje za dusze? Oddaj
tutaj – masz pole do pracy". Naturalnie, że u początków Zgromadzenia
Matka Teresa nie myślała o misjach, co nie znaczy, że je w ogóle wykluczała.
Matka Teresa wraz z innymi siostrami rozpoczęła pracę w zakładach Tow.
Dobroczynności. Siostry zamieszkały w barakach przy kościółku Najśw. Serca
Pana Jezusa. Podjęto wówczas pracę w Kuchni Amerykańskiej Komitet Pomocy
Dzieciom, w której oprócz wydawania posiłków dzieciom i ludziom w podeszłym
wieku miały pod opieką centralny magazyn z żywnością i odzieżą
Towarzystwa. Kuchnia Amerykańska zajmowała się również dożywianiem kobiet
w poważnym stanie i niemowląt. Ponadto podjęły pracę w dwu domach starców
przy ul. Pustej na Pogoni i przy ul. Ditla, w introligatorni oraz w pracowni
krawieckiej i hafciarskiej przy ul. Piłsudzkiego. Matka Teresa w sposób szczególny
troszczyła się o los osieroconych dzieci, starając się w jakiś sposób zastąpić
im matkę.
Należy dodać, że w tym okresie napływały również nowe kandydatki do
Zgromadzenia, dzięki którym siostry na taką skalę mogły prowadzić działalność.
Praca w zakładach dobroczynnych trwała zaledwie pół roku. Ks. Raczyński
zabiegał jedynie o silę roboczą, ale nie uwzględniał potrzeb formacyjnych
się Zgromadzenia. Matka Teresa odpowiedzialna za całość Zgromadzenia, nie
mogła pozwolić, by siostry zajmowały się jedynie pracą, nie mając czasu na
modlitwę i życie wspólnotowe. W trosce o duchowo dobro Zgromadzenia za zgodą
miejscowego biskupa Augusta Łosińskiego, a także o. Anzelma opuściła zakłady
Towarzystwa zdając się wyłącznie na Opatrzność Bożą. Przez 4 lata wraz z
siostrami tułała się z jednego kąta w drugi aż do czasu nabycia kamienicy
przy ul. Wiejskiej 25, obecnie M. Teresy Kierocińskiej.
Nie posiadając jeszcze własnego domu, gdy siostry zamieszkały przy ul.
Naftowej Matka Teresa otworzyła pracownię kroju i haftu dla dziewcząt i sama
uczyła je tej sztuki. Podobnie uczyniła w hotelu robotniczym, do którego
siostry się przeprowadziły. Ze źródeł jakie posiadamy, możemy przypuszczać,
że do pracowni uczęszczało wówczas 80 dziewcząt. Zajęcia się odbywały w
sypialni sióstr. Ponadto siostry odwiedzały chorych i samotnych.

Poszczególne siedziby Zgromadzenia w Sosnowcu:
12. Szkoła kolejowa przy ul. Nowej
13. Willa przy ul. Naftowej
14. Domy Schonowskie
Kiedy w 1925 r. Matka Teresa nabyła dom przy ul. Wiejskiej na własność
Zgromadzenia, miała większe możliwości, by wyjść naprzeciw problemom społecznym,
a zwłaszcza opuszczonym dzieciom i młodzieży. W dalszym ciągu prowadziła
pracownię haftu i szycia dla dziewcząt, założyła przedszkole, czteroklasową
szkołę podstawową, a następnie sześcioklasową. Krąg ludzi na których
oddziaływała powiększał się o rodziny dzieci, które uczęszczały bądź
to do przedszkola sióstr lub do szkoły.

