Dusza, która dyskutuje ze swoim „ja”

Jaka szkoda, że tak bezmyślnie trwoniona jest energia – uważa Elżbieta. Ona pragnie poświęcić wszystkie swoje siły na coś lepszego i ważniejszego, oddać je do dyspozycji temu jedynemu, do którego należy cała jej miłość (...)

s. Elżbieta Peeters OCD

Dusza, która dyskutuje ze swoim „ja”, przejmuje się swoją wrażliwością – taka dusza rozprasza swoje siły



Na co spożytkowujemy swoje siły?

Spytajmy inaczej: gdy czujemy się pozbawieni naszej energii życiowej, co nas tak wyczerpało i zmęczyło? Może praca, którą wykonujemy często nie bez tarć ze współpracownikami, może wiele zobowiązań lub zwariowana bieganina? Albo może też część naszej energii marnujemy na prowadzenie wewnętrznych dyskusji, które nam w końcu w niczym nie pomagają, na niepokoje i obawy, złość i frustrację, ciągłe przeżuwanie tego, co nam powiedziano i co myśmy powiedzieli podczas ciężkich, nie uwalniających rozmów (jak mogłam być taka głupia? Powinnam była przecież to i to powiedzieć, itp.), na niepotrzebne roztrząsanie, co też on lub ona o mnie pomyśleli, o mnie powiedzieli?

Gdybyśmy nagrali a potem odegrali nasze myśli i swoje wewnętrzne rozmowy z całego dnia, większość z nas byłaby po prostu wstrząśnięta: jak wieloma negatywnymi lub przynajmniej bezowocnymi sprawami zajmowaliśmy się tego dnia, ile negatywnych opinii wydaliśmy o nas sa­mych lub o bliźnich, ile było bezsensownej bieganiny wokół (ach!) jakże ważnych naszych problemów, bez rozwiązania żadnego, ile niepotrzebnego samozadręczania się…

Jaka szkoda, że tak bezmyślnie trwoniona jest energia – uważa Elżbieta. Ona pragnie poświęcić wszystkie swoje siły na coś lepszego i ważniejszego, oddać je do dyspozycji temu jedynemu, do którego należy cała jej miłość: „Swoje siły zachować dla Pana, poprzez wewnętrzne milczenie… wszystkie swoje siły skupić, aby je całkowicie oddać na służbę miłości” (Ostatnie rekolekcje).

„Całkowicie oddać się na służbę miłości” jest aluzją do Pieśni duchowej (strofa 28) mistrza duchowego Karmelu św. Jana od Krzyża i wskazuje, jak bardzo Elżbieta zrozumiała jego wewnętrzne pragnienie szczęścia, a sformułował to tak: że dopiero wówczas człowiek staje się szczęśliwy, gdy uwolni się od ciągłego obracania się wokół siebie i swoich problemów oraz od bezowocnych przywiązań do własnej osoby. Gdy to osiągnie – stanie się wewnętrznie wolny, aby miłować. Czyż św. Jan od Krzyża nie podkreślał stale, że człowiek, który bez przerwy zajmuje się sobą nie tylko że nie jest wolny, aby móc prawdziwie spotykać Boga, ale do tego jeszcze całkowicie niepotrzebnie cierpi i żyje w udręczeniu?

Śmiertelna choroba, na którą cierpiała Elżbieta, wyostrzyła jej świadomość o wielkości naszego życiowego powołania i o skończoności danego nam do dyspozycji czasu: „Życie jest czymś nader poważnym. Każda minuta została nam dana po to, abyśmy się mogli coraz bardziej ‘wkorzenić’ w Boga, według wyrażenia św. Pawła (por. Kol 2, 7), aby nasze podobieństwo do Boskiego Modelu było coraz bardziej rzucające się w oczy, a zjednoczenie coraz bardziej doskonałe” (List 333).

Jak wielka jest Boża oferta dla nas! Każda chwila naszego życia jest nową szansą, aby zbliżyć się bardziej do Chrystusa, aby być bardziej do Niego podobnym. Dlatego podwójnie tracimy, gdy czas poświęcamy na wewnętrzne dyskusje, które nas od tego jedynego celu oddalają, który się naprawdę liczy i stanowią przeszkodę, aby żyć radośnie i szczęśliwie.

Elżbieta w żadnym razie nie chce nas pouczać groźnie wygrażając palcem i doprowadzić do tego, abyśmy się stali spiętymi, zaciętymi i chorobliwie ascetycznymi osobami. Wręcz przeciwnie: ona jest głęboko przekonana, i sama tego nieustannie doświadczała, że „wewnętrzne milczenie” jest kluczem do prawdziwego szczęścia. Posiadając tę wiedzę, mogła Elżbieta, będąc już na łożu śmierci, zachęcać jedną ze swoich najlepszych przyjaciółek, że należy „zapomnieć o sobie, ale zważać na Pana i tylko na Niego” (List 333).

Elżbieta wskazuje zarazem drogę uwolnienia się od bezowocnych myśli, które się często mimowolnie pojawiają i niekiedy z uporem nękają. Podjęcie świadomej walki z nimi zazwyczaj niewiele pomaga, ale można spróbować oddać je Bogu i całą swoją uwagę skupić na Nim zamiast na wielu małych sprawach, które mogą okraść nas z wewnętrznego pokoju i radości.

Tak więc: „Dusza, która dyskutuje ze swoim „ja”, przejmuje się swoją wrażliwością… tako dusza rozprasza swoje siły” (Ostatnie rekolekcje).

Elżbieta wie z własnego doświadczenia, że możemy zdać się na Niego i że On weźmie na siebie nasze problemy, jeśli my „wszystkie nasze kłopoty złożymy na Niego” (1 P 5, 7).