15. Dom Macierzysty Zgromadzenia przy ul. Wiejskiej 25
Matka Teresa troszczyła się nie tylko o to, by nauczyć dziewczęta szyć i
haftować, ale również o to, by je formować w duchu religijnym na przyszłe
matki. Była przekonana, że odrodzenie społeczeństwa może nastąpić przez
rodzinę. "Jakie są matki, takie społeczeństwo" mawiała. Niektóre z
dziewcząt należały do Katolickiego Stowarzyszenie Młodzieży. Ponadto przy
Zgromadzeniu działało Koło Matek, które w 1932 r. liczyło 100 osób. Matka
Teresa organizowała również dla nich trzydniowe rekolekcje prowadzone przez
jednego z kapłanów. Siostry, a wśród nich także Matka Teresa, poprzez
pogadanki i dyskusje starały się ukazywać religijny sens życia rodzinnego,
stawiając za wzór św. Rodzinę z Nazaretu. Tak współpraca z dziećmi i
rodzicami przynosiła dobre owoce i coraz bardziej cementowała więź społeczeństwa
ze Zgromadzeniem.

16. Ornat z wizerunkiem św. Teresy od Dzieciątka Jezus
17. Ornat z wizerunkiem Matki Bożej Szkaplerznej
18. Ornat z wizerunkiem Dzieciątka Jezus
W 1937 r. dla potrzeb dzieci i młodzieży rozpoczęła budowę dwupiętrowego
budynku. Społeczeństwo Zagłębia pospieszyło jej z pomocą i tuż przed
wybuchem II wojny światowej zdołała go przykryć dachem. Rozwój Zgromadzenia
prowadził do powstania nowych fundacji. Jeszcze za życia Matki Teresy nowe
placówki powstały w Wolbromiu, Polance Wielkiej oraz w Czernej. Tam również
siostry swoim wpływem objęły dzieci i młodzież.
Mówiąc o działalności społecznej należy pamiętać, iż rozwijała się
ona w warunkach bardzo trudnych. Zgromadzenie borykało się samo z wieloma
problemami. Przede wszystkim nie posiadało odpowiednich pomieszczeń. Siostry
dla dzieci i młodzieży oddały najlepsze pokoje, a same zamieszkały w
suterenach i na poddaszu. Poza tym Matka Teresa dysponowała ograniczoną liczbą
sióstr nauczycielek, które mogła zatrudnić w pracy wychowawczej. Możemy
powiedzieć, że uczyniła wszystko, co było możliwe, by w jakiś sposób zająć
się tymi, którymi nikt się nie zajmował. O ile niektóre z jej przedsięwzięć
możemy ukazać za pomocą liczb, to nie jesteśmy w stanie zamknąć w cyfrach
jej duchowego oddziaływania na ludzi. Nie możemy zapominać, że Matka Teresa
była człowiekiem głębokiej modlitwy, z której rodził się czyn.
Działalność podczas okupacji
Matka Teresa do głębi przejęła się losem polskiego narodu. Sama doświadczona
śmiercią najbliższych z powodu szykan okupanta, spieszyła z pomocą tym, którzy
przychodzili do furty klasztornej. Jako osoba bardzo religijna przede wszystkim
modliła się i pokutowała o nastanie pokoju w Ojczyźnie. Z narażeniem życia
udzielała schronienia partyzantom AK z 23 dywizji piechoty dystryktu śląskiego
dowodzonego przez Stanisława Wencla. Matka Teresa ukrywała ich na jednym z pięter
w niewykończonym budynku. Wchodzili oni po drabinie, którą następnie siostry
zabierały. W żywność zaopatrywano ich za pomocą sznurka, który spuszczali
z góry. W domu sióstr partyzanci przechowywali bandaże i lekarstwa. Dla
bezpieczeństwa jedynie Matka Teresa wraz z drugą siostrą kontaktowała się z
nimi. Swoim spokojem, który zawsze z niej emanował, wpływała kojąco na młodych
ludzi, często załamanych i narażonych na śmierć. Świadoma ryzyka jakie
podejmowała, kierowała się przede wszystkim miłością bliźniego i głębokim
patriotyzmem. Ufała bezgranicznie Bogu, że Niemcy się nie dowiedzą o jej
działalności. Kiedy partyzanci przebywali w domu, Matka Teresa trwała w nocy
na modlitwie, by wyprosić przychylność Boga.
Innym polem jej działalności była pomoc dla więźniów z Oświęcimia.
Poprzez znajomych ludzi posyłała dla nich paczki z żywnością i ubrania.
Udzielała schronienia dziewczętom, którym groziła wywózka na roboty do
Niemiec. Niektóre z nich, którym udzieliła schronienia, wstąpiły później
do Zgromadzenia. Zdarzały się wypadki, że w okresie wojny przygarniała
osoby, które straciły dach nad głową. Tak było w przypadku p. Makowskiej i
jej córki.
Przez pewien okres czasu przy pomocy Komitetu Obywatelskiego w Sosnowcu Siostry
prowadziły Kuchnię dla biednych.
Inną kartę dziejów stanowi opieka Matki Teresy nad sierotami i Żydami. W
1943 r. nieznajomy mężczyzna przyniósł do klasztoru kilkumiesięczną żydowską
dziewczynkę, znaną w klasztorze pod imieniem Tela. Po niej przyszła następna.
Matka Teresa zdawała sobie sprawę, że przyjmując dzieci pochodzenia żydowskiego,
ryzykowała życie. A jednak w swym zamierzeniu Bogu była pewna, jak sama mówiła,
że "nic złego nie mogło się stać". Inne dzieci pochodzenia polskiego w
liczbie około 35, które zostały przygarnięte przez siostry, napływały z
obozów koncentracyjnych, m.in. z obozu na Radosze w Sosnowcu. Pewna grupa
dzieci pochodziła z Warszawy. Po upadku powstania warszawskiego zostały
skierowane do obozu w Oświęcimiu. Pociąg wiozący je na miejsce stracenia
zatrzymał się na stacji w Mysłowicach. Powiadomiona o tym Matka Teresa wysłała
s. Michaelę, aby wzięła kilkoro małych więźniów. Do sierocińca trafiały
również sieroty, których rodzice zmarli lub zaginęli w czasie działań
wojennych. Napływające dzieci znalazły lokum w nowym budynku, w warunkach
bardzo prozaicznych, gdyż dom nie był jeszcze wykończony. Dom Dziecka istniał
do 1962 r., tj. do czasu likwidacji go przez władze komunistyczne.

19. Mikołaj dla dzieci - 1943
20. Tela - przygarnięte żydowskie dziecko
21. Dzieci z sierocińca i dziewczęta zagrożone wywiezieniem do Niemiec - 1943
Matka Teresa przygarniała nie tylko dzieci żydowskie, ale również osoby
dorosłe. Za tę pomoc została w roku 1992 odznaczona medalem Sprawiedliwych wśród
Narodów Świata, przyznanym przez żydowską organizację.
Mówiąc o działalności Matki Teresy podczas wojny należy podkreślić jej
ogromną otwartość na każdego człowieka. Do klasztoru przychodziło wiele
ludzi, proszących o wsparcie materialne i duchowe. Furtianki miały nakazane,
że nikt głodny nie może odejść od furty. Siostry same były głodne, ale
Matka Teresa potrafiła się podzielić ostatnią kromką chleba, ufając
Opatrzności Bożej, że zaradzi wszystkiemu. I tak było. To dzięki kartkom żywnościowych,
które otrzymywała od kobiet ze Śląska mogła pomagać innym.
W latach 1943-1945 dziesięć karmelitanek Dzieciątka Jezus pracowało w
szpitalu zakaźnym z rozkazu Gestapo w Jaworznie.
Nie ulega wątpliwości, że Matka Teresa podczas wojny jeszcze bardziej zbliżyła
się do ludzi, a i oni lgnęli do niej z całym oddaniem. Dzięki swej dobroci
zyskała powszechne miano "Matki Zagłębia". Tytuł ten zrodził się w
sposób naturalny i spontaniczny wśród ludności Zagłębia. W nim zawiera się
wielkość i wielkoduszność Sługi Bożej, która kochała wszystkich nie
tylko sercem siostry, ale przede wszystkim sercem matki, zapominając o sobie,
narażając się nawet na śmierć, żyjąc wyłącznie dla innych. |